Historia

Miłość i twarda ręka

Janusz Cisek stara się tłumaczyć posunięcia Marszałka, które szczególnie posłużyły wrogom do lepienia jego czarnej legendy – aresztowanie posłów opozycyjnych i proces brzeski w 1930 roku oraz założenie obozu w Berezie Kartuskiej cztery lata później
Powiedzmy od razu, że wyjaśnienia autora zeszytu nie przekonają ani pogrobowców politycznych przeciwników Piłsudskiego, ani też zwolenników literalnego traktowania demokracji parlamentarnej oraz przepisów prawa. Warto się jednak zastanowić nad przyczynami powodującymi używanie twardej ręki przez Komendanta po 1926 roku, a zwłaszcza na początku lat 30.
Skokowy wzrost potęgi Sowietów i niemiecka chęć odwetu za Wersal źle rokowały całej Europie Środkowo-Wschodniej, a Polsce szczególnie. Jeśli zdobędziemy się na odrobinę wyobraźni i dobrej woli, zrozumiemy Józefa Piłsudskiego, jego ból, miłość i obawę o ojczyznę. Pojmiemy, dlaczego dokonał i przesilenia majowego, i zaprowadzenia rządów autorytarnych, i nawet brutalnych aktów w łamaniu opozycji. I pamiętajmy, że różne formy dyktatury w państwach naszego rejonu były wprowadzane i traktowane jako remedium na wspomniane zagrożenia zewnętrzne oraz kłopoty wewnętrzne, zwłaszcza przy pogłębiającym się kryzysie ekonomicznym przełomu lat 20. i 30. A na demokracje wielkich państw zachodnich – niesprawne i egoistyczne – nie można było liczyć. Trzy lata po śmierci Piłsudskiego doświadczyła tego zresztą na własnej skórze Czechosłowacja, jedyne „w pełni demokratyczne”, jak chwalą się Czesi, większe państwo wśród małych krajów środkowoeuropejskich.
Z informacji Ciska wynika naprawdę istotny, dobroczynny wpływ Piłsudskiego na nasz rozwój przemysłowy i uzbrojenie armii. Choć, trzeba dodać, zrozumienia dla tworzenia dużych, samodzielnych jednostek pancernych nie okazał – w przeciwieństwie do Związku Sowieckiego i III Rzeszy. W Polsce nie słuchano wniosków Sikorskiego w tym zakresie; ale we Francji też pominięto stosowne rady de Gaulle’a. Sprawy zaginięcia gen. Zagórskiego nie wyjaśniono, pobicie niepokornego publicysty też się zdarzyło. Ale wysokiego poczucia odpowiedzialności i honoru dowodzą setki innych świadectw stawiających „sanacyjnych pułkowników” wśród elity elit, jakie przydarzyły się w dziejach Rzeczypospolitej. Dzisiejszej klasie politycznej może ona posłużyć za wzór. Niedościgniony, bo i Komendanta, niestety, brakuje. [i]Maciej Rosalak, [mail=m.rosalak@rp.pl]m.rosalak@rp.pl[/mail] - redaktor cyklu „Polska Piłsudskiego”, dziennikarz „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL