Koszykówka

Marcin Gortat: Na razie nie będę trenował z kadrą

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Rozmowa z Marcinem Gortatem. Koszykarz Orlando Magic będzie grał z reprezentacją Polski. Na razie czekają go formalności.
[b]Rz: W poniedziałek reprezentacja koszykarzy rozpoczyna w Spale przygotowania do wrześniowych mistrzostw Europy, najważniejszej imprezy dla polskiej koszykówki.[/b]
[b]Marcin Gortat:[/b] - Pierwszego dnia na pewno się na nim nie pojawię. Nie będę trenował z kadrą chyba nawet do końca lipca. Z tego względu, że muszą być dopełnione wszelkie formalności, dotyczącego mojego ubezpieczenia, licencji. Mój kontrakt z odpowiednią klauzulą o grze w reprezentacji musi być zatwierdzony przez NBA, mój klub Orlando Magic musi wyrazić zgodę. Takie są procedury. W tym czasie z pewnością nie będę się lenił, ale nie mogę ćwiczyć z reprezentacją. Kwota, jaką należy zapłacić za ubezpieczenie to 18 tysięcy dolarów. Nie jest to dla PZKosz astronomiczna suma, zwłaszcze że FIBA przeznacza specjalne środki na ubezpieczenia graczy NBA grających w mistrzostwach Europy. Jeśli będzie taka konieczność, jestem w stanie zapłacić dodatkowe ubezpieczenie z własnej kieszeni, ale w turnieju na pewno zagram. [b]Po dłuższej nieobecności znów jest pan w kraju. Co pana zaskakuje pozytywnie i negatywnie.[/b]
Pozytywne zaskoczenie to Warszawa, która, mogę powiedzieć, jest miastem amerykańskim. Mnóstwo tu restauracji, sklepów, barów. No i ulice są zatłoczone, jak w wielkich metropoliach. Z rzeczy, które mnie denerwują to swoista nachalność, chęć zdobycia czegoś za wszelką cenę. Mimo że np. mówimy w pewnym momencie, że już kończymy rozdawać autografy, ludzie jakby tego nie rozumieli. [b]Cena popularności...[/b] Jestem w Polsce od 11 lipca, a w tym czasie widziałem się z mamą przez 16 godzin i zjadłem w domu jeden obiad. Z tatą rozmawiałem dopiero w Warszawie przez 45 minut. Ludzie wszędzie mnie zatrzymują i proszą o autograf: na stacji benzynowej, na ulicy, wysiadają nawet z samochodów i pukają w szyby mojego auta. Z jednej strony to miłe, ale z drugiej trochę męczące. W Stanach po każdym meczu dostaję około 60 sms-ów - jak odpowiem na jeden, to jest dobrze. Mam siedem numerów telefonów, żeby się ukryć przed dziennikarzami. Do osób, z którymi chcę się kontaktować, dzwonię sam. W świecie bez telefonów komórkowych dałbym sobie radę. [b]Załóżmy, że w nowym sezonie powtarza się sytuacja z ostatniego i gra pan w Magic niewiele ponad 10 minut w meczu. Gdyby w połowie grudnia, wraz z początkiem okresu transferowego, otrzymał pan propozycję przejścia z Orlando do innego klubu, zmieniłby pan otoczenie?[/b] Taka zmiana wyglądałaby jak oddanie pola bez walki. Dla mnie byłaby to ucieczka od odpowiedzialności, rywalizacji o miejsce w drużynie z najlepszymi. Łatwiej jest pójść gdzieś indziej i grać więcej. Moim celem jest dążyć do doskonałości, swoją postawą na treningach i w meczach zasłużyć na uznanie. NBA jednak to także biznes. Jeśli mój agent przyjdzie z konkretną propozycją i podpowie mi, żebym zmienił klub, bo tak będzie lepiej dla mnie i innych, to go posłucham. [b]Dużo się mówi ostatnio o kryzysie w USA. Czy dostrzega go pan z perspektywy gracza NBA?[/b] Codziennie o nim słyszałem, zwłaszcza w kontekście nowego kontraktu. Opowiadano mi: „nie oczekuj więcej niż milion, półtora, góra dwa miliony dolarów rocznie, bo jest kryzys ekonomiczny”. Potem „dostałbyś może pięć, ale w związku z kryzysem damy tylko trzy”. Było mi to wbijane do głowy przez trzy, cztery miesiące. Więc gdy podpisałem kontrakt (blisko o 34 mln dolarów za pięć lat gry - przyp. m.c.), łapałem się za głowę, podejrzewając jakiś podstęp. „Coś tu jest nie tak. Gdzieś musi być haczyk, gdzieś muszę się potknąć” - myślałem. Ale myliłem się. Dla mnie kryzysu w Ameryce nie ma. [b]Co pan sądzi o młodych polskich koszykarzach?[/b] Jeśli chcą zostać zawodowymi sportowcami, muszą robić wszystko, by tak się stało, począwszy od odpowiedniego treningu, właściwego odżywiania po sensownie spędzany czas wolny. Wielu utalentowanych graczy uważa, że dobrym rozwiązaniem jest wyjazd zagranicę. Zgoda, ale trzeba tam grać. Chwalą się, że wyjeżdżają do Benettonu, Unicaji Malaga, innych znanych klubów, ale kontrakt z nimi wszystkiego nie rozwiązuje. Najważniejsza jest praca i umiejętności, jakie pokażesz na boisku. Olbrzymim talentem jest Jakub Wojciechowski, mój krajan z Łodzi, który podpisał wieloletni kontrakt z Benettonem Treviso i jest tam nieco „uziemiony”. Mój agent już stara się mu pomóc. On ma szanse na grę w NBA, jeśli rzeczywiście zdecyduje się na koszykówkę i wszystko inne odstawi na bok. Trenować, grać i jeść - to najprostsza recepta dla młodych. Robić wszystko, by być gotowym na mecz. [b]Zdarzało się, że pana wypowiedzi budziły burze w mediach. Czy zamieszania wokół nich czegoś pana nauczyło? Co jest ważniejsze dla zawodnika NBA kontrolowanie wypowiedzi czy pełna szczerość?[/b] Dużo się nauczyłem. Relacje z mediami w USA są niesamowite. Wystarczy jedno źle wyartykułowane słowo, by wywołać reakcję. Dwight Howard mógłby mieć wokół siebie wianuszek 30 dziennikarzy, ale wszyscy zaraz przybiegliby do mnie, gdybym powiedział coś odbiegającego od normy, bo w ten sposób zaczyna się dla mediów jakieś nowe story. Oczywiście, nauczyłem się, że nie należy mówić wszystkiego, ale trudno mi z tym, bo staram się być osobą szczerą i mówię po prostu, jak jest. Jeżeli uważam, że coś jest źle, to powiem, że tak jest. Media i tak mogą sobie napisać, co chcą. Takie ich prawo. [b]Jak wymiana Hedo Turkoglu na Vince’a Cartera może wpłynąć na grę Orlando w nowym sezonie?[/b] - Vince’a znam bardzo dobrze nie tylko z boiska, bo na stałe mieszka w Orlando. To był zresztą jeden z powodów, dla którego trafił do Magic. Jako koszykarz jest człowiekiem wciąż głodnym sukcesu, chce zdobyć mistrzostwo. Jest graczem bardzo atletycznym. Hedo, znakomity koszykarz, ustępuje mu pod tym względem. A to jest bardzo potrzebne w decydujących momentach. Carter potrafi znakomicie kreować sobie pozycję do rzutu po koźle, potrafi wejść pod kosz, jest niesamowicie skoczny. W trakcie sezonu w telewizji będzie mnóstwo powtórek jego akcji, zespół Orlando będzie często pokazywany, a ja będę jednym z pierwszych, który z ławki będzie wyskakiwał na parkiet z ręcznikiem, cieszył się jak małe dziecko i przybijał piątki. Ta zmiana to na pewno duży plus. Szkoda tylko, że odszedł Courtney Lee - zawodnik o ogromnym potencjale,
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL