Prawo drogowe

O kierowcach na „potrójnym gazie”

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Dlaczego informacja o tym, że policja za pomocą narkotesterów zamierza „obalać mit”, iż kierowca pod wpływem środków odurzających jest bezkarny, wzbudza niepokój sędziego Sądu Rejonowego w Tarnowie
W artykule „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” zwracałem uwagę na brak możliwości stwierdzenia, czy fakt, że w organizmie kierującego znajduje się środek o działaniu depresyjnym na ośrodkowy układ nerwowy (OUN), różny jednak od alkoholu, stanowi przestępstwo czy tylko wykroczenie. I choć od tamtej pory upłynęło kilka lat, problem nadal jest aktualny.
[srodtytul]Nierozwiązywalny problem[/srodtytul] A polega on na tym, że o ile w art. 46 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=FB9CA29BA6D71BCD0C3D690E29EF2245?id=185407]ustawy z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi[/link] znajduje się definicja stanu po użyciu alkoholu oraz stanu nietrzeźwości (definicję tego ostatniego zawiera także art. 115 § 16 kodeksu karnego), o tyle brakuje podobnych definicji odnośnie do stanów spowodowanych zażyciem różnego rodzaju narkotyków lub podobnego świństwa.
Już w tym miejscu muszę rozczarować tych, którzy rozwiązania problemu upatrują w ustawie z 24 kwietnia 1997 r. o przeciwdziałaniu narkomanii. Znajdująca się tam definicja „środka odurzającego” została bowiem stworzona wyłącznie na użytek tej ustawy. Przekonuje o tym argument, że obok środków odurzających wymieniono także substancje psychotropowe, a każda z tych kategorii zamieszczona jest w osobnym katalogu. Wśród substancji psychotropowych można znaleźć tak popularne, jak relanium czy amfetamina i jej analogi oraz tetrahydrokannabinole będące naturalnymi składnikami ziela konopi indyjskich, ale też bardziej egzotyczne, jak choćby meskalina czy psychedryna. Tym samym twierdzenie, że osoba prowadząca jakikolwiek pojazd, w której organizmie znajduje się morfina, popełnia przestępstwo (morfina według ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii jest środkiem odurzającym), a ta, która sięgnęła po ecstazy (do tej grupy należą halucynogenne MD-MA, MDE, MDA i inne), jedynie wykroczenie, byłoby sprzeczne nie tylko z zasadami wykładni, ale i ze zdrowym rozsądkiem. W konsekwencji w pewni uprawnione jest twierdzenie, że pojęcia „stan po użyciu środka działającego podobnie do alkoholu” i „stan pod wpływem środka odurzającego” mają ten sam zakres znaczeniowy. To oczywiście rodzi nierozwiązywalny problem, za co powinna odpowiadać osoba, w której organizmie znajduje się środek o działaniu podobnym do alkoholu. [srodtytul]Zdaniem Sądu Najwyższego[/srodtytul] Jakiś czas temu problem ten stanął na wokandzie Sądu Najwyższego. Oczekiwałem, że SN wystąpi do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy art. 178a k.k. w zakresie, w jakim penalizuje prowadzenie pojazdów pod wpływem środka odurzającego, jest zgodny z art. 41 ust. 1 konstytucji, który to przepis wyraża zasadę określaną jako lex certa. Niestety. W [b]wyroku z 7 lutego 2007 r. (VKK 128/06) SN [/b]orzekł, że stanem pod wpływem środka odurzającego jest taki stan, który wywołuje – w zakresie oddziaływania na ośrodkowy układ nerwowy, zwłaszcza zakłócenia czynności psychomotorycznych – takie same skutki jak stan nietrzeźwości po spożyciu alkoholu. Od tego stanu odróżnia się stan po użyciu środka działającego podobnie do alkoholu, a więc i środka odurzającego, który – w zakresie skutków – jest równoważny stanowi po użyciu alkoholu. Stan taki jest znamieniem wykroczeń określonych w art. 86 § 2, 87 § 1 i 2 oraz 96 § 1 k.w. Z pozoru jest to logiczna wykładnia. SN nie wziął jednak pod uwagę, że nie istnieje prawdopodobnie środek, którego działanie byłoby na tyle podobne do działania alkoholu (w sensie ograniczenia zdolności do bezpiecznej jazdy), aby można było stwierdzić, iż dane jego stężenie w organizmie spowoduje takie same skutki jak alkohol o stężeniu od 0,2 do 0,5 promila oraz od 0,5 promila wzwyż, które to stężenia odpowiadają stanowi po użyciu alkoholu i stanowi nietrzeźwości, nie mówiąc o tym, że ilość takich środków jest w istocie nieograniczona, a tylko środki w obrębie danych grup mają podobne działanie. Innymi słowy wykładnia, że gdy w organizmie kierującego pojazdem znajduje się mniejsza ilość środka o działaniu depresyjnym na OUN, to odpowiada on za wykroczenie, a jeżeli większa, to za przestępstwo, pozbawiona jest obecnie jakiegokolwiek uzasadnienia. [srodtytul]Co wykaże narkotester[/srodtytul] Z tym większym niepokojem czytam teraz, że policja zamierza „obalać mit”, iż kierowca pod wpływem środków odurzających jest bezkarny, używając do tego narkotesterów. Mniej zorientowanym wyjaśniam: urządzenia takie mogą służyć najwyżej tzw. badaniom skryningowym, których celem jest wykrycie ewentualnych „biorców”. Nie zagłębiając się w meandry problemu, jest tak przede wszystkim dlatego, że na ich podstawie można jedynie stwierdzić, iż w organizmie badanego znajduje się metabolit takiego to a takiego środka. Narkotestery nie są jednak w stanie „pokazać”, czy jest to metabolit aktywny czy nieaktywny. Tym samym wynik mający wartość dowodową otrzymamy dopiero po przeprowadzeniu badania metodami laboratoryjnymi. Do czego zmierzam? W jeszcze większy niepokój wprawiła mnie informacja, że to policja będzie decydować, czy sprawcy postawić zarzut popełnienia przestępstwa czy wykroczenia, właśnie na podstawie kryterium ilościowego! Bo chociaż nie zostało to wyraźnie wyartykułowane, to czytelnik owego tekstu mógł odnieść wrażenie, że na podstawie badania narkotesterem policja będzie ustalać, czy sprawca zażył większą czy mniejszą działkę (sic!). Jeżeli tego rodzaju informacje podaje dziennikarzowi pracownik Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, to strach pomyśleć, co się stanie, jeżeli rzeczywiście do szeregowych funkcjonariuszy trafi tych kilkadziesiąt tysięcy dalszych narkotesterów, których zakup zapowiada KG! Nie jest to wyłącznie teoretyczny problem. Jeżeli SN nie bardzo wiedział, jak wyjaśnić relacje między art. 178a k.k. i art. 87 k.w., to jak mają sobie z tym radzić sędziowie sądów powszechnych, do których może trafić lawina aktów oskarżenia lub wniosków o ukaranie? Jak się wydaje, jedynym rozwiązaniem będzie wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego. Nie trzeba być bowiem szczególnym znawcą tematu, by już na pierwszy rzut oka stwierdzić, że regulacja ta jest sprzeczna z konstytucją.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL