Ekonomia

24 biliony ratunkowych dolarów

Do dzisiaj pomoc państwa zwróciło łącznie dziesięć amerykańskich banków, które uznały, że dadzą już sobie radę bez niej. Oddały łącznie 117 miliardów dolarów. To prawie połowa kwoty pożyczonej bankom w Stanach Zjednoczonych.
Rzeczpospolita
To najkosztowniejszy kryzys w historii – oceniają eksperci. Amerykańskie rządowe programy ratunkowe kosztowały już 23,7 biliona dolarów
Największe środki pochodzą z Departamentu Skarbu, który przygotował kilkanaście programów, łącznie z wartym 787 mld dolarów TARP, i Rezerwy Federalnej – wylicza Neil Barofsky, który przygotował raport oceniający rządowe programy ratunkowe.
Barofsky zwraca przy tym uwagę, że te instytucje, które otrzymały najwięcej środków, powinny być skrupulatnie kontrolowane. Pieniądze wydano na dokapitalizowanie banków, wsparcie kredytobiorców oraz wykupienie z bilansów banków toksycznych aktywów. – A to jest tylko fragment pakietu całkowitej pomocy udzielonej amerykańskiej gospodarce. Dlatego firmy i organizacje, które skorzystały z tego wsparcia, muszą się z niego skrupulatnie rozliczyć – podkreślił Barofsky. Jego zdaniem Departament Skarbu wielokrotnie nie odpowiadał na apele o zmuszenie banków do rozliczenia się z państwowych pieniędzy. Barofsky ujawnił wczoraj, że rozpoczętych zostało 35 dochodzeń w tych przypadkach, gdzie doszło do ewidentnych nadużyć. Na ocenę skuteczności działania Rezerwy Federalnej i Departamentu Skarbu oraz efektywność wpompowanych w gospodarkę pieniędzy trzeba będzie, jego zdaniem, jeszcze poczekać. Timothy Geithner broni się, że już dziesięć z 70 banków, które skorzystały z ratunkowych pieniędzy, zwróciło je do budżetu.
Ben Bernanke, prezes Rezerwy Federalnej, zapewniał wczoraj, że między innymi państwowe pieniądze pozwalają wierzyć, iż gospodarka amerykańska wyjdzie w tym roku z recesji. Mimo to spotyka się coraz częściej z opinią, że to jego polityka „łatwego kredytu” doprowadziła do bańki spekulacyjnej. Solidarnie demokraci i republikanie uważają, że zbyt dużo pieniędzy poświęcił na ratowanie banków, a zbyt mało funduszy zostało przeznaczonych na wydobywanie z kłopotów biednych ludzi, którzy z powodu kryzysu stracili domy. — Ten człowiek ma zbyt dużo władzy – uważa były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Arthur Levitt. Krytyka jest coraz głośniejsza, a kadencja Bernankego wygasa w styczniu 2010 i jego reelekcja zależy od decyzji prezydenta Baracka Obamy. Ekonomiści jednak bronią prezesa Fedu, podkreślając, że powinien on mieć pełne wsparcie władz, kiedy będzie musiał, zapewne jeszcze w tym roku, zacieśnić politykę pieniężną, aby nie dopuścić do wzrostu inflacji. Na razie Barack Obama pozytywnie ocenia Bernankego. – Doskonale sobie radzi w tak trudnych okolicznościach – powiedział podczas konferencji prasowej na szczycie G8 we Włoszech. Szef Fedu jest również w doskonałych stosunkach z Timothy Geithnerem. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=d.walewska@rp.pl]d.walewska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL