Klęski żywiołowe

PO skreśliła projekt z lat 30.

Zbiornik miał zabezpieczać przed powodziami całe dorzecze Wisłoki o powierzchni ponad 7,5 tysiąca hektarów. ?
Rzeczpospolita
Wstrzymana inwestycja. Mieszkańcy zagrożonych powodzią terenów od ponad 70 lat czekają na zbiornik wodny Kąty – Myscowa
Podczas powodzi w 15 podkarpackich gminach ucierpiało kilka tysięcy rodzin. Największe straty są na terenach położonych nad Wisłoką – w Jaśle, Brzostku, Pilznie, Dębicy i Mielcu, oraz w Ropczycach leżących nad dopływem Wisłoki – Wielopolką.
Gdyby powstał zbiornik Kąty – Myscowa w Beskidzie Niskim, którego budowę planowano już przed II wojną światową, straty zapewne byłyby mniejsze. Inwestycja miała zabezpieczać przed powodziami całe dorzecze Wisłoki na Podkarpaciu i w Małopolsce – w sumie tereny o powierzchni ponad 7,5 tys. hektarów. Jak przypomniał w swym blogu europoseł PiS Ryszard Czarnecki, zbiornik Kąty – Myscowa (wraz ze wszystkimi innymi projektami antypowodziowymi z Podkarpacia) został w lutym 2008 r. skreślony z listy projektów współfinansowanych przez UE przez minister rozwoju regionalnego Elżbietę Bieńkowską .
„Dramat setek ludzi byłby znacznie mniejszy, gdyby obecny rząd wdrożył projekty przygotowane przez poprzednią administrację” – pisze z kolei w interpelacji wiceszef PiS Marek Kuchciński z Podkarpacia. [srodtytul]Kwiatkowski to przewidział[/srodtytul] Przedwojenny wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski nie tylko budował Centralny Okręg Przemysłowy, ale też planował inwestycje, które miały chronić południe kraju przed powodziami. Jednym z projektów była budowa zbiornika wodnego w Beskidzie Niskim, który później przyjął nazwę Kąty – Myscowa. Wojna zniweczyła te plany. Władza ludowa wracała do przedwojennej koncepcji w 1967 r., a następnie w 1976 r. Ale na planach się skończyło. Przypomniano sobie o nich dopiero po wielkiej powodzi w 1997 r. Gorącym zwolennikiem budowy zbiornika był jasielski poseł Stanisław Zając, wicemarszałek Sejmu w czasach AWS. Wszystkie opcje polityczne były zgodne, że jego budowa jest konieczna. PSL przygotowało nawet własną koncepcję. – Nareszcie budowa zbiornika będzie mogła ruszyć – deklarował w 2006 r. poseł Jan Bury z PSL. – Zbiornik jest konieczny – dopominała się w tym samym czasie Krystyna Skowrońska, podkarpacka posłanka PO. [srodtytul]Kluczowy dla PiS, źle przygotowany dla PO[/srodtytul] Po wejściu do UE, w czasie rządów PiS, projekt został wpisany na listę kluczowych inwestycji. Na Wisłoce zaplanowano zalew od Myscowej do wsi Polany i Krempna o powierzchni 427 ha i pojemności 65,5 mln metrów sześciennych oraz zaporę o wysokości 43 metrów i długości w koronie ponad 600 metrów. Zbiornik miał powstać do 2015 r. Wstępnie obliczono koszty na 750 mln zł. Po wyborach 2007 r. nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska wykreśliła projekt z listy inwestycji kluczowych. Tłumaczyła, że inwestycja była źle przygotowana, a PiS wpisało ją na listę tylko ze względów politycznych. Wtórował jej w czerwcu 2008 r. wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski, który stwierdził, że budowa zbiornika jest na razie „nierealna”, bo nie dokonano wszystkich koniecznych wyliczeń. PiS nie zostało dłużne: twierdziło, że skreślenie to kara za przegraną PO na Podkarpaciu. Na politycznych kłótniach cierpią mieszkańcy. – Rząd chyba woli płacić potężne pieniądze na zwalczanie skutków powodzi i dalej narażać mieszkańców na niebezpieczeństwo, niż zapobiegać takim kryzysom – żalił się „Rz” po ubiegłorocznych podtopieniach Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło i szef Związku Gmin Dorzecza Wisłoki. Samorządowcy skarżyli się, że „nawet Niemcy podczas okupacji zrobili większy porządek w potokach niż Polacy przez 60 lat po wojnie”. W Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Krakowie poinformowano nas wczoraj, że część dokumentacji zbiornika jest gotowa, ale to od polityków zależy, czy i kiedy mogłaby ruszyć budowa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL