fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Róża wraca do domu

Nie mogę uwierzyć, że za chwilę Różyczka będzie z nami – cieszyła się z decyzji sądu Wioletta Woźna
Fotorzepa, bartosz jankowski Bartosz Jankowski
Dziewczynka ma zostać oddana rodzicom. Ale ci muszą otrzymać pomoc
– Nie wiem, jak wam dziękować – mówiła wczoraj do dziennikarzy Wioletta Woźna, matka maleńkiej Róży. Chwilę wcześniej Sąd Rejonowy w Szamotułach postanowił, że dziewczynka wróci do biologicznych rodziców. – Natalka (starsza córka – red.) już wczoraj szykowała ubranka Różyczki. Dzieci przez cały czas o niej myślały. A ja jeszcze nie mogę uwierzyć, że za chwilę będzie z nami – powtarzała Woźna.
Pod koniec lipca sąd w Szamotułach postanowił, że nowo narodzone dziecko Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka trafi do rodziny zastępczej. Powodem były raporty kuratorów, którzy od dawna zajmowali się rodziną. Wynikało z nich, że Woźna nie umie dbać o dom, jest apatyczna i niezaradna. Szwak z kolei ma zbyt mało czasu, by podołać obowiązkom, w dodatku jest stary – ma 62 lata. Do tego doszła niekorzystna dla Woźnej opinia ordynatora oddziału noworodkowego, na którym przebywała po urodzeniu Róży. Została ona sporządzona na podstawie obserwacji położnej środowiskowej.
Dlaczego sąd zmienił decyzję? Jak wynika z uzasadnienia, w domu Szwaków nastąpiła „pewna poprawa”. Zgoda na powrót dziecka do rodziców została jednak obwarowana licznymi nakazami.
– Z opinii biegłych wynika, że Wioletta Woźna nie jest w stanie samodzielnie opiekować się dzieckiem. Może to zrobić wyłącznie z pomocą Władysława Szwaka. Ale i on musi korzystać z zewnętrznego wsparcia – podkreślała sędzia Jolanta Biniak.
[wyimek]Dobrze, że sąd naprawił swój błąd - Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka[/wyimek]
Wsparcie ma zapewnić kurator i pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach. Przedstawiciel tej instytucji zapewniał w sądzie, że może przydzielić rodzinie pracowników, którzy będą im pomagali w prowadzeniu domu przez pięć dni w tygodniu, nawet po sześć godzin dziennie. Kurator i przedstawiciele pomocy społecznej mają co tydzień składać sądowi raport o sytuacji w domu rodziców Róży. – Nawet więźniowie nie są w ten sposób obstawiani. Jak tu normalnie funkcjonować? – pyta ks. Paweł Pawlicki, proboszcz z Chojna, który zaangażował się w walkę o powrót Róży do domu.
– Tej rodzinie potrzeba stałej pracy socjalnej. Musimy ustalić, czy poprawa nie wynika z krótkotrwałego zrywu – mówiła sędzia. Przy okazji zaatakowała MGOPS we Wronkach. – Deklaracje dotyczące pomocy składał od 2006 r. Długo nie podejmował jednak żadnych działań, by zmienić sytuację panującą w domu Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka.
Co na to przedstawiciele ośrodka? – Sąd krzywdzi ludzi, którzy angażowali się w pomoc. Wolałabym jednak tego nie komentować – ucina Weronika Klimontowska-Nawrocka, kierowniczka placówki.
Tymczasem adwokat rodziny z Błot Wielkich nie kryje radości. – Teraz mogę odetchnąć. Sąd zachowuje się dziwnie, próbując przerzucić odpowiedzialność z kuratora na pomoc społeczną. Najważniejsze jednak, że Róża wraca do domu – podkreśla mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska.
– Sprawa została rozstrzygnięta po naszej myśli – wtóruje jej Tomasz Tadla, przedstawiciel rzecznika praw dziecka. – Zastanawia mnie tylko, dlaczego sąd podkreślał, że rodzinie potrzebna jest ponadstandardowa pomoc. Z opinii biegłych to nie wynikało.
– Decyzja o odebraniu dziewczynki rodzicom nigdy nie powinna była zapaść. Dobrze, że sąd naprawił swój błąd. To świadczy nie tylko o sile wymiaru sprawiedliwości, ale i demokracji – uważa Adam Bodnar, sekretarz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Bardziej powściągliwa jest Marta Kukowska z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, który też zajmował się sprawą. – Nie skomentujemy decyzji, dopóki nie zapoznamy się z jej pisemnym uzasadnieniem – mówi.
Róża wróci do rodziców już dziś. Nie wiadomo na jak długo. Przed sądem nadal toczy się sprawa o pozbawienie Woźnej i Szwaka praw rodzicielskich wobec wszystkich czworga dzieci.
Z kolei Prokuratura Okręgowa w Poznaniu sprawdza, czy lekarze ze szpitala w Szamotułach złamali prawo, poddając Woźną sterylizacji podczas porodu Róży. Kobieta twierdzi, że nie wyrażała na to zgody. O sprawie jako pierwsza napisała „Rz”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA