Publicystyka

Nowe życie Stronnictwa Demokratycznego

Piotr Winczorek
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Ci, którzy chcą głosować użytecznie, często wybierają PO jedynie z konieczności. Jeśli zatem SD zdoła przekonać obywateli, że ich głos nie zostanie zmarnowany, może odnieść sukces – pisze konstytucjonalista i były działacz SD
Nie jestem pewien, czy to ja powinienem być autorem tego artykułu. Przed 1990 r. byłem członkiem Stronnictwa Demokratycznego i, jak sądzę, odgrywałem w nim pewną rolę. Mam więc do tej partii stosunek osobisty. Mogę być zatem podejrzewany o brak krytycyzmu czy nawet obiektywizmu.
Lecz patrząc dziś na podjęte przez Pawła Piskorskiego, nowego przewodniczącego SD, próby wyciągnięcia Stronnictwa z politycznego niebytu i nadania mu nowej dynamiki, nie mogę nie postawić sobie pytania, czy mają one szanse powodzenia, czy też skończą się porażką, tak jak wiele innych działań, które przedsiębrano celem powołania do życia całkiem nowych lub odrodzenia starych (np. PPS, Stronnictwa Pracy, Chrześcijańskiej Demokracji) organizacji partyjnych. [srodtytul]Wraz z „Solidarnością”[/srodtytul]
Cokolwiek powiedzieć o jego przeszłości, zwłaszcza w czasach PRL, Stronnictwo Demokratyczne ma pecha. Wraz z „Solidarnością” oraz ZSL brało udział w swoistym przewrocie politycznym, który doprowadził, po wyborach z czerwca 1989 r., do powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Taki bieg wydarzeń był jeszcze trudno wyobrażalny bezpośrednio po Okrągłym Stole i po wyłonieniu Sejmu PRL X kadencji. Udział SD w krótkotrwałym, ale niesłychanie ważnym dla dalszych dziejów naszego kraju gabinecie opartym na nowej koalicji parlamentarnej był w istocie ostatnim aktem jego istnienia na naszej scenie politycznej. W wyborach do Sejmu RP I kadencji Stronnictwo poniosło druzgocącą porażkę i znalazło się w głębokim cieniu. Porażka ta była tym bardziej dotkliwa, że partnerzy SD z poprzedniej epoki – PZPR i ZSL, po kolejnych organizacyjnych i politycznych przepoczwarzeniach, przetrwali burze lat przełomu i w odświeżonej postaci ogrywają nadal znaczną rolę w życiu politycznym III RP. Po SD pozostały natomiast pielęgnowane głównie wśród członków i działaczy wspomnienia o dawnych jego ustrojowych propozycjach. Znaczna część tych propozycji doczekała się zresztą realizacji. Nastąpiło więc przywrócenie urzędu prezydenta państwa, Trybunału Stanu, sądownictwa administracyjnego, utworzenie sądownictwa konstytucyjnego, powrót do tradycyjnej nazwy państwa i do 3 Maja jako święta państwowego. Nie można jednak poważnie utrzymywać, że SD samo przeforsowało te zmiany. Stronnictwo było na to zbyt słabe zarówno przed, jak i – tym bardziej – po 1989 r. [srodtytul]Po nazwisku[/srodtytul] Dzisiejsze wysiłki mające na celu wyprowadzenie SD z politycznego niebytu dały już pierwsze rezultaty. O Stronnictwie zaczęto publicznie mówić, czasami dobrze, czasami krytycznie, ale po nazwisku. Nazwa „Stronnictwo Demokratyczne” i jego logo pojawiają się w telewizji i na łamach prasy, przewodniczący partii jest dobrze rozpoznawalnym politykiem, nieźle znani są też ludzie, których już przyciągnął lub chciałby przyciągnąć do współpracy z partią. W Sejmie pojawiło się koło poselskie SD, instytucja, której nie widziano tam od 19 lat. Stronnictwo głośno wyraża swoje aspiracje wyborcze: samorządowe, parlamentarne, a być może i prezydenckie. Posiada majątek w postaci nieruchomości, który po spieniężeniu może dostarczyć środków przeznaczanych na działalność polityczną, w tym przede wszystkim potrzebnych do prowadzenia przyszłych kampanii wyborczych. Są to w rękach partii i jej kierownictwa ważne atuty. Lecz to zdecydowanie nie wystarcza, aby SD miało szansę powrotu do pierwszej lub choćby drugiej politycznej ligi. Problemem zasadniczym i podstawowym zadaniem nowego kierownictwa Stronnictwa, poza sprawnym tworzeniem struktur organizacyjnych w kraju, pozostaje, moim zdaniem, dobre rozpoznanie sytuacji na polskim rynku partyjnym, a także na rynku idei i programów działania. Jak wiadomo, jest on dziś zmonopolizowany przez cztery ugrupowania. Dwa z nich (PO i PiS) reprezentują siły mniej lub bardziej konserwatywne społecznie i ideowo. Platforma wydaje się bardziej europejsko-prorynkowa, PiS bardziej narodowo-socjalne. PSL to partia jednego tylko środowiska – wsi i małych miast. Jest to środowisko kurczące się demograficznie i również podatne na konserwatywne i socjalne idee. SLD z kolei jest dziś jedynym liczącym się ugrupowaniem przedstawiającym się otwarcie jako lewicowe i tak postrzeganym przez opinię publiczną. Na dalekiej lewicy albo prawicy SD nie ma czego szukać i wątpię, by chciało to czynić. Niemal całkowite zabudowanie przestrzeni politycznej w Polsce skazuje SD na konieczność wybicia sobie na niej miejsca kosztem ugrupowań, które przestrzeń tę obecnie opanowały. Nie jest to niemożliwe, ale wymaga od Stronnictwa znacznej zręczności i sporego wysiłku. Wydaje się, że głównym jego przeciwnikiem w tych staraniach będzie Platforma Obywatelska, w mniejszym zaś wymiarze – PiS oraz SLD. [srodtytul]Bez skrajności[/srodtytul] Jeśli SD nie chce całkowicie odstąpić od swoich polityczno-ideowych tradycji (prawda, że w ciągu całego okresu istnienia Stronnictwa w różnym stopniu kultywowanych), będzie musiało prezentować myśl umiarkowanie liberalną z lekką nutą socjalną w sferze gospodarki, umiarkowanie liberalną i raczej świecką niż agresywnie wyznaniową w sferze wartości, demokratyczno-samorządową w dziedzinie ustroju państwowego oraz wyraźnie proeuropejską. Kładę tu nacisk na umiarkowanie, ponieważ skrajności, jak sądzę, nie znajdą już dziś w Polsce dostatecznego popytu. Są zresztą reprezentowane w wystarczający sposób przez innych. Niezbędne będzie także przełożenie tych idei na programy operacyjne o krótkim i długim zasięgu realizacji. Będzie rzeczą interesującą obserwować, czy Stronnictwo zdoła wypracować własny wizerunek w taki sposób, który świadczyłby o zachowaniu przez nie ideowej tożsamości, zakorzenionej w dobrej części jego tradycji, dostatecznie przy tym oryginalny, odmienny i atrakcyjny na tle propozycji wysuwanych przez inne ugrupowania podobnego rodzaju. [srodtytul]Oferta dla młodzieży[/srodtytul] Stronnictwo Demokratyczne nosi na sobie garb przeszłości. Kierownictwo partii winno się do niej w obiektywny sposób odnieść, a w każdym razie nie powinno o niej zapominać. Będzie ona Stronnictwu z pewnością wypominana przez jego konkurentów i przez komentatorów. Ale powstaje pytanie, czy istnieje dziś i w dającej się przewidzieć przyszłości w Polsce zapotrzebowanie na koncepcje, które mogłyby odpowiadać zarysowanemu wyżej modelowi. Dotychczasowe próby znalezienia dla nich odbiorcy (a zwłaszcza wyborcy), podejmowane w jakiejś mierze np. przez Lewicę i Demokratów czy ostatnio Przymierze dla Przyszłości, nie bardzo się powiodły. Dawniejsze, związane przede wszystkim z Unią Demokratyczną, Unią Wolności i Partią Demokratyczną, wyraźnie przegrały. Być może zaważyły na tym brak lub wyczerpywanie się dynamizmu przywódców, brak środków materialnych, niedostatek dobrych pomysłów organizacyjnych czy choćby przebojowości medialnej. Nie sądzę jednak, aby idee, które usiłowały prezentować te organizacje, całkowicie w Polsce społecznie obumarły. Klienteli dla swoich idei SD może szukać głównie wśród mieszkańców dużych miast, wśród części młodzieży, zwłaszcza akademickiej. Przekonywający jest, moim zdaniem, wyrażany nieraz pogląd, że siłą Platformy Obywatelskiej jest brak dla niej stosownej alternatywy politycznej. Głosowanie na PO w kolejnych wyborach jest często bardziej aktem sprzeciwu wobec PiS lub SLD niż opowiedzeniem się za jej kandydatami, opowiedzeniem wynikającym z głębokiego polityczno-ideowego przekonania. [srodtytul]Wyłom w murze[/srodtytul] Ci, którzy chcą głosować użytecznie, ale obawiają się, że ich głos zostanie stracony, skłaniają się ku propozycjom personalnym PO jedynie z konieczności. Bywa, że woleliby widzieć w Sejmie, Senacie i samorządzie innych niż związanych z Platformą, bliższych sobie ludzi. Nie głosują na nich albo dlatego, że w ogóle w wyborach się oni nie pojawiają, albo dlatego, że nie wierzą, aby mogli oni uzyskać dostateczne poparcie wyborcze i zdobyć mandaty. Jeśli zatem SD zdoła przekonać obywateli, że ich głos nie zostanie zmarnowany, może odnieść sukces. Na szanse dzisiejszego SD patrzę chłodnym okiem, bez pełnego przekonania co do tego, że partia otrzyma od losu kolejne życie. Niemniej jednak nie sądzę, aby było źle, gdyby to właśnie Stronnictwu Demokratycznemu udało się uczynić wyłom w murze zbudowanym dziś z czterech ugrupowań parlamentarnych. Jeśliby Stronnictwu udało się przekroczyć samodzielnie w najbliższych wyborach sejmowych próg 3 procent, byłby to sukces, jeśli przekroczyłoby próg 5 procent, sukces ten trzeba byłoby nazwać ogromnym. [i]Autor jest prawnikiem, znawcą tematyki konstytucyjnej. W latach 1967 – 1990 był działaczem Stronnictwa Demokratycznego. Pełnił m.in. funkcję wiceprzewodniczącego Centralnego Sądu SD[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL