Historia

Pomoc pod pozorem neutralności

Prezydent USA Franklin Delano Roosevelt podpisuje ustawę o Lend-Lease, 11 marca 1941 r.
Archiwum „Mówią wieki”
Podczas drugiej wojny światowej, podobnie jak w latach 1914 – 1918, wysiłek wojenny aliantów znajdował oparcie w potężnej gospodarce amerykańskiej. Doświadczenia okresu międzywojennego nauczyły jednak Amerykanów, że niedobrze być wierzycielem dawnych sojuszników. Po pierwsze zadłużone kraje ententy, nie chcąc się dalej zadłużać, nie skorzystały z pomocy amerykańskiej podczas powojennej odbudowy, przez co Stany Zjednoczone przeżyły w latach 1920 – 1922 kryzys nadprodukcji. Po drugie sojusznicy i tak nie oddali długów wojennych. Najpierw się ociągali, a w 1931 roku, kiedy już trwał wielki kryzys, Amerykanie umorzyli te zobowiązania
Dlatego podczas drugiej wojny światowej żelazną zasadą, jaką kierowały się władze w Waszyngtonie, było to, by pomoc udzielana innym krajom nie generowała zadłużenia. Do grudnia 1941 roku Stany Zjednoczone pozostawały neutralne, a w społeczeństwie amerykańskim silne były nastroje pacyfistyczne i izolacjonistyczne. Mimo to większość Amerykanów sympatyzowała z aliantami, a nie z Trzecią Rzeszą. Chodziło zatem o to, by neutralność amerykańska, formalnie dotycząca obu stron, faktycznie była korzystna dla strony alianckiej.
Jeszcze przed wybuchem wojny Kongres uchwalił kilka ustaw o neutralności przewidujących w razie wybuchu konfliktu embargo na eksport broni do państw walczących. Szybko się okazało, że była to formuła korzystna dla Niemiec, które nie liczyły na zakupy broni w USA, a niekorzystna dla Wielkiej Brytanii, która zamierzała kupować broń amerykańską. Dlatego już w listopadzie 1939 roku uchwalono nową ustawę o neutralności, opartą na zasadzie cash and carry (dosłownie: „płać i zabieraj ze sobą”). Państwa walczące mogły kupować broń w USA pod dwoma warunkami: musiały płacić gotówką (by nie powstawał dług) i same odbierać towar z amerykańskich portów (by marynarze amerykańscy nie narażali życia, wożąc takie ładunki). Ta formuła neutralności odpowiadała Wielkiej Brytanii, która panowała na morzu i – w przeciwieństwie do Trzeciej Rzeszy – mogła importować towary z USA.
Zasada cash and carry funkcjonowała dobrze przez cały 1940 rok. Pod koniec roku jednak zasoby złota Wielkiej Brytanii wyczerpały się. Premier Churchill poinformował o tym prezydenta Roosevelta, który nakazał swym urzędnikom wypracowanie nowej formuły pomocy wojskowej i materiałowej dla Brytyjczyków. Efektem był Lend-Lease Act (dosłownie „ustawa o pożyczce-dzierżawie”), uchwalony w marcu 1941 roku. Aby nie naruszać zasad neutralności, sprzęt dzierżawiony w ramach Lend-Lease’u pozostawał własnością rządu amerykańskiego. Po zakończeniu działań wojennych mógł być zwrócony lub, w porozumieniu z Amerykanami, zniszczony. Gdy uległ zniszczeniu w trakcie działań wojennych, spisywano go na straty i również nie powstawał dług. Z pomocy w ramach Lend-Lease’u skorzystało 45 państw. Stany Zjednoczone wydały na ten cel ok. 51 mld dolarów (dla porównania plan Marshalla, czyli powojenna odbudowa Europy Zachodniej, kosztował amerykańskich podatników ok. 15 mld dolarów). Z tego imperium brytyjskie otrzymało dostawy o wartości 31 mld dolarów, ZSRR – 11 mld, Francja – 3 mld, Chiny – 2 mld, a mniejsze państwa resztę. Niektóre kraje dostarczały na podobnych zasadach dobra niezbędne Amerykanom: Australia i Nowa Zelandia – żywność dla wojsk amerykańskich walczących na Pacyfiku, Belgia – rudę uranu z Konga. Pomoc ta, określana mianem Reverse Lend-Lease, osiągnęła podczas wojny wartość około 10 mld dolarów. [srodtytul]Dostawy dla ZSRR[/srodtytul] Po ataku niemieckim na ZSRR w czerwcu 1941 roku i zawiązaniu sojuszu sowiecko-brytyjskiego w Waszyngtonie i Londynie uznano, że program Lend-Lease powinien objąć także imperium Stalina. Zasady tej pomocy ustalono podczas konferencji, która odbyła się w Moskwie na przełomie września i października 1941 roku. Stany Zjednoczone reprezentował specjalny wysłannik prezydenta Roosevelta Averell Harriman, Wielką Brytanię – minister uzbrojenia William Beaverbrook, a ZSRR – Józef Stalin. Dostawy miały iść trzema trasami: arktyczną do Murmańska i Archangielska, przez Iran oraz przez Władywostok na Dalekim Wschodzie i koleją transsyberyjską. Trasa przez Iran była bezpieczna – w 1941 roku ZSRR i Wielka Brytania wspólnie zajęły ten kraj, ale wąskim gardłem była mała przepustowość irańskich linii kolejowych. Ponadto wobec wojny toczącej się na Morzu Śródziemnym do Zatoki Perskiej trzeba było pływać wokół Afryki. Trasa ze Stanów Zjednoczonych do Władywostoku również była bezpieczna (po wybuchu wojny na Pacyfiku mogły tam pływać bez przeszkód statki sowieckie, gdyż ZSRR nie był w stanie wojny z Japonią), ale problemem były możliwości przewozowe kolei transsyberyjskiej. W tej sytuacji uznano, że mimo zagrożeń trasa arktyczna jest najkrótsza, najprostsza i otwiera największe możliwości. Tamtędy zamierzano skierować 75 proc. zaopatrzenia. Murmańsk już podczas pierwszej wojny światowej odgrywał rolę łącznika między Rosją a jej zachodnimi sojusznikami. Znaczenie portu wzrosło, gdy w 1916 roku połączono go z zapleczem linią kolejową. W 1941 roku Murmańsk znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie frontu, bowiem ZSRR został zaatakowany przez armię niemiecką z północnej Norwegii. Do wojny włączyła się też Finlandia. Niemcom nie udało się zdobyć Murmańska, ale Luftwaffe systematycznie bombardowała miasto i port. Ponadto Finowie zajęli Pietrozawodsk i przecięli najkrótsze połączenie kolejowe Murmańska z Rosją. Pozostawała dłuższa, okrężna trasa biegnąca koło Archangielska. W tej sytuacji niektóre konwoje kierowano bezpośrednio do Archangielska, choć oznaczało to wydłużenie rejsów. [srodtytul]Pierwsze kroki na arktycznej trasie[/srodtytul] Ustalono, że konwoje będą wychodzić równocześnie z portów szkockich lub islandzkich i z Murmańska. Konwoje idące na wschód nosiły kryptonim PQ i kolejny numer, konwoje powracające na zachód miały kryptonim QP. Te pierwsze przez większość drogi eskortowała Royal Navy. W pobliżu portów eskortę przejmowała sowiecka Flota Północna, a okręty brytyjskie osłaniały konwój płynący w przeciwnym kierunku. Cała trasa, długości ok. 1,5 tys. mil morskich, zajmowała statkom 10 – 12 dni. Trasa zimowa była krótsza od letniej i przebiegała bliżej zajętych przez Niemców wybrzeży norweskich. Działo się tak z dwóch powodów. Mniejszy był zasięg wód wolnych od lodu, ale równocześnie panowała noc polarna. Latem należało okrążać Norwegię większym łukiem. W pierwszej fazie zmagań na froncie wschodnim, kiedy Niemcy liczyli na błyskawiczne zwycięstwo, nie przywiązywali wielkiej wagi do alianckich konwojów arktycznych. Do końca 1941 roku trasę do Murmańska przebyło siedem konwojów – w sumie 53 statki. Pierwsze konwoje przechodziły bez strat. PQ-7 i PQ-8 straciły po jednym statku. Kolejne: od PQ-9 do PQ-11, przeszły zimą 1942 roku bez uszczerbku. Nastawienie Niemców zmieniło się po klęsce pod Moskwą, kiedy stało się jasne, że zmagania na froncie wschodnim potrwają dłużej. W tej sytuacji przerwanie dróg zaopatrzenia dla Armii Czerwonej nabierało wielkiego znaczenia. Pod koniec 1941 roku Hitler, który obawiał się brytyjskiego desantu w Norwegii, podjął decyzję o skoncentrowaniu tam niemieckich ciężkich okrętów. Po zatopieniu pancernika „Bismarck” i przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych stało się jasne, że czas korsarskich rajdów wielkich okrętów nawodnych dobiegł końca. Obrona Norwegii i ataki na alianckie konwoje arktyczne były dobrymi pomysłami na ich wykorzystanie. W lutym 1942 roku z Brestu przez kanał La Manche wycofano na Morze Północne pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau” oraz ciężki krążownik „Prinz Eugen”. Wszystkie trzy okręty doznały jednak uszkodzeń, więc nie mogły być na razie użyte w Norwegii. Przesunięto tam natomiast pancerniki kieszonkowe „Admirala Scheera” i „Lützowa”, ciężki krążownik „Admiral Hipper” oraz najpotężniejszy okręt Kriegsmarine, bliźniaka „Bismarcka” – „Tirpitza”. Poza tym przesunięto do Norwegii osiem niszczycieli i 17 okrętów podwodnych. Znacznie wzmocniono też operującą z norweskich lotnisk Norwegii 5. Flotę Powietrzną Luftwaffe. Do pierwszej próby sił doszło w marcu 1942 roku. Z Wielkiej Brytanii wyruszył wówczas konwój PQ-12 liczący 16 statków. Równocześnie Murmańsk opuścił konwój QP-8 (15 statków). Przeciw obu konwojom pierwszy raz wyszedł w morze „Tirpitz”. Niemiecki pancernik zdradził jednak przedwcześnie swoją obecność, zatapiając płynący samotnie statek sowiecki, którego załoga zdążyła jednak nadać meldunek radiowy. Ostatecznie „Tirpitz” z powodu złej pogody nie odnalazł konwojów i po kilku dniach powrócił do bazy. Poczucie porażki mieli jednak również Brytyjczycy, którzy nie zdołali zniszczyć niemieckiego kolosa. Atak samolotów z lotniskowca „Victorious” nie wyrządził „Tirpitzowi” żadnych szkód. Mimo to admirał Raeder nakazał oszczędzanie „Tirpitza”. Niemcy przyspieszyli też prace nad budową własnego lotniskowca „Graf Zeppelin” (do końca wojny nie został ukończony) oraz przebudową czterech statków handlowych na lotniskowce pomocnicze. [srodtytul]Eskalacja bitew konwojowych[/srodtytul] Atak na konwój PQ-12, choć nie doprowadził do bezpośredniego starcia, zapoczątkował okres wielkich bitew konwojowych. Niemcy atakowali konwoje arktyczne z coraz większą zawziętością, zadając aliantom straty, które w końcu postawiły pod znakiem zapytania sens dostaw morskich tą trasą. Następna para konwojów: PQ-13 i QP-9, wyszła w morze w końcu marca 1942 roku. Oba były atakowane przez niszczyciele, okręty podwodne i samoloty niemieckie. Ten pierwszy stracił cztery statki handlowe i trawler, a uszkodzone zostały dwa krążowniki brytyjskie z eskorty. W konwoju PQ-13 uczestniczył polski statek handlowy „Tobruk”, którego załoga zestrzeliła dwa niemieckie bombowce. Nie był to koniec przygód tego statku. Po dotarciu do Murmańska „Tobruk” został podczas nalotu na port zatopiony, ale załoga wydobyła go, wyremontowała i po kilku miesiącach powróciła na nim do Wielkiej Brytanii. Admiralicja brytyjska zaczęła kwestionować zasadność wysyłania konwojów. Pod naciskiem Stalina i Roosevelta Churchill przeforsował ich kontynuowanie. Tymczasem narastały opóźnienia. W Wielkiej Brytanii czekało na odprawienie 107 załadowanych i gotowych do drogi statków. Za to Niemcy nie zasypiali gruszek w popiele. 13 kwietnia podczas narady z dowództwem Kriegsmarine Hitler uznał zniszczenie konwojów do Murmańska za najważniejsze zadanie floty niemieckiej. Kolejna operacja zakończyła się porażką aliantów, choć tym razem bardziej przyczyniły się do niej warunki atmosferyczne niż Niemcy. Konwój PQ-14 dostał się w obszar lodów. 16 statków zawróciło do Szkocji, a tylko osiem dotarło do celu. Symetryczny konwój QP-10 stracił na skutek ataków niemieckich cztery z 16 statków. Wyjście w morze pod koniec kwietnia kolejnej pary konwojów: PQ-15 i QP-11, skoordynowano z atakiem lotniczym na „Tirpitza”. Niestety, samoloty z lotniskowca „Victorious” znowu nie zdołały go nawet uszkodzić. Brytyjczycy stracili siedem maszyn i krążownik „Edinburgh”. Eskorta konwoju PQ-15 przez pomyłkę zatopiła polski okręt podwodny „Jastrząb”, który wypłynął na pierwszy patrol bojowy (zginęło pięciu marynarzy). Ponadto konwój stracił cztery statki. Konwój PQ-16 płynący w maju 1942 roku stał się celem zmasowanych nalotów Luftwaffe i stracił siedem z 34 statków. W jego obronie odznaczył się polski niszczyciel „Garland”. Ze 104-osobowej załogi poległo 25 marynarzy, a 48 było rannych. Losy konwoju pokazały, że w warunkach dnia polarnego i niemieckiej przewagi w powietrzu atak lotniczy może trwać w zasadzie bez przerwy. Z kolei sukcesy ośmieliły Niemców, którzy postanowili zaatakować kolejny konwój również przy użyciu sił nawodnych. [srodtytul]Tragedia konwoju PQ-17[/srodtytul] Przeciw kolejnemu konwojowi Niemcy przygotowali operację ciężkich okrętów, nazwaną kryptonimem „Rösselsprung” („Ruch konika szachowego”). Konwój PQ-17 opuścił Islandię 27 czerwca. Poza normalną eskortą z większej odległości ubezpieczały go brytyjskie pancerniki. Niemcy go nie odkryli, ale namierzyli płynący w przeciwnym kierunku QP-13. Ponieważ poznali już brytyjską taktykę i wiedzieli, że konwoje wychodziły w morze parami, idąc w przeciwległych kierunkach, 4 lipca wyszły w morze ciężkie okręty niemieckie. Na wieść o tym brytyjska admiralicja wydała rozkaz rozproszenia konwoju. Statki miały podążać do sowieckich portów. Tymczasem Niemcy po ataku sowieckiego okrętu podwodnego na „Tirpitza” powrócili do baz. Decyzja admiralicji okazała się ciężkim błędem. Dotychczasowe doświadczenia wskazywały, że Niemcy nie atakują konwojów bronionych przez ciężkie okręty, a płynące bez eskorty statki stały się łatwym łupem okrętów podwodnych i samolotów. Z 37 jednostek, które wyruszyły z brytyjskich portów, aż 24 zostały zatopione, dwa zawróciły, a tylko 13 szczęśliwie dotarło do Murmańska i Archangielska. Na dnie spoczęło 430 czołgów, 230 samolotów, 3550 rozmaitych pojazdów i prawie 100 tys. ton innych ładunków. Były to straty porównywalne z poniesionymi w wielkiej bitwie lądowej. Na szczęście straty w ludziach były znacznie mniejsze – zginęło 153 alianckich marynarzy. Po tragedii PQ-17 Churchill wstrzymał konwoje. Wywołało to protesty Stalina, dlatego we wrześniu odprawiono jeszcze silnie broniony konwój PQ-18. Z 46 statków stracił on 13, w tym 10 na skutek ataków lotniczych. Potem nastąpiła przerwa w konwojach, trwająca do końca 1942 roku. Oficjalnym jej powodem była konieczność skierowania statków do operacji „Torch” – lądowania w Afryce Północnej. W tym czasie kontynuowano żeglugę metodą „kroplową”, wysyłając pojedyncze statki bez eskorty w odstępach 200-milowych. Okazało się, że straty nie są wyższe, niż gdy organizowano konwoje. Z 13 statków płynących na wschód stracono cztery, a z 28 kierujących się na zachód również cztery. Tymczasem niemieckie ciężkie okręty wykorzystały zdobytą przewagę dla dokonania rajdów wzdłuż północnych wybrzeży ZSRR. W sierpniu „Admiral Scheer” wyprawił się na Morze Karskie, we wrześniu powtórzył ten manewr „Admiral Hipper”, który popłynął w kierunku Nowej Ziemi. [srodtytul]Wznowienie konwojów i upadek Raedera[/srodtytul] Konwoje wznowiono w ostatnich dniach 1942 roku. Od tej pory konwoje idące na wschód miały oznaczenie JW i kolejny numer, poczynając od 51, a konwoje skierowane na zachód oznaczenie RA i podobne zasady numeracji. Dodatkowo konwoje płynące na wschód dzielono na dwa mniejsze. W grudniu konwój JW-51A liczący 16 statków przemknął do Murmańska niezauważony, natomiast przeciw JW-51B (14 statków) Niemcy skierowali „Lützowa” i „Admirala Hippera”. Operacja ta, nosząca kryptonim „Regenvboden” („Tęcza”) nie powiodła się jednak, bo okręty niemieckie wycofały się na widok brytyjskiej eskorty. Niepowodzenie operacji doprowadziło Hitlera do szału. Wódz Trzeciej Rzeszy nigdy nie doceniał roli, jaką Kriegsmarine spełniała, wiążąc siły brytyjskie. Od dawna oskarżał admirała Raedera o uchylanie się od walki. Teraz miarka się przebrała. 6 stycznia 1943 roku Raeder otrzymał dymisję. Zastąpił go dotychczasowy dowódca floty podwodnej Karl Dönitz. Równocześnie Hitler wydał rozkaz rozbrojenia i przekazania na złom wszystkich ciężkich okrętów Kriegsmarine. Dönitzowi udało się skorygować ten rozkaz – w Norwegii miały pozostać „Tirpitz”, „Lützow” i ściągnięty z Bałtyku „Scharnhorst”. Pozostałe pancerniki i ciężkie krążowniki miały być przeniesione do Wilhelmshaven i na Bałtyk. Ciężar walki z konwojami spoczął teraz na barkach U-Bootów. Musiały one zastąpić nie tylko flotę nawodną, ale również coraz słabszą Luftwaffe. W 1943 roku aliantom udało się zniwelować dokuczliwą niemiecką przewagę w powietrzu nad wodami arktycznymi. Stało się tak dzięki włączeniu do eskorty konwojów sił amerykańskich oraz wydłużeniu zasięgu alianckich samolotów. Tymczasem niemiecka 5. Flota Powietrzna musiała oddawać coraz więcej samolotów do obrony powietrznej Rzeszy, wystawionej na systematyczne naloty dywanowe aliantów. Dzięki temu dwie kolejne pary konwojów: JW-52 i RA-52 w styczniu oraz JW-53 i RA-53 w marcu 1943 roku przeszły bez strat. Potem akcję konwojową znów zawieszono na czas polarnego dnia. Wywołało to napięcia w stosunkach brytyjsko-sowieckich. Brak konwojów arktycznych częściowo zrekompensowały zwiększone transporty przez Iran, gdzie rozszerzono przepustowość linii kolejowych. Ponadto sytuacja na Morzu Śródziemnym była już opanowana przez aliantów i można było zrezygnować ze żmudnej trasy wokół Afryki oraz kierować konwoje zUSA bezpośrednio przez Morze Śródziemne i Kanał Sueski do Zatoki Perskiej. Letnia przerwa w konwojach skazywała znaczne siły Kriegsmarine na przymusową bezczynność. Tym można wytłumaczyć wrześniowy rajd „Tirpitza” i „Scharnhorsta” na Spitsbergen, podczas którego niemieckie pancerniki ostrzelały radiostację i instalacje górnicze. [srodtytul]Czas niemieckich klęsk[/srodtytul] Przed jesiennym wznowieniem konwojów Brytyjczycy postanowili unieszkodliwić kotwiczące we fiordzie Alta pancerniki niemieckie za pomocą miniaturowych łodzi podwodnych. Małe jednostki przyholowane zostały w pobliże fiordu przez sześć normalnych okrętów podwodnych. Zadanie podzielono w ten sposób, że „X-5”, „X-6” i „X-7” miały zaatakować „Tirpitza”, „X-8” – „Lützowa”, a „X-9” i „X-10” – „Scharnhorsta”. Żadna z miniaturowych jednostek nie powróciła do bazy, choć niektóre załogi przeżyły ich zniszczenie. „X-8” został uszkodzony przed dotarciem do celu, więc z ataku na „Lützowa” nic nie wyszło, „Scharnhorst” był na ćwiczeniach artyleryjskich, natomiast „X-6” i „X-7” zdołały założyć ładunki wybuchowe pod „Tirpitzem”. Nie zatopiły one okrętu, ale wyłączyły go z akcji do marca 1944 roku. Wkrótce potem „Lützow” został ściągnięty do Niemiec w celu przeprowadzenia remontu. Na placu boju pozostały tylko „Scharnhorst” i flotylla niszczycieli. Wznowienie konwojów arktycznych zaniepokoiło dowództwo niemieckie, zwłaszcza że od czasu letniej bitwy pod Kurskiem przewaga sowiecka na froncie wschodnim była już wyraźna. W listopadzie przeszły bez strat konwoje oznaczone numerem 54, zaraz potem przemknął się konwój JW-55A. Kiedy jednak pod koniec grudnia wyruszyła para JW-55B i RA-55A, Niemcy postanowili zaatakować. Admirałowie niemieccy dowodzący w Norwegii chcieli wysłać tylko niszczyciele, ale Dönitz przeforsował udział w operacji „Scharnhorsta”. 31 grudnia 1943 roku doszło do bitwy koło Wyspy Niedźwiedziej. „Scharnhorst” został osaczony przez brytyjskie siły eskortowe, wśród których były pancernik „Duke of York” oraz krążowniki „Jamaica”, „Sheffild”, „Belfast” i „Norfolk”. Starcie zakończyło się zatopieniem niemieckiego pancernika – zginął kontradmirał Bey i prawie cała dwutysięczna załoga. Brytyjskie niszczyciele uratowały tylko 36 rozbitków. Dönitz zareagował na zatopienie „Scharnhorsta” wzmocnieniem sił podwodnych. 25 stycznia 1944 roku grupa U-Bootów zaatakowała konwój JW-56A. Niemcy zatopili trzy statki i brytyjski niszczyciel. Parę dni później z konwojem JW-56B nie poszło już tak łatwo. Nie zatopiono żadnego statku, a zniszczenie kolejnego niszczyciela brytyjskiego Niemcy okupili stratą dwóch okrętów podwodnych. W lutym 1944 roku wyruszyły w morze konwoje oznaczone numerem 57. Nowością było dołączenie do konwoju lotniskowca eskortowego „Chaser”, co zapewniło Brytyjczykom zdecydowaną przewagę w powietrzu. Dzięki temu stracili tylko niszczyciel, a zatopili aż pięć z 15 atakujących U-Bootów. W marcu 1944 roku przeszły bez strat bardzo silnie eskortowane konwoje o numerach 58. Niemcy stracili cztery U-Booty. Tym razem w akcji brały udział dwa lotniskowce eskortowe. Stały parasol powietrzny nad konwojami spowodował, że odtąd niemieckie okręty podwodne mogły atakować tylko pod osłoną nocy. Wkrótce potem Brytyjczycy rozwiązali problem „Tirpitza”. 3 kwietnia 40 samolotów Barracuda z lotniskowca „Victorious” przeprowadziło nalot, w wyniku którego niemiecki pancernik doznał kolejnych poważnych uszkodzeń. Niemieccy mechanicy nie zdołali przywrócić go do gotowości bojowej. Ostatecznie jego los dopełnił się 12 listopada 1944 roku, gdy po kolejnym nalocie okręt przewrócił się do góry dnem. W 1944 roku konwoje pływały już bez większych strat i bez letniej przerwy, choć Niemcy rzucali do walki kolejne U-Booty. Po lądowaniu aliantów w Normandii do Norwegii przerzucono kilkadziesiąt jednostek z baz francuskich. Pojawiły się też nowe typy okrętów podwodnych, wyposażonych w tzw. chrapy, czyli urządzenia pozwalające na używanie pod wodą silników Diesla. Wszystko to nie zdołało odwrócić szali zwycięstwa, która zdecydowanie przechylała się na korzyść aliantów. Ostatnie konwoje: JW-66 i RA-66 wyruszyły w drogę w kwietniu 1945 roku. Niemcy rzucili przeciw nim 35 U-Bootów, ale tylko jeden z nich zdołał nawiązać kontakt bojowy, zresztą bez rezultatu. Niemcy nie mogli już poważnie zagrozić konwojom. We wrześniu 1944 roku skapitulowała Finlandia. Front wschodni wkroczył do północnej Norwegii i posuwał się na zachód, pozbawiając Niemców baz w kolejnych fiordach. Coraz większa była aliancka przewaga w powietrzu, głównie za sprawą coraz liczniejszych lotniskowców eskortowych. Znacznie wzmocniła się też sowiecka Flota Północna, która otrzymała od aliantów kilka okrętów w poczet przyszłego podziału floty włoskiej. Na tej zasadzie pod banderę z sierpem i młotem przeszedł m.in. brytyjski pancernik „Royal Sovereign”, który zmienił nazwę na „Archangielsk”. [srodtytul]Bilans konwojów arktycznych[/srodtytul] Ogółem podczas wojny odprawiono do Murmańska i Archangielska 40 konwojów, w których płynęło 811 statków handlowych. 58 z nich zostało zatopionych, 33 zawróciły. Z idących samotnie 13 statków pięć zostało zniszczonych, a trzy zawróciły. W przeciwnym kierunku odprawiono 717 statków, z których 27 zostało zatopionych. Z idących samotnie z Rosji na zachód 28 statków zatonęło osiem. W bitwach konwojowych alianci stracili łącznie 18 okrętów wojennych – największym był ciężki krążownik „Edinburgh”. Niemcy stracili „Scharnhorsta”, trzy niszczyciele i 38 U-Bootów. Trasa do Murmańska była najniebezpieczniejszym szlakiem żeglugowym podczas drugiej wojny światowej. Wyruszający na nią statek handlowy miał statystycznie 7 proc. szans, że zostanie zatopiony. Podobny wskaźnik na trasie z Ameryki Północnej do Wielkiej Brytanii był dziesięć razy niższy – 0,7 proc. Ok. 20 proc. dostaw Lend-Lease dla ZSRR zostało przesłanych trasą arktyczną. Było to miarą relatywnego sukcesu Niemców, bowiem pierwotnie zakładano przesłanie tą drogą 75 proc. pomocy. Niemcy nie zdołali zablokować trasy arktycznej, ale znacznie ograniczyli jej przepustowość. Pomoc z Lend-Lease’u dla ZSRR kształtowała się na poziomie kilkunastu procent sowieckiej produkcji zbrojeniowej w poszczególnych rodzajach uzbrojenia z jednym, bardzo istotnym wyjątkiem. Podczas wojny w ZSRR wyprodukowano ok. 200 tys. samochodów, podczas gdy w ramach Lend-Lease’u Rosjanie otrzymali ok. 400 tys. samochodów. Amerykanie wzięli na siebie główny ciężar motoryzacji Armii Czerwonej, dzięki czemu sowiecki przemysł motoryzacyjny mógł się skoncentrować na produkcji czołgów. Na tym polegał główny wkład Lend-Lease’u w zwycięstwo na froncie wschodnim. Ogromne znaczenie miały też dostawy innych towarów, np. butów, konserw czy kożuchów. Słuszne wydaje się stwierdzenie, że bez dostaw Lend-Lease’u ZSRR i tak pokonałby Niemcy, ale zajęłoby mu to znacznie więcej czasu. [i]Wojciech Morawski, prof. dr hab.,kierownik Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL