Koszykówka

Magic odczarowali Cleveland

Zespół Orlando po niesamowitych emocjach w końcówce pokonał na wyjeździe Cleveland Cavaliers 107:106 w pierwszym meczu finału Konferencji Wschodniej NBA. Marcin Gortat zagrał 9.58 min, zdobył cztery punkty i miał dwie zbiórki.
Goście nie byli faworytem. Cleveland Cavaliers, najlepszy zespół sezonu zasadniczego, dotychczas na własnym parkiecie przegrał tylko dwa razy, a w dwóch pierwszych rundach play-off pokonali po 4-0 Detroit Pistons i Atlanta Hawks. Jednak już w pierwszym meczu trzeciej znaleźli pogromcę i stracili przewagę własnego parkietu.
Nie pomogła znakomita gra najlepszego zawodnika NBA w sezonie zasadniczym LeBrona Jamesa, który ustanowił swój rekord w play-off, zdobywając 49 punktów (poprzednio 48 w piątym meczu półfinału konferencji z Detroit Pistons w 2007), miał 6 zbiórek, 8 asyst, 2 przechwyty i 3 bloki. W decydujących momentach Król James nie był jednak w stanie przesądzić o zwycięstwie swojego zespołu, chociaż miał piłkę w rękach. Po drugiej stronie boiska znalazł godnego przeciwnika, wspieranego przez lepszy zespół. Dwight Howard, najlepszy obrońca NBA w tym sezonie, zdobył 30 punktów, miał 13 zbiórek, asystę i 2 przechwyty. Już po jego pierwszej akcji w meczu - mocnym wsadzie do kosza, rozmontowała się konstrukcja przymocowanego do tablicy zegara mierzącego czas akcji i trzeba było na chwilę przerwać mecz, by naprawić usterkę. Rashard Lewis dorzucił 22 punkty, z czego 17 po przerwie, gdy Magic po fantastycznym pościgu odrobili 15-punktową stratę i w czwartej kwarcie objęli prowadzenie. W tym okresie skrzydłowy Orlando pomylił się tylko przy jednym z ośmiu rzutów, trafiając wszystkie trzy z dystansu, w tym kluczowy, dający prowadzenie 107:106 na 14,7 sekund przed końcem spotkania. Trzecim bohaterem zespołu Magic był Hedo Turkoglu, który uzyskał 15 pkt i miał aż 14 asyst, co jest jego rekordem w play-off. Dobrze zagrali również rezerwowi Orlando, którzy zdobyli w sumie 25 pkt wobec zaledwie 5 graczy z ławki Cleveland.
Marcin Gortat przebywał na parkiecie 9 minut i 58 minut. Znów miał stuprocentową skuteczność z gry, trafiając spod kosza po podaniach od Rafera Alstona tuż po wejściu na boisko w drugiej kwarcie i w samej jej końcówce. Polski środkowy miał także po zbiórce w obronie i ataku, stratę oraz popełnił jeden faul. Najważniejsze akcje rozegrał jednak bez dotykania piłki, gdy wszedł na boisko na 25,6 sekund przed końcem meczu, po odgwizdaniu przez sędziów szóstego przewinienia Howardowi. Faulowany przy celnym rzucie był LeBron James, który dodatkowym wolnym dał swojemu zespołowi ostatnie prowadzenie 106:104. Za chwilę drugim kolejnym rzutem za trzy odzyskał je dla Magic Lewis. Było 107:106 dla Orlando i gospodarze mieli 14,7 sekund na rozegranie akcji. Po czasie dla Cleveland i rozrysowaniu schematu ataku przez trenera Mike’a Browna piłka trafiła do Jamesa, który próbował wejścia pod kosz, ale nie widząc sposobu przedarcia się przez zagęszczoną strefę obronną Orlando, m.in. z Marcinem Gortatem, odrzucił piłkę do rogu boiska, gdzie pozycję do rzutu miał Delonte West. Wcześniej, w podobnej sytuacji, ten sam zawodnik dał swojej drużynie prowadzenie 103:102 trzypunktowym rzutem na 40 sekund przed końcem, gdy nie zdążył do niego dobiec Turkoglu. Teraz starał się mu przeszkodzić wyciągnięty jak struna Gortat, doskakując z podniesioną do góry ręką. Rzutu nie zablokował, ale na tyle przestraszył rywala, że nie był on już tak dokładny: piłka odbiła się od obręczy. Sytuację walki o zbiórkę sędziowie ocenili jako sporną. Wznowienie gdy na sekundę przed końcem wygrał James, kierując piłkę do Mo Williamsa. Ten zdążył jeszcze oddać rzut, ale piłka zatańczyła na obręczy i wyszła z kosza. Magic, którzy w tegorocznym play-off przegrali już w ostatnich sekundach dwa mecze z Philadelphią 76ers i jeden z Boston Celtics tym razem mieli więcej szczęścia, które przecież sprzyja lepszym. [ramka]W nocy z piątku na sobotę drugi mecz Cavaliers z Magic w Cleveland. Transmisja w Canal+ Sport o 2.30. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL