Publicystyka

Wszyscy przegrali. Z wyjątkiem prawa. To mało?

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Na kupców z KDT czeka wiele lokali użytkowych, które miasto chce im przekazać w dzierżawę. Czy podobne warunki zapewnia się każdemu eksmitowanemu handlowcowi w Warszawie? — pyta publicysta
[b][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2009/07/23/wszyscy-przegrali-z-wyjatkiem-prawa-to-malo/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Po ostrej wymianie ciosów pięści, strumieni wody, uderzeń pałek i kamieni, która towarzyszyła poniedziałkowej bitwie o ulokowany w samym sercu Warszawy blaszak o szumnej nazwie Kupiecki Dom Towarowy, przyszedł czas na nie mniej ostrą wymianę poglądów. W gorzejącym od kilku dni sporze, w którym górą są zwolennicy opinii, że władze stolicy słusznie postąpiły likwidując halę KDT (72 proc. warszawiaków, według sondażu "Rz"), wciąż z niesłabnącą pasją występują obrońcy eksmitowanych przedsiębiorców (24 proc.). Pytanie tylko, czy występują oni - jak [link=http://www.rp.pl/artykul/2,338723_Pyrrusowe_zwyciestwo_prezydent_Warszawy.html" "target=_blank]Rafał A. Ziemkiewicz we wczorajszej "Rzeczpospolitej"[/link] - w obronie wszystkich ciemiężonych przez władze stolicy przedsiębiorców, czy też raczej w obronie tylko tych przedsiębiorców, których eksmitowano z KDT, a więc jednocześnie - w jakiejś mierze - przeciwko interesom wszystkich ich konkurentów?
W sprawie konfliktu narosłego wokół Kupieckiego Domu Towarowego nie przepuszczono chyba żadnej okazji, którą można było zmarnować. Wszystkie - co do jednej - okazje polubownego rozwiązania sporu zmarnowali więc kolejni, począwszy od 1999 roku włodarze stolicy. Dlatego tak mało przekonująco brzmią teraz głosy napomnienia kierowane pod adresem Hanny Gronkiewicz-Waltz przez jej poprzedników na fotelu prezydenta Warszawy - Pawła Piskorskiego i Lecha Kaczyńskiego. Ale też z tego samego powodu owa z dumą prezentowana przez obecną prezydent stolicy biała księga działań magistratu w tej sprawie, która ma być - w jej ocenie - koronnym dowodem daleko posuniętej dobrej woli władz miasta, jest jednocześnie - w gruncie rzeczy - kapitalnym dowodem ich nieudolności. No bo przecież, koniec końców, mimo tych wszystkich usiłowań, starań i zabiegów, mimo złożonych kupcom ośmiu propozycji, urzędnicy miejscy nie potrafili doprowadzić do pokojowego zażegnania konfliktu. Tak czy nie? Wszystkie okazje - w tym wypadku sprawnego przeprowadzenia akcji egzekwowania sądowego nakazu eksmisji, czyli przejmowania hali KDT - zmarnowali również ci, którzy nią kierowali. Nie radził sobie komornik, nieporadnie zachowywali się ochroniarze (wiele wskazuje na to, że przekroczyli swe uprawnienia), okazję do popisania się sprawnością zmarnowała też policja. Krótko mówiąc: tylko boskiej opatrzności zawdzięczamy, że wśród uczestników tych dramatycznych zajść nie było ofiar śmiertelnych. Akcję odzyskiwania hali KDT prowadzono bowiem w sposób zaiste wręcz niewiarygodnie nieudolny i brutalny, i na nic się teraz zda zaklinanie rzeczywistości przez szefa policjantów wicepremiera Grzegorza Schetynę, który - wbrew temu, cośmy przez wiele godzin oglądali na ekranach naszych telewizorów - upiera się, że operacja została zrealizowana "sprawnie, sumiennie, skutecznie". Na szczęście jednak - i w znacznej mierze dzięki szczęściu, a nie umiejętnościom policjantów i ochroniarzy - zakończyła się sukcesem, czyli przywróceniem prawa; w tym wypadku: prawa do rozporządzania przez właściciela (władze miasta) swoją własnością (terenem pod halą KDT). I to jest właśnie jeden z kluczowych argumentów przeciwników akcji władz Warszawy: że się ją redukuje do sporu prawnego, do skutków wygaśnięcia pół roku temu umowy najmu, do odzyskiwania swej własności, do wykonywania prawomocnego wyroku sądu. A przecież - argumentują zwolennicy tego poglądu - można było na razie odstąpić od wykonania wyroku, dać kupcom czas, aby się przenieśli na nowe miejsce, prowadzić z nimi dialog, negocjować, rozmawiać, itp. itd. Jak długo jeszcze miałoby to trwać (bo trwa już dziesięć lat)? Dwa lata, pięć, czy kolejne dziesięć? Tak długo, aż nie urządziliby się w nowym miejscu, bowiem władza powinna wspierać przedsiębiorców, a nie pozbawiać ich miejsc pracy - dowodzą ci, którzy stają w obronie kupców usuniętych z KDT. Ależ oczywiście, zgoda, władze każdego miasta, zatem także Warszawy powinny wspierać przedsiębiorców (choć może najpierw, na dobry początek, niech przestaną im przeszkadzać). Czy jednak nie powinny - przede wszystkim - zaprzestać traktowania niektórych przedsiębiorców w sposób uprzywilejowany? Bo takie traktowanie jednych czyni przecież trudniejszą na rynku sytuację ich konkurentów. A jeśli tak, i jeśli władze Warszawy miałyby nie rozbierać spornego blaszaka KDT (w imię wspierania kupców), to czyż nie powinno się tak stać wyłącznie pod warunkiem zbudowania jeszcze kilku takich samych - i to w jak najbliższym sąsiedztwie dotychczasowego (równe szanse dla wszystkich!)? Przecież i miejsce by się w okolicy - na placu Defilad - znalazło, i kupców chętnych do handlowania w nich by nie zabrakło, i klientów skorych do robienia w nich zakupów także nie. Więc może to jest droga? Z pewnością, pytanie tylko - dokąd by nas doprowadziła? I czy na pewno chcemy się porywać na ten eksperyment? Ponadto, na przedsiębiorców z Kupieckich Domów Towarowych cały czas - zgodnie z zapewnieniami urzędników magistratu - czeka wiele lokali użytkowych, które miasto chce im przekazać w dzierżawę. Czy tak samo dzieje się w przypadku każdego eksmitowanego w Warszawie handlowca? A przecież co miesiąc wielu z nich traci z tego powodu szansę prowadzenia interesów, czyli swe miejsce pracy. I gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie równe traktowanie wszystkich podmiotów gospodarczych przez magistrat? Reasumując, w sprawie KDT naprawdę nie ma wygranych. Wszyscy przegrali: eksmitowani kupcy, nie radzące sobie z konfliktem władze Warszawy, komornik, prowadzący akcję policjanci i ochroniarze. Wszyscy. Ale - jak się wydaje - wygrało prawo. A jeśli tak, to czy to naprawdę aż tak mało? Przecież w takim przypadku - przynajmniej na dłuższą metę - wszyscyśmy wygrali. PS. Tak czy owak, będziemy teraz liczyć dni upływające od 20 lipca 2009 roku, czyli od przejęcia hali KDT przez władze miasta. Każdy dzień bez obiecanych w tym miejscu łącznika pierwszej i drugiej linii metra oraz Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie przysparzał zwolenników tym, którzy opowiadają się po stronie kupców i odbierał sympatyków tym, którzy w tej chwili popierają decyzję władz miasta. Czas - start!
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL