Terroryzm

Bomby w stolicy Indonezji

AFP
W zamachach na hotele Ritz Carlton i Marriott w Dżakarcie zginęło co najmniej dziewięć osób, a kilkadziesiąt zostało rannych
Pierwsza bomba eksplodowała w piątkowy poranek o 7.47 w hotelu Ritz Carlton, druga kilka minut później w oddalonym o kilkadziesiąt metrów Marriotcie. – To było jak trwający dłuższą chwilę potężny grzmot, potem kolejny. Panika wybuchła po chwili, kiedy ludzie sobie uświadomili, że to zamachy – opowiadał agencji Reuters Vidi Tanza, który ma widok na oba hotele ze swojego biura. Razem z innymi pracownikami wybiegł pomagać rannym. Nad wejściami do hoteli unosiły się kłęby dymu. Szerokie ulice eleganckiej dzielnicy finansowej zostały pokryte szkłem, odłamkami gruzu i śladami krwi. Goście hotelowi, wielu w białych szlafrokach, wybiegali na ulicę. Zanim pojawiły się karetki, rannych odwożono do szpitali zwykłymi samochodami i taksówkami.
[srodtytul]Nie pomogła ochrona [/srodtytul] Władze są niemal pewne, że atak to dzieło zamachowców-samobójców. Nagranie z kamery przemysłowej w hotelu Ritz Carlton zarejestrowało mężczyznę z plecakiem i walizką wchodzącego do hotelowej restauracji kilka chwil przed eksplozją. Bomba, którą ukrył w bagażu, zabiła siedem osób. W drugiej eksplozji zginęły dwie kolejne. Wśród ofiar są zarówno Indonezyjczycy, jak i zagraniczni goście. W hotelu było też dwóch Polaków, ale nic im się nie stało.
Eksperci wskazują na organizację Dżimah Islamija, która od lat terrorem próbowała wymusić wprowadzenie w Indonezji najbardziej radykalnej formy islamu. – To ugrupowanie blisko związane z al Kaidą zostało poważnie osłabione w ostatnich latach, ale wystarczy niewielka grupa świetnie wyszkolonych ekstremistów, aby przeprowadzić taki atak – mówi „Rz” prof. Paul Wilkinson z Wydziału Studiów nad Terroryzmem Uniwersytetu St. Andrews w Szkocji. Oba hotele przyciągały biznesmenów i turystów, bo uchodziły za świetnie strzeżone. Od czasu zamachu, jaki Dżimah Islamija przeprowadziła na Marriott w Dżakarcie w 2003 roku, w hotelach wprowadzono monitoring, kontrolę samochodów wjeżdżających na parkingi i wyrywkowo przeszukiwano gości. Zamachowcy znaleźli jednak sposób, aby obejść zabezpieczenia. Centrum dowodzenia urządzili w wynajętym pokoju na 18. piętrze hotelu Marriott. Policja znalazła tam gotową do użycia bombę i materiały do produkcji ładunków wybuchowych. Prawdopodobnie bomby zostały zmontowane na terenie hotelu, a do drugiego zostały przeniesione podziemnym pasażem, który łączy oba budynki. Zamachowcy celowo zdetonowali ładunki w restauracjach w porze śniadania. Wtedy panuje w nich największy ruch, bo hotele wliczają śniadanie w cenę pokoju. [srodtytul]Hotele to symbol [/srodtytul] – Wybór celu był oczywisty. Atak na hotele zagranicznych sieci to dla islamskich ekstremistów atak na symbol Zachodu i związki ich krajów z Zachodem – mówi „Rz” David Wright-Neville z Monash University w Australii. Prezydent Indonezji Susilo Bambang Yudhoyono w przemówieniu do rodaków przyznał, że akt terroru zaszkodzi gospodarce, handlowi, turystyce i wizerunkowi kraju w oczach świata. Pierwsze efekty już widać. Wyjazd do Indonezji odwołała drużyna Manchesteru United, która w poniedziałek miała rozegrać mecz, na który sprzedano 100 tysięcy biletów. Dżimah Islamija oprócz poprzedniego zamachu na Marriott ma na koncie także m.in. krwawy zamach w 2002 roku na wyspie Bali, w którym zginęło ponad 200 osób. Ostatnim razem zaatakowała w październiku 2005 roku. W trzech restauracjach na Bali zginęło 20 osób.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL