fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Serwilizm wobec amerykańskiego Wielkiego Brata

Na przekór większości krajów Europy (i własnej opinii publicznej) polski rząd wysłał wojska do Iraku. Na zdjęciu: 3 października 2007 r. ambasador Edward Pietrzyk został ranny w wyniku zamachu na ulicach Bagdadu
Reuters
Dobrym sojusznikiem USA może być tylko silna i zjednoczona Europa, swą jednością zmuszająca Rosję do ucywilizowania polityki zagranicznej. Tylko w takim układzie Polska i Europa Środkowa mają szansę na podmiotowość – przekonuje publicysta „Krytyki Politycznej”
Artykuł profesora Zbigniewa Lewickiego zatytułowany „Policzki wymierzone Amerykanom” nadaje się na test uwagi dla wszystkich pracujących w gazetach redaktorów.
Do tego stopnia idzie pod prąd powszechnym odczuciom, że aż się prosi, żeby odruchowo odwrócić w nim wektory.
Bo że narobiliśmy błędów w polityce zagranicznej wobec USA, to zorientował się już nawet redaktor Bartosz Węglarczyk z „Gazety Wyborczej”. Ale teza prof. Lewickiego, że pomyłki polegają nie na przesadnej uległości, ale wręcz przeciwnie – niedostatecznej, to doprawdy spektakularny rozłam w obozie polskich neokonserwatystów. Świadectwem ostatnich złudzeń (albo złudzeń ostatnich) są w polskiej tradycji adresy wiernopoddańcze.
[srodtytul]Wiernopoddańczy adres[/srodtytul]
Swój prof. Lewicki zaczyna tezą, że dość upokarzający dla nas gest administracji Baracka Obamy („żenujący – i nieprzypadkowy – spektakl odkładania decyzji o składzie delegacji amerykańskiej na rocznicowe obchody na Westerplatte”) to efekt „niefortunnych gestów Polski pod adresem Ameryki”. Wśród nich autor wymienia „jednostronną” decyzję o wycofaniu polskich wojsk z Iraku, pretensje premiera Donalda Tuska w sprawie systemu Patriot wyrażone „akurat w dniu amerykańskiego święta narodowego,” wreszcie list otwarty środkowoeuropejskich polityków i intelektualistów do prezydenta Obamy, w którym apelowali oni o większą stanowczość nowej administracji względem Rosji i podtrzymanie amerykańskiego zainteresowania Europą Środkową.
Tymczasem, twierdzi profesor Lewicki, „jeżeli zależy nam na bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, musimy zachowywać się jak spolegliwi sojusznicy” – nie należy Amerykanom manifestować swej wyższości, a gdy poproszą o pomoc, nie pytać, co w zamian, tylko długo i konsekwentnie „budować obraz kraju gotowego do działań sojuszniczych na swoją skalę”.
Na USA zaś nam zależy, gdyż „Stany Zjednoczone są jedynym państwem zdolnym do realnego wsparcia naszego bezpieczeństwa – i jeszcze do niedawna skłonnym, by dać temu wyraz w postaci stałej obecności wojskowej w Polsce. W wypadku zagrożenia ze Wschodu nie możemy liczyć na aktywność Niemiec czy Francji, czego dowodem jest ich całkowity brak zainteresowania kwestią naszego bezpieczeństwa energetycznego”.
Trudno oprzeć się analogii powyższych tez do propozycji takich ideologów „instynktu państwowego”, jak choćby Bolesław Piasecki, którzy służalczość wobec wielkich braci uzasadniali politycznym realizmem.
[srodtytul]Irracjonalne żądania?[/srodtytul]
Przez ostatnie dwie dekady, a zwłaszcza w okresie rządów George’a W. Busha, Polska – jako pierwsza w Europie – zawsze okazywała lojalność wobec USA. W imię tej lojalności Polska zakupiła amerykańskie myśliwce, żeby dać się upokorzyć przez sposób, w jaki Amerykanie „wywiązali” się z umowy offsetowej. Następnie na przekór większości krajów Europy (i własnej opinii publicznej) wysłała wojska do Iraku na wojnę prowadzoną w imię fałszywych przesłanek (Saddam Husajn nie współpracował z al Kaidą ani nie miał broni masowego rażenia); zahamowała rozwój wspólnej europejskiej polityki zagranicznej, ochoczo przewodząc Rumsfeldowskiej „nowej Europie”.
[wyimek]Czy domaganie się, aby nie tylko amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty jest irracjonalne?[/wyimek]
A potem zakwestionowała sens europejskiej polityki bezpieczeństwa, godząc się na instalację tzw. tarczy antyrakietowej, która chroni USA przed Iranem, Koreą czy pojedynczymi szaleńcami, ale nie Europę przed Rosją. W roku 2007 nasz kolejny rząd (ten sam, który prof. Lewicki oskarża o „policzki wymierzane Amerykanom”) bez żadnej debaty publicznej wysłał polskich żołnierzy na co najmniej dwuznaczną wojnę, przeznaczając ich do zadań, na które nie zgodziło się wiele potężniejszych od nas państw.
Czy trzeba więcej? Krytykowany przez profesora apel do Obamy nie był „grupową przyganą”, ale pisany był nieomal na kolanach – w konwencji prośby do Wielkiego Brata, aby tylko o nas nie zapomniał i nie zaufał nazbyt Putinowskiej Rosji, kolejnemu wcieleniu imperium.
Z kolei wojska z Iraku wycofaliśmy dopiero wtedy, gdy sytuacja w tym kraju względnie się ustabilizowała, a i to tylko po to, aby wysiłek wojenny skoncentrować na kolejnym pustynnym froncie – w Afganistanie.
Premier Tusk „w dniu narodowego święta” Amerykanów nieśmiało przypomniał, że patrioty jako systemy przeciwlotniczych antyrakiet faktycznie by się nam przydały – mają charakter czysto defensywny, skutecznie bronią miast, a ich instalacja nie stanowi sygnału wrogiego wobec któregokolwiek z sąsiadów. Pod warunkiem oczywiście, że będzie ich więcej niż jedna nieuzbrojona bateria. Dla profesora Lewickiego jednak był to wyraz nadmiernej buty polskich megalomanów.
Podobnie jak „irracjonalne” żądanie zapłaty za udział w wojnie w Iraku. Domaganie się finansowych korzyści za wsparcie amerykańskiej inwazji faktycznie było niegodziwe – ale wobec narodu irackiego, któremu po rujnującej wojnie zaaplikowano prawdziwą „terapię szokową” i rabunkową eksploatację gospodarki. Czy domaganie się od Amerykanów, aby nie tylko Halliburton i inne amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty to żądania irracjonalne? Na pewno nie na gruncie realizmu politycznego, na który powołuje się Zbigniew Lewicki.
[srodtytul]Realizm chybiony[/srodtytul]
Postawie typu Realpolitik zarzucać można wiele, przede wszystkim cynizm i uznanie prawa silniejszego. Jeszcze gorszy od niej jest jednak realizm chybiony, który oznacza politykę brutalną, cyniczną, a jednocześnie nieskuteczną i upokarzającą. Podstawowe przesłanki myślenia Zbigniewa Lewickiego to: wyrażone explicite zagrożenie ze Wschodu oraz brak zaufania do sojuszników europejskich; implicite dochodzi jeszcze uzależnienie amerykańskiej polityki od gestów prezentowanych przez partnerów.
Po pierwsze – Rosja faktycznie ma ambicje mocarstwowe, ale realizuje je (zwłaszcza na odcinku zachodnim) poprzez dywizje „energetyczne”, a nie pancerne. Chodzi oczywiście o Gazprom czy Łukoil, wielkie koncerny sterowane przez państwo, których ekspansja zagraniczna (sprzedaż surowców, ale także – przejmowanie sieci dystrybucji) ma być instrumentem budowy potęgi gospodarczej i w konsekwencji politycznej Rosji. Czołgi są dobre na Gruzję albo Inguszetię, na ekspansję w Europie potrzeba raczej rur.
Po drugie – nie potrzeba nam zatem amerykańskich baz ani tarczy antyrakietowej, która antagonizuje nie tylko Rosję, ale też opinię publiczną wielu państw UE, tylko wspólnej europejskiej polityki energetycznej. Francję i Niemcy przed dwustronnymi układami energetycznymi z Rosją powstrzymać może tylko głębsza integracja polityczno-gospodarcza Europy, którą „amerykanizacja” Europy Środkowej raczej zahamuje.
Po trzecie – ocieplenie stosunków USA z Rosją i rezygnacja z budowy tarczy nie wynikają z niedostatecznie głębokich ukłonów naszych dyplomatów w Waszyngtonie, tylko ze zmiany priorytetów polityki Białego Domu. Ameryka potrzebuje dywersyfikacji źródeł energii, do czego Rosja (choćby dzięki złożom gazu pod Morzem Barentsa) jest naturalnym partnerem. Administracja Obamy zrozumiała bowiem to, czego Bushowscy ideolodzy neokonserwatyzmu pojąć nie mogli – że Bliski Wschód nie będzie łatwym polem dla ekspansji wolności, demokracji, podatku liniowego i teksańskich szybów naftowych.
Dobrym sojusznikiem USA może być tylko silna i zjednoczona Europa, swą jednością zmuszająca Rosję do ucywilizowania polityki zagranicznej. I tylko w takim układzie – wielobiegunowym, Polska i Europa Środkowa mają szansę na podmiotowość. A także na to, że prezydent USA zapamięta nasze położenie na mapie.
[ramka][b]Pisał w opiniach[/b]
Zbigniew Lewicki
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/357210.html]Policzki wymierzone Amerykanom[/link][/b]
[i]Od pewnego czasu niektórzy polscy politycy i polskie instytucje czynią wiele, by zrazić do nas Waszyngton.[/i]
2.09.2009[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA