Muzyka

Bunt i plotka, czyli przypadkowy heros

Morrissey krytykuje, wyśmiewa i komentuje poczynania rządów, pretendentów do tronu i muzycznych gwiazd. Warto zobaczyć, co ma do powiedzenia na scenie
PAP/EPA
Ekscentryczny wokalista Morrissey wystąpi jutro w Stodole w ramach „Tour Of Refusal”. To jego pierwsza wizyta w Warszawie.
Narcystyczny oszust finansowy, wstrzemięźliwy homoseksualista, starannie pielęgnujący permanentną depresję wegetarianin... Już tych kilka cech wystarczyło, by uczynić Morrisseya bohaterem dziesiątków plotek wyświetlających ich bohatera jako hałaśliwego skandalistę.
Czy byłby nim, gdyby oprócz posiadania talentu do robienia wokół siebie medialnego szumu nie był także żywym klasykiem rocka? Pytanie pozostaje otwarte. Pewne jest tylko, że do Warszawy Morrissey przyjedzie w tej drugiej roli. Promować będzie najlepszy od dłuższego czasu album „Years Of Refusal”. [srodtytul]Tekściarz na scenie[/srodtytul]
Morrissey stał się herosem brytyjskiej sceny trochę z przypadku. W młodości bardziej niż tworzenie muzyki interesowało go komentowanie popkultury. Nie mając nawet 20 lat, opublikował biografię Jamesa Deana „James Dean Isn’t Dead”, niewiele później stworzył książkę o swoich muzycznych idolach – punkowej legendzie The New York Dolls. Pisywał też regularnie listy do magazynu „Melody Maker”, z których wiele się ukazywało. Nawet kiedy stał się członkiem szczęśliwie zapomnianej dziś formacji Nosebleeds, uważał się raczej za tekściarza niż muzyka. I jako tekściarz właśnie Morrissey stawił się w 1982 roku na rozmowę z poszukującym współpracowników gitarzystą Johnnym Marrem. Efektem było powstanie The Smiths – grupy zjawiskowej, która istniejąc zaledwie pięć lat, przemodelowała ówczesne myślenie o rocku i do dziś zapładnia wyobraźnię młodych wykonawców sceny alternatywnej. Oprócz znakomitych tekstów – z jednej strony pełnych iście punkowej kontestacji, z drugiej jednak pogłębionych dobrą znajomością angielskiej poezji i psychologicznym zacięciem – Morrissey tu właśnie zabłysnął jako oryginalny wokalista oraz charyzmatyczna postać sceniczna. [srodtytul]Naiwniacy i śmieszny Karol[/srodtytul] The Smiths pozostawili po sobie cztery klasyczne już dziś płyty. Po rozpadzie grupy w 1987 roku Morrissey rozpoczął karierę solową. Trudno byłoby nazwać ją pasmem sukcesów. Pierwsze albumy – „Viva Hate” i „Kill Uncle” – spotkały się z chłodnym przyjęciem. Późniejsze – przełomowy „Your Arsenal” czy przebojowy „Vauxhall And I” – sprzedawały się lepiej, ale wciąż nie na tyle dobrze, by usprawiedliwić gwiazdorski status wokalisty. Morrissey jednak potrafi uczyć się na błędach. Od końca lat 90. bardzo umiejętnie gra swoim wizerunkiem, powodując, że jego nazwisko rzadko znika z gazet. Ostro krytykował wojowniczą politykę USA, przy okazji nazywając przeciętnych Amerykanów naiwniakami. Obraził się na Kanadę za polowania na foki. Wyśmiał księcia Karola, twierdząc, że sama myśl o tym, że miałby on zasiąść na tronie, wydaje się zabawna. Nie oszczędził też zgryźliwych komentarzy gwiazdom, jak choćby Bono i Madonnie. Na szczęście nagrywa też coraz lepsze płyty. I być może na tym warto się skupić, wybierając się na jego pierwszy warszawski koncert. [ul][li] Morrissey – Stodoła, ul. Batorego 10, tel. 022 825 60 31 wtorek, godz. 20bilety: 199 zł [/li][/ul]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL