fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Całe życie w komiksie

„Bez komentarza” Ivana Bruna to komiks obywający się bez słów
Kultura Gniewu
Śmierć, prostytucja, mobbing, pracoholizm, patologia w rodzinie – to tematy często obecne w graficznych nowelach. Trudne problemy, od których stronią popkultura i media
Nasze wydawnictwa komiksowe wreszcie doganiają świat. Publikują pozycje ambitne, fascynujące plastycznie. Trzeba być czujnym, bo w rysowanych paskach obowiązuje kamuflaż. Tu nic nie jest oczywiste. Na pozór infantylne rysunki mogą skrywać intelektualną głębię, tragedia bywa przedstawiona w groteskowych formach, psychologiczne dewiacje wyglądają jak surrealistyczne wizje, zbrodnie upodobniają się do zabawy, śmierć traci grozę i kusi pięknem.
[srodtytul]W cieniu kompleksów[/srodtytul]
Szwajcarski rysownik urodzony w Kanadzie Nicolas Robel opowiedział historię zakompleksionego, odrzuconego kilkulatka. Ma na imię Józek i tak zatytułowany został tomik. Brzydki smarkacz, upośledzony nietypowym kalectwem: łapami wielkimi jak łopaty. Jasne, że to metafora. Po prostu potomek nie odpowiadał wyobrażeniom rodziców. Jak takiego kochać? Ojciec opędza się od Józka jak od uprzykrzonej muchy; matka gdera, koledzy szkolni wyśmiewają. Któregoś dnia w akcie desperacji malec odcina sobie dłonie nożem. Niestety, odrastają jeszcze większe. Potem znajduje na ulicy dwie zgrabne, porzucone przez kogoś rączki. Józek zabiera je i dokonuje transplantacji. Sukces! Chce się pochwalić udanym przeszczepem i gna do matki, do kumpli. W emocjach staje się nieuważny. Nie słyszy ostrzegawczego klaksonu. Na jezdni zostaje po nim placek z małymi rączkami. Komiczna scena, która zamyka gehennę Józka.
Dziecięce traumy to wstęp do pokręconego dojrzewania. W zeszycie „Sala prób” włoskiego rysownika Gipiego śledzimy losy czterech małolatów z włoskiej prowincji, którym marzy się kariera Beatlesów. Mają sprzęt, talent i zapał, tylko brak im sali do ćwiczeń. Akcję można zawrzeć w jednym zdaniu – ważniejsze portrety psychologiczne chłopaków. Na oko, przeciętniacy. Nie bardziej pokręceni niż większość w ich wieku. W istocie każdemu ciąży… rodzina. Basista Alberto na przykład musiał szybko dorosnąć, żeby opiekować się infantylnym tatą. A nazistowska szajba u Aleksa, perkusisty, jest zemstą na ojcu, który nie zajmował się synem.
Z pewnością Miho, bohaterka „Dyni z majonezem” Kiriko Nananan, także nie miała łatwego startu ani wsparcia ze strony rodziny. W męskie ramiona wpycha ją nie miłość, lecz lęk przed samotnością. Tkwi w beznadziejnym związku, wmawia sobie odwzajemnione uczucie. Partner wykorzystuje ją bez skrupułów, ona zaś matkuje mu, gotuje i utrzymuje go. Ufa, że zdobędzie miłość poświęceniem. Za namiastkę uczucia gotowa jest nawet się sprzedać. I jeszcze przepraszać, biczować się, poniżać. „Sama egoistycznie dokonałam wyboru. To ja byłam tą złą” – mówi. Za tak niską samooceną kryją się złe doświadczenia dzieciństwa.
[srodtytul]Depresja pracoholizmu i nihilizmu[/srodtytul]
Niektóre komiksy zastępują autorom psychoanalizę. Japonka Mari Okazaki stara się rozgryźć przyczyny swego pracoholizmu. Dziś 43-letnia, po studiach trafiła do renomowanej agencji reklamowej. Dziewięć lat temu zdezerterowała, ale do tej pory odreagowuje koszmar. „Terapeutycznym pamiętnikiem” stał się cykl „Suppli”.
Niejaka Fuji, alter ego autorki, tyra w agencji reklamowej. Porzuca ją partner, który przestaje znosić jej całodobową dyspozycyjność wobec firmy. Fuji popada we frustrację. Ma trudności z rozpoznaniem własnych pragnień i emocji, nie potrafi dokonać najprostszych wyborów. W wieku 28 lat czuje się starą panną bez szans na rodzinę i prywatność. Żyje bez życia.
„Dziennik z zaginięcia”, autobiograficzna manga Hideo Azumy, także traktuje o depresji z przepracowania. Wzięty rysownik nawet nie zauważył, kiedy wpadł w matnię terminów i zobowiązań. Nie dostrzegał, że jest eksploatowany i manipulowany przez redaktorów wydawnictw. Stracił kontakt z rodziną, ze światem. Aż do momentu, kiedy przestał odczuwać przyjemność tworzenia. I wtedy… zniknął. Przez kilka tygodni pędził żywot bezdomnego. Po powrocie na pozór odzyskał natchnienie i twórczą parę – jednak przy wspomaganiu się wysokoprocentowymi napojami. Ostatni rozdział autobiograficznego tomu opowiada o katuszach wychodzenia z alkoholizmu.
Otrzeźwienie przydałoby się też bohaterom „Tańca w skorupkach” Tomka Tryzny. Nietypowy komiks: rysunki zastąpiły fotografie. Para protagonistów, Polcia i Piksel, jest młoda, ładna, zdolna, egoistyczna i bezrefleksyjna. Łączy ich coś na kształt uczucia oraz pragnienie, by żyć bez wysiłku. Chłopak studiuje w szkole filmowej, ale nie ma pomysłu na sztukę. Ucieka w prochy, alkohol i udawanie przygłupa. „Jestem sławnym idiotą i w związku z tym nic nie wiem i na niczym się nie znam”, deklaruje. Prowokacja, pod którą ukrywają się strach i pesymizm.
Skąd takie nastroje u młodych? Bo mają świadomość osaczających ich zewsząd zła, agresji, władzy pieniądza. Francuski rysownik Ivan Brun poświęcił tom „Bez komentarza” degradacji człowieczeństwa. Autor, lewicujący anarchista, skacze do gardła możnym tego świata. Nie ma dla niego tematów tabu. Produkcja narkotyków na zlecenie poważnych „biznesmenów”, prostytucja wśród nieletnich, terroryzm. Już sam wygląd bohaterów świadczy o ich degeneracji, postępowanie dowodzi zaś atrofii uczuć i zaniku morale. Jeden z potworków bierze udział w telewizyjnym programie typu „Big Brother”. Żeby wygrać, godzi się na wszystko. Zeżarł robale, dał sobie wytatuować na policzku fiuta, pozwolił na seks analny strażnikom oprawcom. Trochę spocił się przy… kupce zaserwowanej na lunch. Ale zgarnął milion euro. Warto było!
Zgodnie z tytułem komiks „Bez komentarza” obywa się bez słów. Jedynie na transparentach bądź billboardach pojawiają się hasła: „Zatrzymać świat”, „Uciec”. Ale dokąd? Do lepszego, godniejszego życia, rzecz jasna. Taką ekspedycję podejmuje główna postać rysunkowej powieści „Przybysz” Shauna Tana. Australijski artysta pochodzący z Malezji stworzył arcydzieło dotyczące „świadomości imigranta”. To hołd złożony rodzicom, którzy zdecydowali się szukać szczęścia het za morzem – żeby dzieciom żyło się lepiej. „Przybysz” przechodzi prawdziwy chrzest bojowy w nowym kraju. Zagubiony, przerażony, upokorzony walczy o pracę i akceptację. Nie zna języka, nie rozumie obyczajów. Każdy przedmiot wydaje mu się wrogi: pieczątki, maszyna do pisania, środki lokomocji. Ale w końcu znajduje mieszkanie, przyjaciół, robotę; sprowadza rodzinę. Osiągnął cel.
[srodtytul]Ostatnie pożegnanie [/srodtytul]
W zachodniej kulturze unika się tematu śmierci. Takiej banalnej, wypranej z patosu, z ludzkiej godności. Tymczasem w Japonii komiks Mitsukazu Mihary „Balsamista” zrobił zawrotną karierę – ze względu na drastyczny motyw przewodni. Zgon staje się punktem wyjścia do spojrzenia wstecz. Autorka omawia różne przyczyny rozstania z doczesnością, inkrustując akcję naukowymi konkretami dotyczącymi konserwowania zmarłych (jak usuwać płyny fizjologiczne, przerobić rigor mortis na łagodny uśmiech lub czym wypełnić ubytki ciała). Okazuje się, że „zwyczajna” śmierć staje się dziś rzadkością. Bohaterowie – zarazem „pacjenci” balsamisty – umierają z przepracowania, giną w wypadku, topią się w wannie. Zanim znikną na zawsze, ich ciała zostają upiększone – żeby tak zapamiętali ich krewni i znajomi. Działalność balsamisty to swego rodzaju oszustwo. Tak jakby dyktatura urody i młodości obowiązywała nawet pośmiertnie.
Inaczej przedstawia śmierć Cyril Perdosa, francuski rysownik. „Trzy cienie”, rzecz o utracie dziecka, są baśnią zainspirowaną prawdziwymi wydarzeniami. Kilka lat temu artysta obserwował beznadziejną walkę swych przyjaciół o życie synka. W „Trzech cieniach” zdesperowany ojciec chce przechytrzyć los. Ucieka z chorym malcem na kraj świata; nosi go we własnej dłoni. Jednak wszystko na nic. A mimo to komiks nie kończy się smutno: uczy doceniać dar życia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA