Cywilizacja

Inkowie skorzystali na ociepleniu

Ollantaytambo, niedokończona świątynia słońca zburzona przez Hiszpan.
commons.wikimedia.org
Rozkwit cywilizacji inkaskiej przypadł na duży wzrost temperatur w regionie. To nie był przypadek — uważają naukowcy
Imperium Inków rozkwitło około 1400 roku, a zgasło — za sprawą hiszpańskiej konkwisty — w 1532 roku. Różnie próbowano tłumaczyć ten okres prosperity. Teraz naukowcy z Uniwersytetu w Montpellier we Francji przebadali skład osadów z okolicy centrum cywilizacji inkaskiej. Odnaleźli w nich wyraźne ślady znacznego ocieplenia klimatu w tamtym okresie.
[srodtytul]Tarasy wodą płynące [/srodtytul] Wzrost temperatury zaczął się około 1150 roku, zamykając trwający tysiące lat okres suchego i zimnego nieurodzaju na obszarze dzisiejszego Peru. Inkascy rolnicy mogli wówczas zająć pod uprawę wyżej położone obszary górskie, do tej pory zbyt chłodne dla rolnictwa. Uprawy ziemniaków i kukurydzy, położone na tarasach ukształtowanych na stokach Andów, były zasilane wodą wypływającą z topniejących lodowców. To było dodatkowy plus trwającego blisko 400 lat ocieplenia.
Inkaskie rolnictwo funkcjonowało tak dobrze, że ludność imperium nie była w stanie przejeść wszystkich jego owoców. Nadwyżki żywności pozwoliły władcom zainwestować wielkie środki w budowę dróg i stworzenie silnej armii. Granice imperium przesunięto dzięki temu o 4000 km na południe, w kierunku dzisiejszego Ekwadoru. Wszystkie te zdarzenia nie byłyby możliwe, gdyby nie wzrost temperatur— twierdzi kierujący badaniami dr Alex Chepstow-Lusty z Uniwersytetu w Montpellier. [srodtytul] Pyłki i roztocza [/srodtytul] Osady z jeziora Marcacocha w pobliżu Cuzco (stolicy imperium Inków) ukazały badaczom historię ostatnich 4000 lat, ukrytą w glebie i szczątkach organicznych. Przez pierwsze 3000 lat klimat tamtych okolic był chłodny i niesprzyjający rolnictwu. Potem, około 800 roku n. e., nastąpił jałowy okres obejmujący stuletnią suszę. Wówczas jezioro mocno się skurczyło, o czym świadczą ślady nabrzeżnej roślinności wdzierające się w głąb dawniej zalanego wodą obszaru. Wreszcie, około 1100 roku, temperatury znacząco wzrosły. W osadach z okresu, który później nastąpił, naukowcy znaleźli wiele śladów inkaskiej aktywności rolniczej: pyłków kwiatów roślin uprawnych, ale też sporo szczątków roztoczy żywiących się odchodami udomowionych przez Inków lam. Rolnicy imperium zaczęli wówczas przekształcać górskie stoki na potrzeby upraw tarasowych, wykorzystując wodę z topniejących lodowców w systemach irygacyjnych. - Nagle Andy stały się terenami uprawnymi — mówi dr Chepstow-Lusty. — Ziemniaki uprawiano na większych wysokościach, a kukurydzę — na mniejszych. To wszystko skończyło się w 1533 roku, kiedy to najazd Hiszpanów zepchnął ocalałych inkaskich rolników w wyżej położone, mniej urodzajne tereny. Naukowcy uważają, że z inkaskiego ocieplenia płynie lekcja dla dzisiejszego Peru, dotkniętego wyniszczającą suszą wynikającą ze zmian klimatycznych. Według dr Chepstow-Lusty'ego Peruwiańczycy powinni pomyśleć o przeniesieniu rolnictwa w wyżej położone regiony, w czym mogłaby im pomóc renowacja zrujnowanych inkaskich kanałów irygacyjnych i tarasów uprawnych. [i] New Scientist[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL