Koszykówka

Za dwa lata w czołówce

Krzysztof Koziorowicz
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Krzysztof Koziorowicz, pierwszy trener reprezentacji Polski koszykarek: Odmłodzenie reprezentacji stało się koniecznością. Zdecydowałem się na radykalne posunięcia.
[b]Rz: Po czterech latach kobieca reprezentacja znów zagra w finałach mistrzostw Europy. Jedziemy na Łotwę po sukcesy czy naukę? [/b]
Eliminacje potwierdziły, że mamy grupę ciekawych dziewcząt. Grupę, która ma marzenia i zmieniła się mentalnie, chociaż wciąż potrzebuje jeszcze czasu. Nowe zawodniczki potwierdziły swoje umiejętności w meczach eliminacyjnych, ale mistrzowski turniej to zupełnie inne granie. Już nie pojedyncze mecze, po których jest czas na przygotowanie do kolejnego pojedynku i ewentualne korekty. Gra się dzień po dniu. No i przeciwnicy są bardziej wymagający. W finałach nie ma już słabeuszy. [b]Rywalkami w fazie grupowej w Liepai będą 7 – 9 czerwca Łotyszki, Greczynki i Węgierki. [/b]
Łotwa to zespół z tradycjami, czwarty w poprzednich mistrzostwach Europy. Gdyby nie kontuzje kilku podstawowych zawodniczek, z pewnością wróciłby z Włoch z medalem. Teraz gra u siebie, więc tym bardziej liczy się w walce o podium. Węgierki pokazały swoją wartość choćby w euroligowych bojach w zespołach Pecsu i Sopronu. Ten drugi doszedł aż do Final Four. Anna Vajda i Katalin Honti decydują o sile tej drużyny. W ostatnich mistrzostwach Europy Węgry nie uczestniczyły, tak jak my, ale doszło do ich składu kilka utalentowanych dziewczyn i są groźne. O obliczu reprezentacji Grecji decydują dwie postacie – Anastasia Kostaki i Evanthia Maltsi grająca w USK Praga. Tego rywala też nie można lekceważyć. [b]Na co stać naszą reprezentację? Ewelina Kobryn zapowiada, że drużyna powalczy o medal. [/b] Trenerowi przyjemnie pracować z zespołem, który ma wiarę i marzenia, ale musi być realistą. Tę drużynę będzie stać na granie na dobrym europejskim poziomie za dwa lata, podczas finałowego turnieju w Polsce. To dla nas najważniejsza docelowa impreza, która daje szansę awansu na olimpiadę w Londynie. Ważne, żeby na Łotwie wyjść z grupy, powalczyć o ósemkę. Awans do niej to dobry wynik, a każde miejscepowyżej ósmego będzie wielkim sukcesem. [b]Prezes PZKosz mówi o udziale kobiecej reprezentacji w mistrzostwach świata za rok, a start w Czechach zagwarantuje miejsce w pierwszej piątce mistrzostw Europy. [/b] Bardzo byśmy chcieli. Na razie nie jesteśmy potentatem, jak Rosja, Hiszpania, Czechy czy Łotwa. Ale dziewczyny robią widoczne postępy. Wierzę, że będą grały coraz lepiej. Te mistrzostwa to jednak wielka niewiadoma. [b]Niedawno minęły trzy lata pana pracy jako głównego trenera kadry. Początki były trudne. Reprezentacji nie udało się zakwalifikować do mistrzostw Europy 2007 – jedyny raz w ostatnich dziesięciu latach. [/b] Przeżyłem bardzo ten nieudany debiut. Ale już wówczas, poza Małgosią Dydek, która nie grała z nami od początku, i Anią Wielebnowską, miałem w kadrze całkiem nowe postacie. Poza zawodniczkami Lotosu Gdynia pozostałych dziewczyn właściwie nie znałem. Sprawdzałem w kadrze wiele kandydatek, nie zdążył się ukształtować trzon zespołu. Mieliśmy też pecha – choroby Eli Międzik i Oli Karpińskiej. Do awansu w rozliczeniu z Izraelem i Słowacją zabrakło nam jednego małego punkciku, ot celnego osobistego. W pierwszej chwili rozważałem podanie się do dymisji. Po paru miesiącach zdecydowałem się przystać na propozycję prezesa i dalej pracować z reprezentacją. Kolejne eliminacje potwierdziły właściwy dobór do kadry. Dziś mamy w niej zawodniczki, które chcą i wierzą, że mogą grać na wysokim poziomie. [b]Skąd idea rewolucyjnej zmiany pokoleniowej w reprezentacji? Tylko Agnieszka Bibrzycka i... Kobryn grały w finałach ME 2005. Reszta będzie debiutować w mistrzowskiej imprezie. [/b] Od pamiętnych mistrzostw Europy 1999, na których Polska wywalczyła złoto, trzon zespołu długo był taki sam. Reprezentacja mocno skostniała. Nie dostawała świeżej krwi. Odmłodzenie stało się koniecznością. Zdecydowałem się na radykalne posunięcia. Doszedłem do wniosku, że młode wchodzące do zespołu zawodniczki, żeby odgrywać w nim jakąś rolę, muszą wziąć na siebie cały ciężar gry, poczuć pełną odpowiedzialność. Łatwo było grać w drużynie z Małgosią Dydek czy Sylwią Wlaźlak, ale jeśli młode pokolenie ma się rozwijać, musi to robić samodzielnie. [b]Nie ma Dydek i Wlaźlak, ale jest w kadrze gwiazda pierwszej wielkości Agnieszka Bibrzycka, która właśnie zdobyła mistrzostwo Rosji z UGMK Jekaterynburg. [/b] Agnieszka to klasowa zawodniczka. Młoda, ale już bardzo doświadczona, prawdziwy lider. Z przyjemnością przyjeżdża na kadrę. Ma bardzo pozytywny wpływ na zespół. Cieszę się, że w kadrze panuje znakomita atmosfera. Zebrały się w niej zbliżone wiekowo, dobrze rozumiejące się zawodniczki. Ważne, że na newralgicznej pozycji rozgrywającej mamy dwie koszykarki wnoszące dodatkową wartość do naszej gry. Dobrze uzupełniają się w tej roli kapitan zespołu Paulina Pawlak i Agata Gajda. Mam nadzieję, że potwierdzą swoje walory na Łotwie. [b]Ostatnio na towarzyskim turnieju w Stambule drużyna przegrała z Turcją 71:87, Hiszpanią 64:68 i wygrała z brązowym medalistą ostatnich ME – Białorusią – 87:70. Jak spędzicie ostatnie dni przed mistrzostwami? [/b] 30 i 31 maja w Gdyni i Bydgoszczy gramy dwumecz z Białorusią. Potem jeszcze trzydniowe konsultacje w Pruszkowie i 5 czerwca wylatujemy na Łotwę. Po turnieju w Turcji widać, że wszystko idzie w dobrym kierunku. [b]Czym zaskoczymy rywalki?[/b] Zupełnie nowym stylem: bardzo agresywną, mocną obroną i szybkimi atakami. Ten zespół ma predyspozycje do takiej gry ze względów charakterologicznych i motorycznych poszczególnych zawodniczek. Nie mamy innego wyjścia. Często ćwiczymy podwajanie w obronie. Dużo uwagi zwracamy na pierwsze podanie, czyli natychmiast po zbiórce szukamy możliwości szybkiego ataku i kończenia akcji w sytuacji trzy na dwa, czasem nawet cztery na trzy. Dopiero potem przechodzimy do pozycyjnego systemu gry.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL