fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moje kłopoty z Tarantino

Brad Pitt gra główną rolę w „Bękartach wojny” Quentina Tarantino. Na zdjęciu pozują przed premierą filmu w Cannes
AFP
Nikt nie lubi zadawać twórcom filmu "Bękarty wojny" zbyt poważnych pytań, chociaż - pod pozorem zabawy konwencjami - wpływa głęboko na nasz sposób reagowania na zło
Polska nie okazała się żadnym wyjątkiem. Przez łamy większości gazet przelewa się fala zachwytów nad „Bękartami wojny” Quentina Tarantino. Jeden z krytyków wybił nawet w swoim tekście wyraźne pouczenie: „Gdyby ktoś się oburzył, że nie wypada tak infantylnie ujmować wojennych relacji żydowsko-niemieckich – pokazałby tylko, że nie rozumie konwencji filmu”. Oczywiście chodzi o pastisz i swoistą licencję, jaką Tarantino uzyskał od krytyki na popkulturyzację okrucieństwa.[srodtytul] Landa jak Brunner [/srodtytul]Przez ponad dwie godziny filmu nie nudziłem się, śmiałem się, ale jednocześnie czułem wątpliwości. I aby nazwać te sprzeczne uczucia, piszę właśnie ten tekst. Dlaczego na filmie trudno się nie śmiać? Quentin Tarantino to prawdziwy kinowy uwodziciel, który dociera do bardzo różnych widzów. Gdyby jego film miał być tylko pasmem scen egzekucji w wykonaniu żydowskich komandosów, byłby to tylko jeszcze jeden krwawy film klasy C....
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA