Wiadomości

Kubica: Skończyło się na pierwszym bardzo dobrym okrążeniu

Miałem trochę pecha, bo kiedy Alonso jechał z odkręcającym się kołem, trafiłem na niego w takim miejscu, że musiałem znacznie zwolnić - mówi "Rz" Robert Kubica
[b]Po starcie awansował pan z 18. na 13. miejsce, czyli początek nie był zły?[/b]
Robert Kubica: Pierwsze okrążenie było bardzo dobre, ale na tym się skończyło. Start ogólnie był ciężki, bo w tegorocznych samochodach są dużo wyższe tylne skrzydła i kiedy rusza się z ostatnich linii, to nie widać świateł startowych. Ustawiłem się nieco w stronę środka toru, poza polem startowym, ale tam nawierzchnia jest bardzo brudna i brakuje przyczepności. Tak więc sam start był słaby, ale w pierwszym zakręcie wyprzedziłem dwóch kierowców. W drugim zszedłem do wewnętrznej, reszta pojechała po zewnętrznej i znów wyprzedziłem kilku rywali. Na pierwszym okrążeniu poradził sobie pan także z Nickiem Heidfeldem... Heidfeld już po raz trzeci popełnia błąd i wypada z toru na pierwszym okrążeniu, jeśli jedzie tuż przede mną – tak było w Turcji, Niemczech i tutaj. [b]Jednak po pierwszym tankowaniu spadł pan ponownie za Nicka, chociaż on wcześniej zjeżdżał do boksu. Dlaczego? [/b]
Miałem trochę pecha, bo kiedy Alonso jechał z odkręcającym się kołem, trafiłem na niego w takim miejscu, że musiałem znacznie zwolnić. Tam straciłem sekundę. Kiedy Webber i Rosberg wyjeżdżali z boksu po tankowaniu, znaleźli się tuż przede mną i za nimi straciłem kolejne cztery sekundy. [b] Jak układała się reszta wyścigu? [/b] Ogólnie nie było tak źle, ale jadąc za innymi kierowcami, miałem problemy z balansem, samochód był bardzo podsterowny i to spowodowało duże zużycie opon, zwłaszcza lewej przedniej. Dlatego końcowe okrążenia przed każdym zjazdem do boksu były bardzo ciężkie, w dodatku niewiele widziałem, bo samochód dostawał potężnych wibracji. [b]Grand Prix Węgier to pański 50. wyścig w karierze. Które występy wspomina pan najlepiej? [/b] Było parę wyścigów prawie perfekcyjnych. W zeszłym roku były dwa takie, które szczególnie dobrze pojechałem i wyciągnąłem z samochodu naprawdę wszystko. To były Walencja i Japonia, gdzie samochodem niedającym szans na walkę w pierwszej szóstce dojechałem do mety na podium. Właśnie w Walencji odbędzie się kolejny wyścig. [b]Spodziewacie się nowych poprawek i wzrostu formy? [/b] Spodziewamy się poprawy o jakieś 0,2 sekundy na okrążeniu, a więc to nie wystarczy... [b]Jak pan planuje spędzić cztery tygodnie wakacji? [/b] Trochę odpoczynku, trochę treningów i relaksu – gokarty, kręgle, poker. Po trochu wszystkiego. [b] Jak pan ocenia ostatnie niebezpieczne wypadki w wyścigach? [/b] Niestety, ryzyko jest wszędzie. W sporcie samochodowym oczywiście nieco większe, ale to wiadomo nie od dziś. Sam kiedyś miałem podobny incydent, ale miałem trochę więcej szczęścia, bo uderzenie poszło w kokpit, a nie w kask. To, co stało się w Brands Hatch i tutaj, to ogromny pech. Wypadek Massy był jeszcze bardziej pechowy, bo koziołkująca po torze sprężyna to naprawdę rzadkość, no i trzeba mieć ogromnego pecha, żeby akurat w nią trafić. Fruwające koła to także niecodzienne zdarzenie, choć przytrafia się częściej – jak dzisiaj z Alonso. Mam nadzieję, że Felipe wróci jak najszybciej do dobrej formy i nic poważnego mu się nie stało.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL