fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Tyłem do widowni

Po zwycięstwie nad Ruchem piłkarze Lecha pożegnali się z Pucharem Polski. Kibice mogli oglądać tylko ich plecy
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
PO finale Pucharu Polski: Jeśli mecze mistrzostw Europy 2012 będą organizowane przez Polski Związek Piłki Nożnej tak jak środowy finał na Stadionie Śląskim, możemy się narazić na kompromitację. Na szczęście najważniejsze decyzje podejmie UEFA
Po złych ocenach, jakie Chorzowowi wystawiła UEFA, Śląsk miał okazję pokazać, jak organizuje się ważne mecze. Finał rozgrywek o Puchar Polski stanowił ku temu dobrą okazję.
Załóżmy, że dyrektor Euro 2012 Martin Kallen, słysząc o narzekaniach Ślązaków na niesprawiedliwy, ich zdaniem, werdykt UEFA, przyjechałby incognito, jak ma w zwyczaju, na finał Pucharu Polski.
Wysiadłby ze spóźnionego pociągu relacji Warszawa – Katowice, mając dwie godziny do meczu, wziąłby taksówkę na dworcu i spokojnie jechałby na Stadion Śląski.
[srodtytul]Korki jak wszędzie[/srodtytul]
No, spokojnie, to nie bardzo. Najpierw utknąłby w korku i zacząłby patrzeć nerwowo na zegarek już przy placu Wolności – jakieś 300 metrów od dworca. W końcu jednak przebiłby się na trasę średnicową, jakoś toczyłby się w kolejnym korku i kiedy już byłby przed Parkiem Kultury i Wypoczynku, skąd na stadion dwa kroki, stanąłby przed blokadą drogi. Zobaczyłby nie bojówkę Samoobrony, tylko policjantów nakazujących wszystkim samochodom jazdę w kierunku przeciwnym niż stadion.
[wyimek]Kamerę telewizyjną za bramką ustawiono na dźwigu samochodowym. Innej możliwości w Chorzowie nie ma[/wyimek]
Nie mając wyboru, jechałby więc przez Chorzów Batory, byłby świadkiem skazanych na klęskę prób dogadania się taksówkarza z kolejnymi posterunkami stanowczej policji. Zwiedziłby centrum miasta aż pod dawną Hutę Kościuszki i małe uliczki, którymi kierowca usiłuje się zbliżyć się do stadionu, mimo że policjanci mu to uniemożliwiają.
Ostatecznie, po złamaniu kilku przepisów z podwójną ciągłą włącznie dojechałby jakoś na rondo, gdzie kiedyś stał historyczny stadion AKS Chorzów, dopóki miasto Chorzów nie sprzedało terenu francuskiemu hipermarketowi.
[srodtytul]PZPN idzie na łatwiznę[/srodtytul]
Załóżmy, że Kallen miałby szczęście i ochroniarz łaskawie wpuściłby go w pobliże stadionu. Jechałby teraz w tempie żółwia między kibicami Ruchu, uważając, żeby któregoś nie potrącić. Nie ma tam bowiem drogi dla samochodów i chodnika dla pieszych. Wszedłby na stadion i być może zdziwiłby się, że na finał rozgrywek o krajowy puchar przyszło tylko 25 tys. ludzi, a nie prawie dwa razy tyle, bo przecież ponad 20 tys. krzesełek było wolnych. Dowiedziałby się, że PZPN postanowił sprzedać tylko 25 tys. biletów.
Może związek myślał (a wiceprezesem do spraw organizacyjnych PZPN jest prezes Śląskiego OZPN), że w finale zagrają dwie drużyny stołeczne i bał się najazdu warszawiaków. A potem, kiedy okazało się, że zagra Ruch, nie chciał sobie robić kłopotów. Można było wpuścić za darmo młodzież ze szkół, zrobić z takiego meczu święto.
Przed meczem Kallen zdziwiłby się jeszcze raz, słysząc gwizdy podczas grania hymnu narodowego. Nie było ich dużo, mógłby pomyśleć, że to śląscy separatyści. Potem byłby pod wrażeniem dużej flagi, rozpostartej na trybunie przez kibiców Ruchu. Tych z Lecha by nie widział, bo siedzieli nad jego miejscem.
[srodtytul]Niezbędna lornetka[/srodtytul]
Doświadczyłby ich obecności dopiero na końcu, kiedy na trybunę położoną niżej rzucali race i wylewali jakieś płyny. Wtedy byłby już uodporniony, bo miałby za sobą widok walk kibiców Ruchu z policją i pokaz odpalanych rac, wniesionych na trybuny mimo zakazu.
Pucharu Polski Martin Kallen by nie zobaczył. Trofeum stało na stoliku, było jednak zasłonięte przez wiszące na nim wstążki z nazwą sponsora. Ponieważ przez cały mecz nie mógł się przyjrzeć dalekim sylwetkom piłkarzy, a nie powiedziano mu, że na Stadionie Śląskim niezbędna jest lornetka polowa, chciałby ich zobaczyć z bliska podczas dekoracji. Niemożliwe.
Rusztowanie, na którym ustawiono zwycięzców, odwrócone zostało tyłem do widowni, z czym Kallen nie spotkał się nigdzie na świecie.
[srodtytul]Jedna droga[/srodtytul]
Ponieważ na Stadion Śląski prowadzi tylko jedna droga, wyjeżdżając, Kallen najpierw znowu stałby w korku, potem policja jeszcze raz skierowałaby go do Katowic przez Chorzów Batory. Bo żeby eskortować 8 tysięcy poznańskich kibiców, ułatwiła sobie zadanie, blokując pół śląskiej aglomeracji.
Załóżmy, że przed północą Martin Kallen dotarłby do hotelu Katowice. Po emocjach chciałby zjeść coś ciepłego, ale w recepcji usłyszałby, że kuchnia już nie pracuje.
Niewykluczone, że wtedy zacząłby pić, szczęśliwy, że UEFA nie dała się nabrać na Chorzów.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=s.szczeplek@rp.pl]s.szczeplek@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA