Historia

Kozietulski i Wąsowicz

„Szarża pod Rokitną” – obraz Wojciecha Kossaka Portret rotmistrza Zbigniewa Dunina-Wąsowicza, dowódcy legendarnej szarży, który – aby ją poprowadzić – wyrwał się ze szpitala
MUZEUM WOJSKA POLSKIEGO W WARSZAWIE
107 lat dzieli szarże pod Somosierrą i pod Rokitną. W tym czasie działa i karabiny stały się szybkostrzelne, a żniwo śmierci zwielokrotnił karabin maszynowy. Zwłaszcza ataki konne traciły rację bytu. A jednak obie szarże są nadzwyczaj podobne
Podobieństwo Somosierry i Rokitny polega przede wszystkim na szaleńczej odwadze naszych jeźdźców – w 1808 roku szwoleżerów, w 1915 roku ułanów – na gwałtowności prowadzonego cwałem ataku, wreszcie na legendzie, która wyrosła bezpośrednio po obu tych wydarzeniach. W okresie międzywojennym ożywiała ona wyobraźnię młodzieży. Po drugiej wojnie o Rokitnie kazano zapomnieć, a Somosierra stała się symbolem kozietulszczyzny, czyli rzekomo bezsensownej brawury Polaków.
Jeżeli szarża poprowadzona przez szefa szwadronu Jana Hipolita Kozietulskiego była aż tak nierozważna, to cóż można byłoby powiedzieć o szarży pod dowództwem rotmistrza Zbigniewa Dunina-Wąsowicza wiek z okładem później?! Cóż, zestawmy fakty z obu epok. Zdumiewa ich podobieństwo: – w obu szarżach brało udział po blisko 200 kawalerzystów;
– czas ich trwania był zbliżony (10 i 13 minut); – szwoleżerowie oraz ułani osiągnęli wyznaczone cele. Pierwsi dotarli do ostatniej, czwartej baterii w wąwozie, drudzy do trzeciej linii okopów wroga; – i jedni, i drudzy wywołali panikę wśród obrońców uciekających i poddających się na widok galopujących z obnażonymi szablami jeźdźców; – straty polskie okazały się zbliżone: 24 zabitych i 55 rannych oraz 18 zabitych i 27 rannych. Trudno nazwać którąkolwiek z szarż bezsensowną. Zasadniczą różnicą z wojskowego punktu widzenia był oczywiście efekt operacyjny. Szarża w 1808 roku zadecydowała o zwycięstwie w całej batalii i otworzyła drogę do Madrytu, w 1915 roku zaś za naszą jazdą nie poszła piechota i nie zdruzgotała całej formacji przeciwnika. Dopiero nocą sam się wycofał. Cóż, pod Somosierrą dowodził Napoleon, a pod Rokitną c.k. sztabowiec... Można dodać, że w obu wypadkach Polacy – zachowując znaki narodowe – służyli jednak pod obcą komendą, mając tylko nadzieję, że ich męstwo i ofiara przywrócą wolną ojczyznę. Nie ostatni raz. Autor dzisiejszego zeszytu Jacek Sawicki celnie przytacza słowa z „Czerwonych maków na Monte Cassino”: „Runęli przez ogień straceńcy!/ Niejeden z nich dostał i padł.../ Jak ci z Somosierry szaleńcy/ Jak ci spod Rokitny sprzed lat”. [i]Maciej Rosalak, redaktor cyklu „Polska Piłsudskiego”,dziennikarz „Rzeczpospolitej” Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.rosalak@rp.pl]m.rosalak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL