Wiadomości

Tajne służby i biznes

Prof. Andrzej Zybertowicz zastanawia się, dlaczego, mimo podejrzenia konfliktu interesów, premier nie odwołał szefa ABW
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Prof. Andrzej Zybertowicz: negocjacje rządu z Rosjanami mogą zagrozić polityce dywersyfikacji dostaw gazu – mówi doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa
[b]Rz: Z instytucji związanej z bezpieczeństwem energetycznym kraju – PGNiG, wyciekły poufne informacje. Jak informuje „Rz”, śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura i CBŚ. Jest pan tym zdziwiony?[/b]
Prof. Andrzej Zybertowicz: Nie wydaje mi się to niczym nadzwyczajnym. Nielegalne korzystanie z informacji poufnych zdarza się częściej, niż myślimy. [b]Jakie informacje o bezpieczeństwie państwa otrzymuje prezydent?[/b]
Prezydent może zażądać od instytucji publicznej każdej informacji, którą uzna za istotną. I takie informacje dostaje, choć niekiedy spływają one z opóźnieniem. [b]O co ostatnio poprosił, a czego jeszcze nie otrzymał?[/b] Jak podała prasa, prezydent zwrócił się do rządu z prośbą o udostępnienie treści kontraktu na skroplony gaz z Kataru oraz instrukcji na negocjacje z Gazpromem w sprawie nowego kontraktu.  [b]Dlaczego prezydenta zainteresowały teraz sprawy gazowe?[/b] Wydaje się, że jesteśmy w momencie krytycznym z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. Do prezydenta dotarły informacje, że istnieje ryzyko zawarcia długoterminowej umowy z Gazpromem na zbyt wysoki poziom dostaw gazu. Na tyle wysoki, że mogący zagrozić polityce dywersyfikacji dostaw. [b]Skąd pochodzą te informacje?[/b] Z wiarygodnych źródeł. Prezydent poparł i podpisał specustawę, która umożliwia w przyspieszonym terminie budowanie gazoportu w Świnoujściu. Jednocześnie PGNiG podpisało umowę na dostawę z Kataru skroplonego gazu do gazoportu w ilości 1 mln ton rocznie. To dawałoby nam istotne uniezależnienie się od importu z Rosji. [b]To w czym problem?[/b] W świetle informacji, jakie prezydent uzyskał, istnieje obawa, że negocjacje toczone przez polski rząd z przedstawicielami Rosji doprowadzą do zakontraktowania zbyt dużych ilości gazu. Może to postawić pod znakiem zapytania opłacalność inwestowania w gazoport i sprowadzania gazu drogą morską. Tym bardziej że Rosjanie nie sprzedają gazu zgodnie ze regułami wolnorynkowymi. [b]Służby specjalne powinny to obserwować i alarmować polski rząd. Czy tak się dzieje? Przecież powinny tam pracować sztaby analityków.[/b] Czy nasze służby stanęły na wysokości zadania? Problemy służb zostały zaniedbane. Wydaje się, że złożone przez premiera na ołtarzu PR. Rząd stara się wysyłać takie komunikaty, by nikogo nie urazić. I nie skonfliktować się z żadnymi wpływowymi grupami interesu. [b]Ten PR dotyczy także służb?[/b] Premier Tusk w lutym 2008 r. w wywiadzie dla „Polityki” powiedział: „Mógłbym (...) już dziś napisać książkę, jakie klany walczą ze sobą wewnątrz poszczególnych służb. Odnoszę przygnębiające wrażenie, że bardzo wielu oficerów służb specjalnych to są prywatne armie byłego szefa, aktualnego szefa czy przyszłego szefa i zajmują się głównie intrygami”.  [b]Ta wypowiedź wskazuje, że premier już po czterech miesiącach rządzenia miał sporą wiedzę o służbach.[/b] Co z tą wiedzą zrobił? Czy np. mianował silnego koordynatora służb posiadającego uprawnienia kontrolne i inicjującego faktyczną ich reformę? [b]Mianował Pawła Grasia, który szybko zrezygnował.[/b] Pan Graś dostał bardzo małe uprawnienia. A dzisiaj wiemy, że gdy pełnił funkcję koordynatora, był w niejasnych zależnościach z zagranicznym podmiotem gospodarczym. Jego następca Jacek Cichocki nie ma efektywnych instrumentów kontroli i nadzoru. Jeśli premier zdiagnozował tak katastrofalną sytuację w służbach, to pan Cichocki natychmiast powinien przygotować projekt głębokich zmian. O niczym takim opinia publiczna nie wie. Mają za to miejsce konflikty interesów. [b]Ma pan jeszcze jakieś inne zastrzeżenia do działalności rządu w odniesieniu do służb?[/b] Szef największej tajnej służby, która odpowiada m.in. za osłonę kontrwywiadowczą kraju, Krzysztof Bondaryk od nominacji znajduje się w konflikcie interesów. Prezydent sformułował pytania do premiera, chcąc wyjaśnić niektóre okoliczności z życiorysu Bondaryka. Premier nie odpowiedział. Mianował szefa ABW bez uzyskania opinii głowy państwa, czyli wbrew prawu.  Odpowiedź na pytania prezydenta poznaliśmy rok później, dzięki mediom. Okazało się, że Bondaryk, będąc szefem tajnej służby, otrzymuje wysoką odprawę od operatora telekomunikacyjnego związanego z Zygmuntem Solorzem. Tymczasem ABW za rządów PiS rozpracowywała niektóre jego przedsięwzięcia biznesowe. Przed odejściem z Ery Bondaryk miał podpisać zobowiązanie, że pewnych informacji, które uzyskał, tam pracując, nigdy nie ujawni. Jego podwładni mogą więc nie być zainteresowani wykrywaniem w nich jakichkolwiek nieprawidłowości ani monitorowaniem potencjalnych zagrożeń. [b]Dlaczego więc premier pana Bondaryka nie odwołuje?[/b] Gdy okazało się, że wicepremier Pawlak jest w konflikcie interesów jako członek rządu i jednocześnie szef OSP, premier tłumaczył, iż chociaż to niezgodne ze standardami obowiązującymi w PO, to nie zerwie koalicji, bo kraj jest w kryzysie. W przypadku pana Bondaryka premier może jednym posunięciem go odwołać, bez takich obaw. Ale tego nie robi. Powstaje pytanie, czy premier nie ma jakiegoś milczącego koalicjanta, któremu nie chce nastąpić na odcisk. [b]To znaczy kogo?[/b] Myślę, że opinia publiczna i dziennikarze śledczy powinni się nad tym zastanawiać. [b]Tego milczącego koalicjanta upatruje pan w służbach?[/b] Patrzenie tylko przez pryzmat służb jako instytucji jest mylące. Trzeba mówić raczej o środowisku tajnych służb i grup biznesowych działających na skrzyżowaniu różnych wpływów. Gdy mówi się o patologicznych relacjach między polityką a biznesem, często się nie dostrzega, że osoby ze środowiska służb, niekoniecznie pozostające w ich strukturach, stanowią smarowidło tych relacji. A przypadek pana Bondaryka jest specyficzny. Był w służbach, przeszedł do biznesu, a z biznesu wrócił do służb. To niespotykane w demokratycznych państwach.  [b]Widzi pan jakieś przełożenie tej sytuacji na sytuację energetyczną kraju i sprawę kontraktu gazowego?[/b] Nawet w warunkach czysto potencjalnego konfliktu interesów szefom trudno jest mobilizować podwładnych do skutecznego działania. Po prostu mogą oni nie mieć jasności, wobec kogo lojalni są szefowie. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=m.subotic@rp.pl]m.subotic@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL