Styl życia

Co zrobić z garniturem jak lody waniliowe

ROL
Jasny garnitur jest dobry do ogrodu w letnie przedpołudnie. Do pracy się nie nadaje. Podobnie jak krótkie rękawy
Co roku razem ze wzrostem temperatury w biurach i na sejmowych korytarzach wyrastają panowie, którzy wyglądają, jakby wpadli tam przypadkiem z garden party w willi nad Morzem Śródziemnym. Skąd wzięło się przekonanie, że garnitur w kolorze kości słoniowej razem z pasującymi do niego butami w tym samym kolorze jest najodpowiedniejszym strojem do pracy?
Powodów tego fashion faux pas mogę się tylko domyślać. Przede wszystkim: w ubraniu od wielu lat sfera wypoczynkowa atakuje sferę służbową. Koszule z krótkimi rękawami, koszulki polo, sportowe spodnie, buty żeglarskie przyjęły się jako letni standard w niewielkich firmach, mediach, reklamie, wolnych zawodach. To „smart casual”, amerykańskie podejście do stroju – wygodnie, sportowo. Ruch oporu przeciw garniturowi. Bo sztywny, bo gorący. Kto nie musi, coraz rzadziej nosi go w pracy, szczególnie w lecie. Drugi powód ma podłoże aspiracyjne. Jasne kolory zawsze oznaczały zamożność. Biednego nie było na nie stać. Chociaż w międzyczasie przyszły pralki i biel się zdemokratyzowała, to przekonanie, że jest kolorem klasy wyższej, zostało. Jednak to, co było na miejscu w majątku ziemskim w letnie przedpołudnie, w sytuacji służbowej wygląda niepoważnie.
Krzysztof Łoszewski, stylista, wykładowca w Akademii Dyplomatycznej, opowiada, jak jeden z prawników, z którymi prowadzi szkolenia na temat ubrania, pochwalił mu się, że właśnie kupił elegancki garnitur w kolorze waniliowym. – Skoro już go pan ma... Ale chyba nie ma pan zamiaru nosić go do pracy, odpowiedział Łoszewski. Adwokat był rozczarowany. [srodtytul]Piątki bez krawata[/srodtytul] Garnitur z krawatem aż do wczesnych lat 70. pozostawał nie tylko strojem służbowym, ale naturalnym ubraniem mężczyzny, w którym chodził w świątek – piątek, w pracy, w domu. Nawet chłop za pługiem nosił marynarkę. Zasady ubierania przekazywano z ojca na syna. Dzisiejsi 30-latkowie są pokoleniem T-shirtu, które nie ma pojęcia, co to garnitur szyty na miarę. Znają trzy rozmiary: S, M i L. A jeśli już muszą nosić się w biurze pod krawatem, marzą o chwili, kiedy można będzie wskoczyć w oswojone dżinsy. Firmy starają się rozluźniać rygory, żeby ułatwić życie pracownikom. Friday dressed down, czyli piątek bez krawata, Europa importowała ze Stanów razem z klimatyzowanymi biurowcami. Ale w lecie ma się wrażenie, że rozebrany piątek przeniósł się na inne dni tygodnia. Zimą wszystko ginie pod swetrami i marynarkami. W lecie w firmach panie świecą golizną, panowie rozlazłością. Zasady uległy dezintegracji. Wielu uważa, że rozwiązaniem w upał jest za duże polo, najlepiej wyrzucone na spodnie. Do tego sandały ze skarpetkami. Albo ów nieszczęsny jasny garnitur jak z Riwiery. Byłam niedawno na konferencji prasowej organizowanej przez ambasadę Francji. W ciepły dzień Francuzi stawili się karnie w ciemnoszarych lub granatowych ubraniach. Polski tłumacz świecił kremowym, lekko wygniecionym oraz dobranymi do niego jasnobeżowymi butami. Przypomnieli mi się posłowie Samoobrony z ubiegłej kadencji. Oni także wychodzili z założenia, że kremowy garnitur to najelegantszy strój do pracy w Sejmie. [srodtytul] Tropik w tropiku[/srodtytul] – Garnitur do pracy powinien być ciemny – mówi Aleksandra Drzewiecka, właścicielka Dresscode, łódzkiej firmy szyjącej ubrania służbowe, która ubierała m.in. Kancelarię Sejmu i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. – Żadna szanująca się instytucja nie zamówi ani jasnych, ani gniotących się tkanin. Lniany garnitur jest dobry w redakcji, ale nie w banku czy ministerstwie. Letnie garnitury Dresscode szyje z lekkich wełen, tzw. tropików. Metr kwadratowy takiej tkaniny waży ok 250 g. Sposobem oznaczania wełny jest znak 100’s, 120’s. „Setka” lub „studwudziestka” nie oznacza 100 proc. wełny, lecz świadczy o grubości nitki. Im liczba większa, tym nitka cieńsza, a tkanina delikatniejsza i lżejsza. 100’s to dobry standard, najlepsze garnitury mają oznaczenia 110’s, 120’s, a nawet 140’s. Wełniany tropik jest idealny na letnie garnitury – przewiewny, chłodny i niegniotący. W kolorze grafitowym lub granatowym nie staje się bardziej gorący. „Dressing the man” Alana Flussera, dzieło fundamentalne, jeśli chodzi o ubieranie mężczyzny, wśród letnich tkanin na garnitury wymienia pięć rodzajów. Wszystkie to wełny. W Ministerstwie Spraw Zagranicznych, enklawie zasad konserwatywnej elegancji, jasny garnitur nie wchodzi w rachubę. – W dyplomacji wszyscy muszą wyglądać tak, jakby w każdej chwili mogło wydarzyć się coś ważnego – mówi Bogumiła Więcław, radca -minister w Protokole Dyplomatycznym MSZ. – Obowiązuje ciemny garnitur, koszula z długimi rękawami i krawat w ciemnym kolorze. W lecie też. Kolory jasne uważane są za sportowe. Dopuszczalne są tylko na okazje nieoficjalne – kiedy w programie jest wycieczka, zwiedzanie czy impreza w plenerze. [srodtytul]Krótkie w żadnym wypadku[/srodtytul] Z koszulą w lecie jest kłopot. A raczej z rękawem. Prawda jest okrutna; krótki rękaw, chociaż chłodny i wygodny, nie wzbudza szacunku. Ostatecznie akceptujemy go u urzędnika w banku, u akwizytora, ale poważny biznesmen lub wysoki urzędnik wygląda niepoważnie z krótkim rękawem. Co z tym zrobić? Zawijać długie rękawy, gdy gorąco? – Rękawy ani mankiety nie powinny być zawinięte – odpowiada Bogumiła Więcław. – Ale proszę pamiętać, że zalecenia MSZ są bardziej restrykcyjne niż w wielu firmach i korporacjach. [srodtytul]Nie ma zmiłuj[/srodtytul] Aleksandra Drzewiecka: – Koszule z krótkim rękawem zamawiają u mnie banki. Nosi się je do spodni od garnituru. Długie rękawy można zawinąć. Alan Flusser w ogóle nie dopuszcza istnienia czegoś takiego jak krótki rękaw. – Zawijamy – odpowiada kategorycznie Łoszewski. To całkowicie przyjęte. I zaznacza, że na służbowym spotkaniu marynarkę można zdjąć wtedy, gdy wcześniej zrobi to szef. W dyplomacji nie ma zmiłuj. Koszula musi być z długim rękawem, krawatem, wyprasowana, a nawet czasami zwraca się uwagę, żeby rękaw wyprasowany był na okrągło, czyli bez zagięcia. Krótki rękaw może zdarzyć się tylko w drodze wyjątku. – Kiedyś nasza delegacja miała jechać do Izraela. Izraelskie MSZ przysłało notę, w której prosiło o koszule z krótkim rękawem – opowiada Bogumiła Więcław. Ale to z powodu upału. Innych podobnych sytuacji nie przypomina sobie. Nie bądźmy fundamentalistami. Nie wszyscy pracują w dyplomacji. Ktoś, kto nie nosi do pracy garnituru, ale sportowe spodnie albo dżinsy, może spokojnie w lecie mieć koszulę z krótkimi rękawami. Byle wyprasowaną. Byle nie T-shirt wyrzucony na wierzch, bo to dobre przy kopaniu ogródka. Jedyne, co można zrobić z tą koszulą w lecie, to ją pokolorować. Kilka lat temu z wysp brytyjskich przyszła moda na pastelowe kolory. Różowe, żółte, turkusowe z białymi mankietami legitymizował książę Karol. W Polsce przyjmowały się z oporami, w końcu mężczyźni się do nich przyzwyczaili. Różowe już nikogo nie razi, zwłaszcza latem. Nawet z różowym krawatem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL