Surowce i Chemia

Na cichym zabójcy można by lepiej zarabiać, gdyby nie przepisy

Metan, wróg górników, który przyczynił się do katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk 18 września mógłby być lepiej wykorzystany i mniej groźny w kopalniach, gdyby nie polskie prawo
Zarówno teraz w Wujku-Śląsk, jak i rok temu w Boryni, jak i w 2006 r. w Halembie ludzi zabił m.in. metan. Ten bezwonny gaz zwany na dole cichym zabójcą można jednak zamienić na „towar” – ekwiwalent CO[sub]2[/sub], który można sprzedać. Tak, jak Jastrzębska Spółka Węglowa i Kompania Węglowa japońskiemu koncernowi energetycznemu Chugoku. Kopalnie wykorzystują go też na własne potrzeby. Ale gazu jest tyle, że można by spokojnie ogrzać nim kilka miast, zwiększając jednocześnie bezpieczeństwo pracujących pod ziemią górników, jak i zmniejszając emisję tego gazu do atmosfery. A jego potencjał cieplarniany jest 21 razy większy niż dwutlenku węgla.
Ponad 61 proc. gazu z odmetanowienia pokładów wykorzystują na własne potrzeby kopalnie węgla kamiennego. Połowa używa go do ogrzewania czy klimatyzacji. W Polsce bowiem aż 80 proc. węgla pochodzi z pokładów metanowych. Jak wynika z danych Głównego Instytutu Górnictwa przy wydobyciu jednej tony węgla uwalnia się 10,5 m[sup]3[/sup]. metanu (dla porównania 10 lat temu było to ok. 6,6 m[sup]3[/sup]). A to oznacza, że np. w zeszłym roku w kopalniach węgla kamiennego uwolniło się ok. 878 mln m[sup]3[/sup]. tego gazu, a dzięki stacjom odmetanowiania udaje się wychwycić jedynie 250 mln m[sup]3[/sup]. (w przeliczeniu na megawatogodziny to ok. 750 tys. MWh energii). Inwestycja w podziemne stacje odmetanowienia w kopalni to kilkanaście milionów złotych. Ale dość szybko zaczyna się kopalniom zwracać, bo gaz pozwala na ogrzanie wody w łaźniach czy zasilanie klimatyzatorów, co daje oszczędności kilkuset tysięcy złotych. – Poza tym bez pomysłu na wykorzystanie metanu byłby on jak kiedyś wyrzucany do atmosfery, a to niszczy warstwę ozonową. Dodatkowo odzyskiwanie metanu zmniejsza zagrożenie wybuchem – a jakie są jego skutki pokazała ostatnia katastrofa w Rudzie Śląskiej, gdzie zginęło 19 osób.
Najbardziej zametanowione kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, mają na tyle gazu, że nie dość, że wystarcza im na wewnętrzne potrzeby, to mogą go sprzedawać m.in. lokalnym ciepłowniom. O ile kopalnie JSW Zofiówka, Jas-Mos i Pniówek prawie w całości wykorzystują odzyskany gaz na własne potrzeby, tak Krupiński z wydobytego gazu potrzebuje ok. 67 proc. Zresztą w pozostałych kopalniach innych spółek węglowych metanu też jest mnóstwo – tylko w czterech z 31 nie ma go w ogóle. Branża górnicza lobbowała o uznanie metanu za zieloną energię, jednak resort gospodarki nie godzi się na to tłumacząc to przepisami UE (mimo to w Niemczech czy Czechach metan jest właśnie zieloną energię). Ale to nie wszystko – za metan, który idzie do atmosfery kopalnie muszą płacić specjalny podatek – w sumie kilkaset tysięcy złotych. 38 proc. emisji metanu do atmosfery pochodzi właśnie z kopalń. 35 proc. z rolnictwa i hodowli, 13 proc. z wysypisk śmieci, 9 proc. z bagien, 5 proc. z eksploatacji gazu ziemnego. Jednak to tylko kopalnie, jako te, gdzie metan jest policzalny, płacą za jego emisję. Jednak dzięki inwestycjom w stacje odmetanowiania mogą też w końcu na gazie zarobić inaczej. W ramach Projektów Wspólnych Wdrożeń Główny Instytut Górnictwa przelicza wychwycony metan na tzw. zredukowane jednostki emisji CO[sub]2[/sub] (ERU) i w ramach kontraktów mogą być one sprzedawane. Pierwszą taka umowę podpisała w zeszłym roku Jastrzębska Spółka Węglowa. Szacuje się, że zarabia na niej co roku ok. 1 mln zł. Kilkuletnią umowę zaś we wrześniu podpisała także z Japończykami Kompania Węglowa, która zarobi dzięki temu ponad 30 mln zł w ciągu najbliższych kilku lat. KW nie wykluczyła kolejnych takich umów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL