Opinie

Między rynkiem a polityką

- W procesie rozwoju prawa spółek wiele pojęć straciło dosłowność: papier wartościowy najczęściej nie jest papierem, akcji na okaziciela nie można okazać, spółka jednoosobowa zaś wcale nie jest spółką osobową - Andrzej S. Nartowski, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów
W procesie rozwoju prawa spółek wiele pojęć straciło dosłowność: papier wartościowy najczęściej nie jest papierem, akcji na okaziciela nie można okazać, spółka jednoosobowa zaś wcale nie jest spółką osobową.
Właśnie pojawia się nowy paradoks: akcjonariusz bez akcji. 3 sierpnia wejdzie w życie nowelizacja kodeksu spółek handlowych przewidująca możliwość uczestniczenia w walnym zgromadzeniu podmiotu, który wprawdzie posiadał akcje w dniu rejestracji, lecz zbył je przed walnym. Nowe regulacje wymagają uwspółcześnienia statutów wielu spółek. Jak często bywa, pierwszą z podejmujących wyzwanie jest PKN Orlen. Lecz zgłoszone przez zarząd (niewątpliwie w porozumieniu ze Skarbem Państwa) propozycje zmian w statucie spółki budzą zastrzeżenia wielu inwestorów instytucjonalnych.
Z jednej strony na rynku obowiązuje zasada: tyle władzy w spółce, ile udziału w jej kapitale. Z drugiej – nie brak opinii, że Orlen jest krzyżówką rynku z polityką, ogniwem bezpieczeństwa energetycznego państwa, przeto interes publiczny jest tu niemniej ważny niż prywatny. Inwestorzy instytucjonalni z zasady nie akceptują rozwiązań mających chronić spółkę przed przejęciem; Skarb Państwa gotów jest chronić swój prymat nad spółką nawet kosztem jej efektywności. Spółka i Skarb Państwa dążą do zwiększenia przejrzystości akcjonariatu. Słusznie. Skoro wymaga się przejrzystości od spółek giełdowych, dlaczego nie oczekiwać jej od akcjonariuszy wchodzących w różnorodne konstelacje, zależności i porozumienia? Ponadto proponuje się ograniczenie – do 10 proc. ogólnej liczby głosów – siły głosów akcjonariuszy złączonych w zgrupowaniu (a kto jest tym dotknięty, wskaże już sama spółka). W zamian proponuje się koncesję dla inwestorów instytucjonalnych: dostaną miejsca w radzie nadzorczej. Czy taki zgniły kompromis leży w ich interesie? Moim zdaniem – tak. Lepsza szansa kilku miejsc w radzie niż humory Skarbu Państwa, który może przyzna jedno, może nie. Kompromis jest zresztą przejściowy. Dopóki państwo jest słabe, trzyma się rozpaczliwie przywilejów korporacyjnych. Kiedy dojrzeje, okrzepnie, będzie chroniło interes publiczny środkami legislacyjnymi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL