Literatura

Stachury życiopisanie

ADM/MACIEJ KŁOS
Trzydzieści lat po śmierci Edwarda Stachury trudno zrozumieć, że jego twórczość i niepokorny życiorys były niemal przedmiotem kultu.
Uważano go za „kaskadera literatury”. Dziś traktuje się go niemal jak klasyka i… prawie nie kupuje.
Za życia był legendą, którą wzmocniła jeszcze samobójcza śmierć. W tym poecie, pisarzu, pieśniarzu i wędrowcu w latach 70. i na początku 80. młodzi ludzie zaczęli odnajdować własne pragnienia, wraz z nim kontestowali otaczającą rzeczywistość. Anna Chodakowska, wówczas świeżo po warszawskiej PWST wraz z reżyserem i poetą Krzysztofem Bukowskim przygotowali w Teatrze Stara Prochownia „Mszę wędrującego” według Edwarda Stachury. Spektakl miał premierę w 1982 roku. Od tamtego czasu zagrała go ponad trzy tysiące razy. W niektórych latach - ponad 200 spektakli w roku. Teraz, najwyżej kilkanaście.
— Naszą „Mszą wędrującego” zapoczątkowaliśmy boom na Stachurę, która opanowała właściwie całą Polskę — mówi aktorka. Potem jego teksty prezentowało Stare Dobre Małżeństwo, Marek Gałązka, Jurek Satanowski, Tadeusz Woźniak. Z naszą „Mszą” docierałam do wielkich sal koncertowych i małych, wiejskich bibliotek. Raz nieświadomy proboszcz zaprosił nas do kościoła. Zawsze było entuzjastyczne przyjęcie, a potem spotkania. Każdy wieczór był wędrówka po życiu i twórczości legendarnego STEDA. Do niektórych utworów widzowie włączali się spontanicznie. Z setek rozmów, jakie wtedy odbyliśmy - pamiętam, że patrzyli na Stachurę, jak na przybysza z innego, lepszego świata. Oni, urodzeni w socjalistycznej rzeczywistości i on, syn emigranta, urodzony w Paryżu. Wędrujący z gitarą kontestator z poczuciem wolności. Jako pisarz operował pięknym słowem, skojarzeniem, metaforą. W tym jego „życiopisaniu” była pewna szlachetność i prostota, która uwodziła młodzież. Stachura był niezwykle wrażliwy na barwę języka. Znał jakość każdego dźwięku. Potrafił pisać np. o łebku od szpilki w taki sposób, że stawało się to poezją. Mówiono, że nadał nową „wyborność” językowi. W swojej twórczości zadawał podstawowe pytania na temat sensu życia. Stachura umiał otwierać się na ludzi. Polska, była dla niego nowym światem, który zaczynał poznawać od początku. Łączono go często z modną w latach 60. i 70. ub. wieku filozofią dzieci kwiatów. Zakładała m.in. bunt przeciw wojnie, agresji, ale też zastałym autorytetom, a przede wszystkim konformizmowi. — Ta zbieżność była w dużym stopniu prawdziwa — uważa Anna Chodakowska. — Było takie słynne twierdzenie hippisów: Nie wierz nikomu po trzydziestce, bo po tym wieku człowiek jest już zaskorupiały w swoich poglądach. Staje się konformistą. Zamknięty jest na argumenty innych. I to było bliskie Stachurze. On pisał o sobie z przeszłości „JA” z dużej litery. Dowodził, że lepiej być NIKTem niż kimś, bo bycie kimś jest tylko projekcją własnego egoizmu. Uważał, że każda pewność to martwota, każda niepewność to życie. Pisał :„W samym centrum świata jesteś a martwotę czytasz”. Posługiwał się paradoksem. Mówił, że paradoks jest święty. Pisał: Ja tego świata nie zmienię, ale ten świat już mnie to na pewno nie. — Edek był inteligentem, niezależnie od tego, że niektórzy starają się zrobić zeń „konika polnego”. — uważa kompozytor Jerzy Satanowski, przyjaciel Stachury. — To nie tak. Miał w sobie wielką naiwność, wielką mądrość i wielką ciekawość świata. Uważam, że to świetny poeta, niezły prozaik. W sprawach artystycznych potrafiliśmy kłócić się o najdrobniejsze szczegóły. Jerzy Satanowski przygotował co najmniej kilka spektakli poetyckich Edwarda Stachury, ostatni przed czterema laty w warszawskim Teatrze Na Woli. Chodakowska do dziś gra swą „Mszę wędrującego” Oboje przyznają jednak, że teraz wielka moda na Stachurę minęła. — W tamtej rzeczywistości — mówi Satanowski - bunt był modny. Młodzi ludzie stawali przed dylematem: być czy mieć. Teraz w większości wybrali to drugie. Czy Stachura jest czytany? Tak, w takim stopniu jak Hłasko, czy Grochowiak. Ja nadal jeżdżę z koncertami Stachury. Co więcej. Przygotowuję kolejną płytę jego utworów. Tym razem we własnym wykonaniu. — Komunizm sprzyjał mitowi Stachury — potwierdza Anna Chodakowska. — W PRL. ten mit przyjął wręcz formę fanatyzmu. Na co dzień czuło się fałsz i wielu miało poczucie pustki. Dziś jest zupełnie nowa rzeczywistość, ale też wielu ludzi uważa się za zepchniętych na margines, czuje zagrożenie. I zawsze będzie wracało do podstawowych pytań. myślę więc, że i do Stachury.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL