Lustracja

Brandenburgia agentów pełna

W berlińskich archiwach Stasi
AFP
Po dwudziestu latach od upadku NRD Brandenburgia utworzyła stanowisko pełnomocnika ds. Stasi. Nie oznacza to jednak, że w tym landzie rozpocznie się lustracja.
Brandenburgia była do tej pory jedynym landem wschodnich Niemiec, w którym nie działał pełnomocnik rządu zajmujący się skutkami działalności służb bezpieczeństwa byłej NRD. Nie było też wiarygodnej lustracji po zjednoczeniu Niemiec.
– Przyczyna jest wszystkim znana. W landzie, którego premierem był Manfred Stolpe, trudno było uchwalić ustawę lustracyjną z prawdziwego zdarzenia – tłumaczy prof. Klaus Schroeder, socjolog z Uniwersytetu w Berlinie. Stolpe był w czasach NRD blisko związany z Kościołem ewangelickim i jak wynika z akt Stasi, był jej współpracownikiem. Rządził Brandenburgią do 2002 roku, a później został nawet ministrem transportu w rządzie Gerharda Schrödera. To on oraz brandenburska SPD blokowali przez lata wszelkie próby rozliczenia z przeszłością. Efekt był taki, że lustrację pracowników administracji publicznej w Brandenburgii przeprowadzono bez jasnych kryteriów.
– W powołanych do tego celu komisjach zasiadali nawet byli współpracownicy Stasi – mówi prof. Schroeder. Jak obliczono, na rozpatrzenie akt jednej osoby przeznaczono średnio jedenaście sekund. Dlatego też w graniczącej z Polską Brandenburgii nadal roi się od agentów Stasi na stanowiskach państwowych. Zwłaszcza w policji. Jak wynika z informacji stacji telewizyjnej RBB, do dzisiaj pracuje 220 policjantów, którzy byli agentami. Jest wśród nich szef landowej policji kryminalnej. – Nie ma mowy o powtórnej lustracji. Popełnionych w przeszłości błędów nie da się już naprawić – mówi Jörn Mothes, desygnowany obecnie na stanowisko pełnomocnika ds. Stasi. Premier Brandenburgii Matthias Platzeck idzie dalej i twierdzi, że dwa dziesięciolecia po zjednoczeniu Niemiec w ocenie poszczególnych osób „należy brać pod uwagę ich postawę od 1990 roku”. Tymczasem w archiwach centralnego urzędu ds. akt Stasi w Berlinie znajdują się całe sterty nienaruszonych jeszcze akt dotyczących urzędników Brandenburgii. Mają do nich dostęp historycy i dziennikarze. Ci jednak coraz rzadziej z nich korzystają. Z kolei pełnomocnik Jörn Mothes nie ma dość pracowników, których mógłby skierować do archiwów, nawet gdyby chciał. Urząd ds. akt Stasi ma ze swej strony pełne ręce roboty z około 100 tysiącami wniosków obywateli rocznie, których interesuje zwartość ich teczek.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL