Sylwetki

Polska ma zbyt słaby dział marketingu

Jeffrey Immelt
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
- Dzisiaj ceny akcji nie mają żadnego związku z tym, jak dana firma radzi sobie na rynku - mówi Jeffrey Immelt, prezes koncernu General Electric
[b]Rz: Czy dopuszczenie do upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers we wrześniu ubiegłego roku było dobrą decyzją?[/b]
[b]Jeffrey Immelt:[/b] Gdyby taka sytuacja miała się powtórzyć, znalazłby się niejeden człowiek, który starałby się ratować Lehman Brothers. Upadek tego banku spowodował reakcję łańcuchową, która z kolei przyniosła nieoczekiwane i bardzo niekorzystne wydarzenia. W momencie upadku LB już zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że sytuacja jest naprawdę groźna. Upaństwowione zostały Fannie Mae i Freddie Mac. Ale Lehman Brothers, AIG, Wachovia – instytucje, które działały w bankowości od ponad 100 lat, zniknęły z rynku w ciągu czterech tygodni. [b]Jest pan orędownikiem tezy, że system finansowy już się tak mocno wykrwawił, że raczej gorzej już nie będzie, dlatego też koniec kryzysu się zbliża. Na jakiej podstawie pan tak uważa?[/b]
Rzeczywiście najgorsze już mamy za sobą. Sytuacja zdecydowanie stabilizuje się po niszczącym kryzysie, którego byliśmy świadkami w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Rynki kapitałowe ożywają, wracają zamówienia, zwłaszcza w Chinach i Brazylii. [b]Czy ma pan jakiś plan na podniesienie wartości akcji GE, które w tym kryzysie straciły już prawie 60 procent? [/b] Dzisiaj ceny akcji nie mają żadnego związku z tym, jak dana firma radzi sobie na rynku. GE, działając w obszarach infrastruktury, energetyki czy mediów, jest obecny na rynkach kapitałowych od lat. Podnieśliśmy kapitał, rokrocznie, co kwartał mamy zysk, nie bawimy się w żadne egzotyczne gry finansowe, ale mimo to inwestorzy patrzą bardzo negatywnie na GE Capital (część finansowa GE – przyp. red.). Wzrost kursu naszych akcji w krótkim okresie zależy więc od dostosowania się do cyklicznych zmian, uporania się ze złymi kredytami, stworzenia takiej samej struktury, jaką mają banki. Za pięć lat na rynku będzie mniej konkurencji, ryzyko nie będzie takie wysokie. I nadal uważam, że znajdzie się tam miejsce na mniejszy, bardziej ukierunkowany GE Capital. Nie ma co ukrywać – każda część GE ucierpiała mniej lub bardziej podczas tego kryzysu, ale akurat finanse poradziły sobie dobrze, nadal mamy spore zapasy gotówki. Dzisiaj inwestorom nie podoba się chwiejność rynków kapitałowych, dlatego dywersyfikują swoje inwestycje. I stąd bierze się spadek cen akcji. [b]Czy gotówka, którą posiada GE Capital, mogłaby zostać przeznaczona na kupno jeszcze jednego banku w Polsce? W Polsce jesteście właścicielem GE Money Bank Polska, który rok temu przejął tzw. mini-BPH?[/b] W Polsce zamknęliśmy transakcję przejęcia banku rok temu i chcę, aby doszło do jego pełnej integracji z GE Capital. Potem przyjrzę się, jak ten bank funkcjonuje. Wtedy zadecyduję, czy zainwestujemy w kolejny bank. Ale nie ukrywam, że cieszy nas sukces w polskiej bankowości. [b]Działalność GE w Europie Środkowej stanowi około 2 proc. waszych globalnych przychodów. Czy znaczenie naszego regionu wzrośnie?[/b] GE jest firmą globalną – działamy w ponad 100 krajach. W tym regionie GE zainwestowała jako jedna z pierwszych firm zachodnich. Na Węgrzech jesteśmy obecni od prawie 20 lat – wtedy dokonaliśmy pierwszego znaczącego przejęcia na węgierskim rynku. Jesteśmy też liczącym się inwestorem w Polsce, gdzie zatrudniamy 10 tysięcy osób, w Czechach i Rumunii. Od początku wiedzieliśmy, że powiększenie Unii Europejskiej spowoduje wzrost zamożności konsumentów w tych regionie. Co prawda, jeżeli chodzi o takie kwestie, jak energetyka, opieka zdrowotna czy infrastruktura, ten region wciąż potrzebuje wielu inwestycji, aby być konkurencyjnym. Z drugiej jednak strony Europa Środkowa dysponuje niewątpliwymi atutami, takimi jak choćby mieszkający tu ludzie – są dobrze wykształceni i mogą wykorzystać swój potencjał w zakresie badań i rozwoju, tak jak to ma miejsce w naszym warszawskim Centrum Inżynieryjnym EDC. Do tego dochodzi doskonałe położenie geograficzne waszego regionu, bo stąd można bez kłopotów produkować na rynek niemiecki, rosyjski i turecki. Po tych latach nadal wierzę w dobrą przyszłość Unii Europejskiej, nie rozczarowałem się, jeśli chodzi o Europę Środkową, chociaż dzisiaj sytuacja w Rosji stale zaskakuje, a UE przeżywa duże spowolnienie. Region powinien zacząć wychodzić na szersze wody, bo jest bardzo konkurencyjny, mimo że pozostaje niedoceniany. W międzynarodowej prasie ekonomicznej Polska czy Węgry to czarna dziura. Dział marketingu Polski powinien zdecydowanie coś z tym zrobić. Kiedy w Nowym Jorku czytam w „Wall Street Journal”, że Europa Środkowa chyli się ku upadkowi, chciałbym, żeby ktoś bronił jej dobrego imienia. Dla GE ten region jest miejscem, gdzie zdecydowanie oczekujemy wzrostu. [b]Ten kryzys przyniósł wzrost roli państwa w gospodarce. Kiedy i w jaki sposób rządy powinny się zacząć wycofywać z ingerencji w mechanizmy rynkowe?[/b] Sądzę, że znacznie głębsze będą powiązania pomiędzy rządami a biznesem i zapewne taka sytuacja potrwa dłuższy czas. Świat bardzo się zmieni, jeśli nie na zawsze, to na pewno na dłużej. Ale nie sądzę, żeby rząd Baracka Obamy chciał pozostać właścicielem General Motors na dłużej. Po prostu nie chciał, żeby General Motors upadło. Czy dobrze się stało? Nie wiem. Stało się i nie ma o czym mówić. Państwo będzie się starało tak szybko, jak to tylko możliwe, wycofać pieniądze z banków i firm, którymi je wsparło. Czy rynek będzie podlegał ściślejszym regulacjom? Raczej tak. Pytanie, czy rząd jest dobrym inwestorem? Tu warto wrócić do czasów po II wojny światowej – wtedy rząd w USA stał się właśnie największym inwestorem. Powstało wtedy wiele agencji rządowych, z których osiągnięć, takich jak choćby Internet, korzystamy każdego dnia. Wiele najnowocześniejszych technologii w transporcie i innych dziedzinach powstało za państwowe pieniądze. Tak więc dzisiejsza rola rządu w gospodarce nie jest niczym nowym. A państwo wróciło, bo mamy kryzys. Nie mam jednak wątpliwości, że ta rola w przyszłości powinna być zdecydowanie mniejsza. [b]A jak się zmienią same Stany Zjednoczone? [/b] Dotychczas zbyt mało wydawaliśmy na badania i rozwój nowych technologii. Kiedy tnie się właśnie te wydatki, spada eksport. Wiadomo również, że w czasach kryzysu spada popyt wewnętrzny, tak jest właśnie w USA. W tej sytuacji wydatki USA przeznaczone na badania i rozwój nowych technologii muszą wzrosnąć, a wtedy wzrośnie i eksport. Taka właśnie powinna być teraz wizja polityczna dla naszego kraju. Poza tym najwyższy czas skończyć z naszą arogancją. [b]Na czym ta arogancja Amerykanów polega?[/b] Nikt nikomu nie jest w stanie zagwarantować fantastycznej przyszłości – to dotyczy tak samo GE, Polski, waszej gazety, jak i Stanów Zjednoczonych. Chodzi o to, że jeżeli już przeszliśmy przez ten cały kryzys i nie znaleźliśmy w sobie ani trochę pokory, nie spojrzeliśmy na własne błędy, nie mamy szans na przetrwanie. Zmieniły się zasady gry i dla utrzymania konkurencyjności każdy kraj i każda firma musi robić więcej, niż robiła dotychczas. [b]Jak pan ocenia administrację Baracka Obamy?[/b] Sądzę, że rząd Baracka Obamy zrobił to, co powinien był zrobić, aby powstrzymać gospodarkę przed rozpadem. Teraz kilka lat potrwa redukcja zadłużenia Ameryki. [b]Cztery lata temu pana poprzednik, twórca koncernu GE, Jack Welch, rozmawiając z „Rz”, nadal mówił „to moja firma”. Czy trudno było panu zarządzać spółką, z którą Welch tak naprawdę nigdy się nie rozstał?[/b] Zostałem szefem GE w tym samym czasie, kiedy pękła spekulacyjna bańka internetowa. Zaraz potem był kryzys w roku 2001 – to były doświadczenia, które wymusiły zupełnie nowy styl zarządzania. Także 15 września 2008 r., czyli kiedy Lehman Brothers ogłosił upadłość, ani przez sekundę nie myślałem o Jacku Welchu. Świat się zmienia i dzisiaj jest całkowicie różny od tego, w którym Jack zarządzał GE. [ramka][srodtytul]CV[/srodtytul] Jeffrey Immelt, dyrektor generalny i prezes firmy GE, odwiedził Polskę na zaproszenie Senackiej Komisji Gospodarki Narodowej, gdzie 30 czerwca 2009 roku wygłosił przemówienie dotyczące nowego światowego ładu gospodarczego. Był to pierwszy raz w historii, gdy Senat zaprosił tak wysokiego rangą przedstawiciela sektora prywatnego i szefa globalnej firmy, jaką jest GE. Immelt, który rozpoczął pracę w GE w 1982 roku, jest członkiem grupy doradców ds. ożywienia gospodarczego prezydenta USA Baracka Obamy.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL