Polityka

Wnuki pomagają politykom?

Bronisław Komorowski
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Żeby być na topie, trzeba się pokazać z dziećmi lub coś dla nich zrobić – mówią specjaliści PR
Maniek Kosela, bohater komedii Piotra Wereśniaka „Zróbmy sobie wnuka”, usiłuje nakłonić swoje dzieci do ustatkowania się i spłodzenia potomka, by ratować należącą do rodziny od pokoleń ziemię. Ale życie przerosło filmową fikcję. Dziś dla polityka narodziny dziecka lub wnuka to element politycznego PR.
– Mogą pokazać, że są tacy sami jak inni, mają rodziny, dzieci i związane z tym radości i problemy. Stają się dla wyborcy bardziej ludzcy – mówi prof. Paweł Śpiewak, socjolog z UW. W czwartek marszałek Sejmu Bronisław Komorowski został dziadkiem. Narodziny Stasia fetowały telewizje. – Komorowski został dziś dziadkiem, niech się cieszy w spokoju – stwierdził wtedy były wiceszef MON Romuald Szeremietiew podczas rozmowy z „Rz” na inny temat.
– Staram się, żeby to było raczej wydarzenie prywatne i rodzinne – mówił Komorowski. W lutym dziadkiem został Donald Tusk. O tym, że jego synowa Anna spodziewa się syna, media informowały kilka miesięcy wcześniej. A gdy wnuk się urodził, podawały, o której przyszedł na świat, w jakiej klinice, że ważył 3,3 kg. Zazdrosna mogła być córka premiera Kasia Tusk, której zdanemu egzaminowi dojrzałości media poświęciły mniej czasu. Ale i tak niemało. Medialne pięć minut miała też wnuczka Lecha Kaczyńskiego. „Słodka wnuczka prezydenta” – pisał w 2007 roku „Super Express”, gdy na świat przyszła córka Marty Kaczyńskiej i Marcina Dubienieckiego. Gazety podkreślały, że Martynka była wcześniakiem i ważyła 1800 g. Narodzin wnuczki pogratulował Kaczyńskiemu ówczesny prezydent USA George W. Bush. – Na świecie jest moda nie tyle na rodzinę, ile na dzieci. Wykreowana trochę przez Hollywood – uważa Joanna Gepfert, specjalistka ds. wizerunku osób publicznych. – Żeby być na topie, trzeba się pokazać z dziećmi lub coś dla nich robić. W PRL dzieci czy wnuki partyjnych bonzów w oficjalnych przekazach prasowych nie istniały. – Życie prywatne dygnitarzy PZPR było ściśle ocenzurowane – mówi historyk prof. Antoni Dudek. Wyjątkiem był I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, który zgodził się na publikację swoich zdjęć z rodziną. – Chciał ocieplić swój wizerunek i przyniosło to skutek – wspomina prof. Dudek. Nieoficjalnie o dzieciach peerelowskich kacyków było głośno. Zwłaszcza o wyczynach syna premiera Piotra Jaroszewicza Andrzeja, którego nazywano czerwonym księciem. I teraz dorosłe dziecko może zapewnić czarny PR. Przekonał się o tym Lech Wałęsa, którego syn Przemysław w 1993 r. po pijanemu spowodował wypadek. Jego adwokat twierdził, że był w stanie „pomroczności jasnej”. Kłopotów doczekali się też europoseł PiS Tadeusz Cymański, którego syna Mateusza w 2007 r. skazano za prowadzenie auta po pijanemu, i senator PiS Stanisław Kogut – jego syna Grzegorza w czerwcu zatrzymało CBA w związku ze śledztwem w sprawie korupcji w piłce nożnej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL