fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mniejszości

Walczyliśmy. Inaczej nie mogło być

Wilno. Kiry żałobne po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Widok od ulicy Piwnej. W oddali kościół i klasztor SS Wizytek
Forum
Na Zielonym Moście płonęło coś w rodzaju barykady. Było słychać strzały. Pożar był na tyle duży, że czołgi z czerwonymi gwiazdami nie mogły przejechać przez ten strategiczny dla Wilna most
Jak wiadomo, właśnie tą drogą w kierunku Litwy kowieńskiej odchodziły ostatnie oddziały polskiej armii. Sowieccy czołgiści spróbowali ominąć płonący most i forsować Wilię. W rzece widziałem ich dwa zanurzone czołgi. Nie wiem, czy zostały trafione przez obrońców miasta, czy po prostu ugrzęźli w grząskim korycie rzeki – dzieli się swymi wspomnieniami z pierwszego dnia sowieckiej inwazji na Wileńszczyznę wilnianin Władysław Korkuć.
Miał wówczas 11 lat i należał do młodszego harcerstwa. Po wycofaniu się z Wilna regularnych jednostek Wojska Polskiego to właśnie wileńska młodzież: harcerze, gimnazjaliści, studenci, wraz z pozostałymi wbrew rozkazowi żołnierzami zawodowymi była w pierwszych szeregach obrońców miasta przed sowieckim najeźdźcą. Dzięki nim wielokrotnie przeważające siły Armii Czerwonej nie zdołały z marszu zająć Wilna. Jak mówi pan Władysław, który właśnie we wrześniu ukończył 81 lat, „ten zbrojny opór uratował polski honor Wilna. W naszym mieście na Sowietów nie czekały triumfalne bramy i transparenty, czerwone flagi i miejscowa ludność entuzjastycznie witająca czerwonoarmistów z kwiatami. Wilno przywitało Sowietów kulami i pociskami”.
Jak mówi, dla zwykłych wilnian napaść Sowietów na walczącą z Niemcami Polskę była całkowitym zaskoczeniem. – Nie wiem, być może wojsko albo władze coś wiedzieli o zamiarach Sowietów, jednak cała uwaga ówczesnego Wilna, nawet nas – dzieci, była skoncentrowana na walce, jaką Wojsko Polskie toczyło z Niemcami. Niemieckie lotnictwo kilka razy bombardowało miasto – opowiada.
17 września, gdy Armia Czerwona przekroczyła wschodnie granice Polski, w Wilnie znajdowało się około 14 tysięcy polskich żołnierzy i oficerów. Miasto, które wówczas stanowiło zaplecze frontu walki z Niemcami, nie było jednak przygotowane do skutecznej obrony od wschodu. Większość bojowych jednostek wileńskiego garnizonu walczyło na froncie zachodnim. Na wiadomość o sowieckiej inwazji do miasta zostały ściągnięte z granicy litewskiej bataliony pułku KOP „Wilno”, więc w sumie w mieście znalazło się około jednej dywizji piechoty. Jednak problemem tych jednostek było słabe uzbrojenie. Brakowało ciężkiej artylerii, moździerzy, lotnictwa. Dowództwo podjęło więc decyzję o opuszczeniu miasta przez wojsko. Kolumny wojska, administracji państwowej, cywilów ruszyły w kierunku granicy z Litwą.
– W tych dramatycznych chwilach na jaw momentalnie wyszło, że Sowieci mieli w mieście swoją agenturę. Nie wiadomo skąd w Wilnie pojawili się uzbrojeni ludzie z czerwonymi opaskami na ręku. Strzelali w ślad za cofającymi się polskimi żołnierzami. Ci osobnicy służyli również Sowietom za przewodników – opowiada Władysław Korkuć.
Pierwsze walki z nacierającymi sowieckimi oddziałami wybuchły późnym popołudniem 18 września. – Miasto natychmiast się wyludniło. W kilku dzielnicach było słychać intensywną strzelaninę. Już wieczorem z kolegami z harcerstwa próbowaliśmy przedostać się na Górę Bufałową. Wiedzieliśmy, że właśnie tam bronią się harcerze ze starszych roczników oraz oficerowie, którzy wbrew rozkazom pozostali w mieście. Jednak strzelanina w okolicach Góry Bufałowej z obydwu stron była tak intensywna, że nie było mowy, aby się przedostać do jej obrońców. Walki o miasto trwały przez całą noc i dopiero nad ranem obrońcy zostali rozpuszczeni po domach – mówi pan Władysław.
Jednak najbardziej symboliczna podczas walk o Wilno stała się obrona mauzoleum z sercem marszałka Józefa Piłsudskiego na cmentarzu Na Rossie. Wojskowa warta honorowa przy mauzoleum została zdjęta 13 września. Żołnierzy przy grobie zamieniła młodzież z Przysposobienia Obronnego oraz harcerze. Jednak 18 września młodzież na cmentarzu zamienili żołnierze KOP. Już wieczorem rozpoczęli walkę z radzieckimi oddziałami pancernymi. Ślady po niej pozostają do dzisiaj na cmentarnych nagrobkach, a ślad od kuli lub odłamka widnieje na płycie mauzoleum Matki i Serca Marszałka. Walki na Rossie wznowione zostały ranem 19 września. Sowietom udało się okrążyć obrońców cmentarza, a ich dowódca major Krassowski wydał rozkaz wycofać się na własną rękę. W walkach o Rossę polegli: kapral Wincenty Salwiński oraz szer. Wacław Sawicki i szer. Piotr Stachirowicz.
19 września rozpoczęła się sowiecka okupacja Wilna i Wileńszczyzny.
Z czym się kojarzą wilnianom pierwsze dni sowieckiej okupacji? – Głód i rabunki. W mieście praktycznie od razu zaczęło tragicznie brakować żywności. Sytuacja zmieniła się dopiero potem, gdy Sowieci oddali miasto Litwie. Litewskie władze natychmiast zaczęły dostarczać do Wilna żywność – dzieli się swoimi wspomnieniami Władysław Korkuć. Rosjanie po zajęciu miasta natychmiast rozpoczęli operację wywożenia polskich zakładów. W pierwszej kolejności do Mińska wywieziono jedną z najnowocześniejszych wówczas w Europie fabryk radioodbiorników. Wywieziono nawet autobusy miejskiej komunikacji, tzw. arbony.
Zapytany, dlaczego w tej z wojskowego punktu widzenia beznadziejnej sytuacji Wilno – a zwłaszcza wileńska młodzież – poderwało się do walki z liczebnie wielokrotnie przeważającymi siłami Armii Czerwonej, pan Władysław bez namysłu odpowiada: – Tak byliśmy wychowani. Inaczej po prostu nie mogło być. Również 18 i 19 września stały się dla polskiej młodzieży Wilna wielką lekcją patriotyzmu. – Została przegrana bitwa, ale nie wojna. Wiedzieliśmy, że będziemy walczyć o wolność. Już w pierwsze dni sowieckiej okupacji wraz z kolegami wykradliśmy pod nosem sowieckich wartowników karabiny z magazynów wojskowych – mówi pan Władysław. Jeszcze nie mając 16 lat, został żołnierzem AK. Brał udział w operacji „Ostra Brama”. W lipcu 1944 został schwytany przez Sowietów na skraju Puszczy Rudnickiej. Podczas śledztwa był bity i torturowany, jednak nikogo nie wydał i w końcu został zwolniony jako niepełnoletni. W 1946 r., ucząc się w jedynym wówczas polskim gimnazjum w Wilnie, wstąpił w szeregi tajnego harcerstwa polskiego. W grudniu 1949 został aresztowany przez sowiecką bezpiekę i zesłany do łagrów w Workucie. Na wolność wyszedł dopiero po śmierci Stalina w 1953 roku. Ukończył konserwatorium, przez wiele lat pracował jako nauczyciel muzyki w polskich szkołach, był założycielem i kierownikiem wielu polskich zespołów ludowych na Wileńszczyźnie. Za czasów sowieckich był zwolniony z pracy z nakazu KGB i komitetu partii.
Dzisiaj, mimo sędziwego wieku, nadal jest dyrygentem chóru w wileńskim kościele św. Rafała. Aktywnie udziela się w polskich organizacjach społecznych na Litwie. Podczas uroczystości z okazji polskich świąt narodowych wraz ze swoimi kolegami z wileńskiego AK wkłada wojskowy mundur i staje na warcie przy płycie mauzoleum Matki i Serca Marszałka. Również 17 września 2009 roku przyjdzie tu oddać hołd swym kolegom poległym w walkach o Polskę.
[i]Robert Mickiewicz z Wilna[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA