fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Radcowie

Po co likwidować zawód radcy prawnego

Fotorzepa, Paweł Gałka
Podział na dwa zawody prawnicze świadczące pomoc prawną jest głęboko uzasadniony zróżnicowaną strukturą organizacyjną państwa i rzeczywistymi potrzebami jego obywateli – uważa Andrzej Kalwas, były prezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Temat tzw. fuzji zawodów radcy prawnego i adwokata pojawił się dwa lata temu. Był przedmiotem wielu konferencji i dyskusji, głównie organizowanych dla wybranego grona przedstawicieli władz państwowych oraz naczelnych organów obu samorządów zawodowych. W Ministerstwie Sprawiedliwości powołano specjalny zespół do przygotowania założeń do ustawy o tzw. nowej adwokaturze.
Prezentowano oficjalnie pogląd, że istnienie dwóch zawodów: radcy prawnego i adwokata nie znajduje żadnego uzasadnienia, że jest to „relikt przeszłości niedemokratycznego państwa”, a utrzymywanie podziału na adwokatów i radców prawnych jest nieracjonalne.
[srodtytul]Różnice są istotne[/srodtytul]
Moim zdaniem pogląd ten jest nietrafny i nie znajduje uzasadnienia w naszej rzeczywistości gospodarczej i strukturze organizacyjnej państwa. Zawody te, prawie o identycznym zakresie kompetencji, różnią się istotnie, gdy chodzi o wielość form wykonywania zawodu i zaspokajanie różnych potrzeb administracji rządowej, jednostek organizacyjnych państwa, samorządów terytorialnych, przedsiębiorstw, spółek i wielu różnorodnych instytucji publicznych oraz osób fizycznych.
Zawód adwokata zawsze był i jest wykonywany na własny rachunek: kancelaria, spółka adwokatów, spółki adwokatów i radców prawnych, rzadko w zespołach adwokackich.
Zawód radcy prawnego jest wykonywany w różnych formach z możliwością ich łączenia, równolegle i przemiennie.
Radcowie prawni w ok. 50 proc. (na łączną liczbę ok. 19 tys. wykonujących zawód) świadczą pomoc prawną w stosunku pracy oraz na zlecenie i w stosunku służbowym.
Najliczniejszą grupą są radcowie pracujący na umowę o pracę lub w stosunku służbowym (ok. 9,5 tys.) w prywatnych spółkach, spółkach Skarbu Państwa, przedsiębiorstwach państwowych, przedsiębiorstwach zagranicznych, w tym w administracji rządowej i samorządowej i innych instytucjach publicznych (wojsko, policja, inne służby mundurowe i instytucje społeczne i samorządowe) pracuje ok. 5 tys. radców. To niezmiernie ważna grupa zawodowa, od której zależy praworządne funkcjonowanie państwa.
Jest więc historycznie i praktycznie potwierdzona potrzeba różnych form wykonywania zawodu radcy prawnego.
Zmiany modelowe oraz ewolucja, którą przeszedł ten zawód w warunkach gospodarki wolnorynkowej, a zwłaszcza wielka nowelizacja ustawy o radcach prawnych z 1997 r. zbliżyły zawody radcy prawnego i adwokata w zakresie kompetencji (możliwość reprezentowania nie tylko przedsiębiorstw, ale także osób fizycznych przed wszystkimi sądami i organami administracji i we wszystkich sprawach, z wyłączeniem jedynie obrony w sprawach karnych), nie zniweczyły jednak oczywistego zapotrzebowania na wykonywanie zawodu w wielości różnych form.
Podział na dwa zawody prawnicze świadczące pomoc prawną nie jest więc „reliktem przeszłości niedemokratycznego państwa”, jak twierdzą niektórzy urzędnicy państwowi i politycy, lecz jest głęboko uzasadniony zróżnicowaną strukturą organizacyjną państwa i rzeczywistymi potrzebami jego obywateli.
Zapotrzebowanie na radców świadczących etatową pomoc prawną dla tak różnorodnych podmiotów potrzebujących stałej pomocy prawnej nie jest więc nieracjonalne i pozorne.
Nie jest prawdą, że odbiorcy usług prawniczych nie są świadomi tego podziału. Interes odbiorców, którymi są także jednostki administracji publicznej, przedsiębiorstwa i obywatel jako osoba fizyczna, jest zawsze taki sam. Jest nim profesjonalizm i dostępność do kwalifikowanej pomocy prawnej, bez względu na to, czy świadczy ją radca prawny, czy adwokat.
Twierdzenie, że tzw. nowa adwokatura wykaże się większą niezależnością, to oczywiste pustosłowie i mistyfikacja. Wszystkie ustawowe gwarancje ochrony niezależności przy wykonywaniu czynności z zakresu pomocy prawnej zawarte są w ustawach określających status obu zawodów i w ich bogatej praktyce samorządowej. Nie jest prawdą, że po tzw. połączeniu zawodów będą one mogły lepiej się bronić przed wszelkimi próbami ograniczania ich niezależności.
[srodtytul]Zasadnicze pytania[/srodtytul]
Powstaje w tym miejscu pytanie, czy z adwokata można zrobić urzędnika na etacie w administracji publicznej? Moim zdaniem jest to niemożliwe, bo sprzeczne z istotą, charakterem i historią tego zawodu oraz nie uchwali tego polski parlament. Wobec tego trzeba zadać sobie kolejne pytanie: co się stanie z radcami prawnymi tych instytucji? Stracą oni swoje miejsca pracy.
I teraz rodzi się pytanie podstawowe: niby to dlaczego i z jakich powodów tzw. jednolity zawód prawniczy wykonywany przez członków nowej adwokatury lepiej ma służyć interesowi publicznemu, konkurencji na rynku, samorządności zawodowej niż dwa oddzielne zawody i samorządy.
Na czym miałoby to polegać? Jaką korzyść z tej „reorganizacji” czy też modniej „reformy” odniesie polski i europejski wymiar sprawiedliwości. Moim zdaniem żadnej.
Polski i europejski wymiar sprawiedliwości jest zainteresowany tylko tym, by radca czy adwokat potrafił profesjonalnie, etycznie i aktywnie uczestniczyć w kontradyktoryjnym procesie cywilnym, karnym lub administracyjnym. Aby był rzeczywistym współczynnikiem wymiaru sprawiedliwości w dążeniu do sprawiedliwego i zgodnego z prawem wyroku.
Zawody te mogą być wykonywane pod swoimi tytułami zawodowymi w języku kraju pochodzenia na całym obszarze Unii Europejskiej. Tak więc również i ten aspekt prawno-międzynarodowy przemawia przeciwko likwidacji zawodu radcy prawnego i inkorporowania go w całości do tzw. nowej adwokatury.
[srodtytul]Kolejna mistyfikacja[/srodtytul]
Nie ma żadnego związku i rzeczywistego wpływu tzw. połączenie zawodów na równy do nich dostęp, lepszy nadzór państwowy, właściwe szkolenie, dostępność do usług prawniczych. To kolejna mistyfikacja. To nieprawda, że realizacja wskazanych celów może się dokonać tylko po połączeniu tych zawodów i ich samorządów.
Wszystkie zamierzenia i plany dotyczące usprawniania i ciągłego modernizowania zawodów i ich samorządów (które są celowe i uzasadnione) mogą być realizowane w warunkach odrębności zawodowej i samorządowej.
Dla jakiej to więc przyczyny chce się likwidować zawód radcy prawnego z jego dobrym i zgodnym ze standardami europejskimi statusem i dlaczego chce się tworzyć hybrydowe rozwiązania prawne ze statusem adwokata w ministerstwie, instytucjach publicznych, wojsku, policji jako urzędnikiem na etacie, w sytuacji kiedy radcowie świadczą pomoc prawną dla tych instytucji zgodnie ze swoją ustawą i zabezpieczeniami przestrzegania wszystkich imponderabiliów zawodu?
[srodtytul]To tylko polityczna zagrywka[/srodtytul]
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: to kolejna polityczna gra na tej samej fali ciągłej walki z zawodami prawniczymi.
Po haśle tzw. otwarcia zawodów prawniczych, czyli tzw. ustawie Gosiewskiego (która okazała się w swoich podstawowych postanowieniach niezgodna z konstytucją – vide orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z kwietnia i listopada 2006 r.), przyszedł czas na „połączenie zawodów prawniczych”. Hasło to chce się realizować, nie pytając przedstawicieli obu zawodów, czy oni tego chcą, potrzebują i czy jest to uzasadnione interesem publicznym. Dosyć już tych gier politycznych zawodami prawniczymi. Szkodzi to wizerunkowi polskiego wymiaru sprawiedliwości, który ma inne znacznie poważniejsze problemy, narusza standardy demokracji i psuje nasze państwo. Lepiej, żeby samorządy, stanowczo i zgodnie współdziałając, zabrały się do przeciwdziałania wielu innym rzeczywistym zagrożeniom dla polskiego wymiaru sprawiedliwości i dla nich samych, o których nie czas i miejsce teraz pisać.
[srodtytul]Mało zrozumiała postawa[/srodtytul]
I na koniec refleksja ostatnia. Dla mnie bardzo smutna. [b]Przykro patrzeć na to, że w działaniach zmierzających do likwidacji zawodu radcy prawnego uczestniczą byli i obecni przedstawiciele samorządu radcowskiego, którzy (co chyba oczywiste) powinni go chronić przed likwidacją.[/b]
O ile motywy polityków czy też urzędników podejmujących te działania są bardzo czytelne i zrozumiałe, o tyle działania przedstawicieli samorządu niemających wsparcia w członkach tego zawodu (nie przeprowadzono żadnego badania opinii członków samorządu) wydają się mało zrozumiałe. Radcowie prawni nie mają żadnych kompleksów i znają swoją wartość. Mają znakomite przygotowanie zawodowe, znany i uznany ustawowy status zawodowy, nie potrzebują się sztucznie dowartościowywać przez zmianę tytułu zawodowego i utratę swojej odrębności.
[b]A w ogóle to po co projektuje się nikomu niepotrzebną tzw. fuzję zawodów, skoro pełna drożność między zawodami jest gwarantowana przez obie ustawy (o adwokaturze i o radcach prawnych), choć w bardzo małym zakresie w praktyce realizowana, co jest dodatkowym potwierdzeniem tego, że członkowie obu samorządów właściwie rozumieją potrzebę istnienia dwóch odrębnych zawodów, zgodnie z należycie rozumianym interesem własnym i interesem publicznym.
Dobrze by było, aby wreszcie samorząd radców prawnych zajął w tej fundamentalnej dla zawodu sprawie oficjalne stanowisko, mając na względzie interes publiczny oraz właściwie pojęty interes radców prawnych, nie naśladując nieprzystających do polskich realiów wzorców francuskich i czeskich. Adwokatura zrobiła to już dawno.[/b]
[ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2009/09/03/po-co-likwidowac-zawod-radcy-prawnego/]Skomentuj ten artykuł[/link] [/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA