Lokaty i inwestycje

Kamienie szlachetne poprawiane w laboratorium

Kaboszon – szafir gwiaździsty
commons.wikimedia.org
Szafiry, rubiny i szmaragdy to okazy szczególnie cenione przez kolekcjonerów. Coraz trudniej jednak ocenić ich prawdziwą wartość, bo stale pojawiają się nowe techniki sztucznego modyfikowania kamieni
Najbardziej poszukiwane szafiry pochodzą z Kaszmiru. Stosunkowo dużo tego rodzaju kamieni znaleziono na Sri Lance i w Australii. Wbrew nazwie szafiry mogą mieć nie tylko kolor jasnoniebieski, ale też biały, czerwonawy, zielony, a nawet czarny. Znane złoża znajdują się w Birmie, Australii, Wschodniej Afryce, Sri Lance i na Madagaskarze. Najsłynniejsze okazy to Gwiazda Indii (563 karatów) oraz dwa kamienie, które zdobią Koronę Brytyjską: Gwiazda Edwarda i Stuart. Warto wiedzieć, że szafiry wykorzystywane są nie tylko w jubilerstwie, ale też w przemyśle precyzyjnym oraz jako element nowoczesnych laserów. Najdroższy kamień szlachetny wystawiony w serwisie aukcyjnym Allegro.pl to właśnie szafir o wadze 34,63 ct. i cenie prawie 700 tys. zł.
Do tej samej rodziny należą rubiny. Najbardziej znane to: Edwards Ruby, który ma 167 karatów i można go oglądać w Brytyjskim Muzeum w Londynie, a także Rubin Gwiaździsty (138 karatów) z kolekcji Muzeum Historii Nauk Przyrodniczych w Nowym Jorku. Do wyjątkowych rzadkości należą kamienie wykazujące efekt kociego oka. Rubiny cieszą się zainteresowaniem nie tylko jubilerów, ale też inżynierów, którzy znaleźli wiele zastosowań dla tych czerwonych kamieni. Wykorzystuje się je w zegarkach, mechanice precyzyjnej, elektronice i automatyce jako element laserów rubinowych, a także do produkcji przyrządów pokładowych statków i samolotów oraz ogniotrwałych narzędzi. Na rynku dominują rubiny sprowadzane z Birmy, Tanzanii i Madagaskaru. Osiągają ceny porównywalne z diamentami. Większość szmaragdów w dawnej biżuterii pochodzi prawdopodobnie ze słynnych kopalni Kleopatry w Egipcie, które są już całkowicie wyeksploatowane. Wiele słynnych kamieni nie zostało pociętych i można je oglądać w muzeach. Największy to Książę Devonshire, o wysokości 6 cm i średnicy 5 cm. Najsłynniejsze oprawione szmaragdy pochodzące ze skarbca Inków (ponad 450) umieszczono w Koronie Andów, która waży pół kilograma. Największy szmaragd o wartości jubilerskiej wydobyto w Kolumbii, miał masę 7025 ct. Wartość szmaragdów, podobnie jak rubinów, jest porównywalna z cenami diamentów.
Wysokie ceny osiągają też inne kamienie szlachetne. Na przykład wysokiej klasy aleksandryt (kamień, który w świetle dziennym jest zielony, w sztucznym oświetleniu – czerwony) o wadze ponad 6 ct. kosztuje 360 tys. dol. Z inwestycyjnego punktu widzenia interesujące mogą być też oliwiny, topazy, opale, tanzanity czy bardzo popularne w Azji jadeity.Dużo zamieszania na rynku wprowadziło pojawienie się kamieni syntetycznych. To krystaliczne produkty wytworzone w sztuczny sposób, które mają podobne właściwości jak naturalne kamienie szlachetne. Syntetyczne rubiny nadające się do celów jubilerskich uzyskano pod koniec XIX wieku we Francji. W 1910 r. pojawiły się syntetyczne szafiry, a 25 lat później szmaragdy. Obecnie nie istnieje już żaden kamień szlachetny, którego nie dało by się sztucznie naśladować. Ceny kamieni syntetycznych to zwykle około 20 proc. wartości naturalnych. Największe zamieszanie na rynku spowodowały jednak techniki poprawiania kamieni. Jedna z metod to barwienie substancjami chemicznymi. Aby dało się uzyskać taki efekt, kamień musi być porowaty, mieć szczeliny lub spękania, przez które barwnik wniknie do środka. Popularnym trickiem jest podgrzewanie, dzięki któremu można uzyskać trwałe wzmocnienie lub zmianę barwy. Najnowsza i trudna do zidentyfikowania ingerencja polega na napromieniowaniu kamienia pierwiastkami radioaktywnymi. Dlatego też eksperci niechętnie podejmują się wydawania opinii o współczesnych kamieniach. [ramka][b]Opinia[/b] [srodtytul]Krystyna Drabińska gemmolog, ekspert biżuterii[/srodtytul] Kamienie barwne, zwłaszcza rubiny, nie zawsze cieszą się uznaniem. W latach 70. i 80. zeszłego wieku popularne były pierścienie z wielkimi, syntetycznymi, najczęściej czerwonymi kamieniami, które już wówczas uchodziły za przykład złego gustu. Jednak o zakupie nie powinny decydować względy praktyczne, ale raczej szanse na wzrost wartości. A w przypadku kamieni barwnych taki potencjał istnieje, choć naprawdę interesujące obiekty pojawiają się na rynku coraz rzadziej. Świadomi nabywcy szukają kamieni w pięknych oprawach z XIX lub początku XX wieku. Nie warto natomiast kupować kamieni mniejszych niż trzy – pięć karatów.[/ramka] [ramka][b]Pięknych kamieni jest na rynku coraz mniej, ponieważ główne złoża zostały wyczerpane. [link=http://www.rp.pl/artykul/341792.html]Rozmowa z z Jackiem Ziętą, gemmologiem [/link] [/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL