Biznes

Droga energia z atomu

Elektrownia jądrowa Żarnowiec
Fotorzepa, Piotr Wittman
Energetyka jądrowa: Prąd z elektrowni atomowych może kosztować prawie dwa razy więcej niż z węgla czy gazu
"Rz" dotarła do analizy wykonanej na zlecenie Polskiej Grupy Energetycznej, z której wynika, że ostateczny koszt produkcji jednej megawatogodziny energii atomowej wyniesie 550 – 690 zł, w zależności od tego, ile pochłonie sama budowa elektrowni.
Autor analizy prof. Stanisław Mielczarski, który jest koordynatorem UE ds. połączeń transgranicznych, do swoich wyliczeń wykorzystał model powszechnie stosowany przy tego typu inwestycjach w energetyce. Założył, że kredyt na budowę będzie miał realne oprocentowanie w wysokości 7 proc., a okres jego spłaty będzie rozłożony na 15 lat po zakończeniu prac. Przy podobnych założeniach energia z nowych elektrowni węglowych kosztowałaby za megawatogodzinę 200 – 240 zł, z gazowych – ok. 285 zł. Nawet jeśli uwzględnione zostaną wymogi ekologiczne, czyli obowiązek zakupu pozwoleń na emisję dwutlenku węgla, to i tak elektrownie węglowe i gazowe mają dużą przewagę nad atomową. Koszt wytworzenia w nich jednej megawatogodziny wynosić będzie wtedy ok. 370 zł.
Ekspert branży prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej przyznaje, że decydujące znaczenie dla tych kosztów ma pozyskanie kapitału na budowę elektrowni. – Przy obecnej cenie pieniądza energia jądrowa nie może być tańsza – mówi. – Pożyczając 5 mln euro, musimy oddać 11,5 mln euro. Energetyka jądrowa mogłaby być zatem tańsza tylko wtedy, gdyby budowa elektrowni nie była finansowana kredytem. Biorąc pod uwagę ogromne koszty, wydaje się to jednak nieprawdopodobne. Zgodnie z najnowszymi planami zarządu PGE (spółka ta ma odpowiadać za inwestycje w atom) budowa elektrowni jądrowych o mocy 6 tys. megawatów, która według wiceminister gospodarki Hanny Trojanowskiej jest "jak najbardziej zasadna", będzie kosztowała od 105 do nawet 130 mld zł. Nawet jeśli inwestorowi udałoby się zrealizować tak gigantyczne przedsięwzięcie bez pomocy kredytu, i tak koszty inwestycji w atom poniosą odbiorcy. Prof. Żmijewski uważa, że zamiast kredytu można by wprowadzić nowy system certyfikatów, czyli w praktyce rodzaj specjalnej opłaty na budowę elektrowni atomowej, którą wszyscy byśmy ponosili w cenie energii elektrycznej. Jak duża miałaby to być opłata, na razie nie wiadomo. Polska ma – jak przyznaje wiceminister Hanna Trojanowska – ambitne plany budowy energetyki jądrowej. W 2020 r. – zgodnie z tym, co planuje rząd – ma popłynąć prąd z pierwszej takiej elektrowni. O jej lokalizację walczy coraz więcej polskich gmin, m.in. Konin, Bełchatów, Gryfino czy Żarnowiec.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL