Telewizja

Zanim dostaniemy zawału

„Przyjęcie” było ostatnim spektaklem, nad którym rozpoczął pracę Krzysztof Zaleski. Sztukę Mike’a Leigha z Marią Pakulnis i Krzysztofem Stelmaszykiem, szczery aż do bólu portret klasy średniej, powinni obejrzeć wszyscy ci, którzy marzą o rozkoszach konsumpcjonizmu albo już im się oddają
Angielski dramaturg pokazał dom, jakich wiele także we współczesnej Polsce. Ludzie spragnieni własnego kąta, spokoju i wygody zastawili na siebie życiową pułapkę. Uznając za naczelny cel pieniądze, salon z kominkiem i skórzaną kanapę, zbudowali dekorację dramatu życiowej pustki, który rozgrywają na co dzień.
Podświadomie czując swoje nieszczęście, brną w karierę, życie towarzyskie, alkohol. Ale im bardziej unikają spojrzenia prawdzie w oczy, tym większemu podlegają napięciu, tym częściej zdarzają się im napady agresji i nienawiści. A wtedy maski zadowolonych z siebie mieszczan opadają i widzimy rozpacz. Leigh przedstawił wydarzenia jednego wieczoru, który miał być cudownym spotkaniem sąsiadów. Tak naprawdę jest to kolejna ucieczka od codziennych kłopotów i nieudanych związków. Najbardziej przerażające jest to, że bohaterowie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Zamiast zdobyć się na szczerość i naturalność, mnożą pozy i gesty znane z mediów. Nieustannie grają i udają. Ofiary popkultury, wychowane w kulcie radości i szczęścia, których nie można osiągnąć, gdy brakuje chwili na refleksję, wyciszenie, smutek.
W głównych rolach gospodarzy oglądamy znakomitą Marię Pakulnis (na zdjęciu z lewej) i Krzysztofa Stelmaszyka. Ona stara się być spontaniczna i wesoła. Tymczasem zamęcza wszystkich pustym śmiechem i nieznośnym gadulstwem. Nerwowo pali papierosa za papierosem i zalewa drinkami gryzącego ją robaka. Nieznośna idiotka. On przeżywa dramat osoby prostej, ale tęskniącej za pięknem, które daje sztuka. Śmieszny mały człowiek. Szczytem jego intelektualnych ambicji stały się obraz van Gogha i kolekcja dzieł Szekspira. Pewnie ich nawet nie przeczytał. Wystarczy mu, że są oprawione w skórę. Kluczowa jest scena, gdy gospodarz sięga po tom z „Makbetem”. Dotykamy sedna współczesnego dramatu. Szekspir sportretował w szkockiej tragedii parę ludzi nieszczęśliwych. Ich wielkie ambicje i marzenie o władzy brały się również z tego, że nie mieli dzieci. Historia lubi się powtarzać w postaci farsy. Dlatego Leigh pokazał dzisiejszych mieszczan, którzy pewnie nie chcieli mieć potomstwa, bo woleli żyć w luksusie. Złe emocje rodzące się w nieudanym związku rozładowują w życiu towarzyskim. Tak zyskują widzów i szansę na pozyskanie stronników swoich egoistycznych racji. A może i kochanków, bo przecież ciągle flirtują – sobie na złość. Dramat nieudanego przyjęcia nie pozostawia nadziei. Młodzi z sąsiedztwa (Monika Kwiatkowska-Dejczer, na zdjęciu z prawej, i Przemysław Sadowski) już na początku związku przeżywają konflikt charakterów. Wszystko wskazuje na to, że podążą drogą gospodarzy. Samotna matka (Agnieszka Warchulska) nastoletniej córki, która obchodzi urodziny za ścianą, małżeński dramat ma już za sobą. Rozwiodła się. [i]Przyjęcie 21.35 | TVP 1 | poniedziałek Finałowy zawał gospodarza to ostrzeżenie dla nas wszystkich.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL