Styl życia

W szafie mieszkają smoki

Corbis
Dzieci fantazjują. Świat marzeń, bajek i baśni przenoszą do rzeczywistości. Czy jest się czego obawiać?
Kuba (7 lat) jest rycerzem. Biega z mieczem po pokoju. Wydając przeraźliwy okrzyk, co chwilę pada, znowu wstaje i kontynuuje walkę. Ola (9 lat) wierzy, że pod szkolnym budynkiem był kiedyś cmentarz. Teraz w pracowników szkoły wcielają się duchy, a w ciemnej sali bez klamki leży zakrwawiony nóż. Mama dziewczynki nie ukrywa, że trochę się martwi. Ola nie chce jeść ani sama spać.
Michał (11 lat) przyszedł do poradni w trampkach starszego brata. – Dziecko, dlaczego masz za duże buty, zapytałam odruchowo – opowiada prof. Katarzyna Schier, wykładowca na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. – To są buty siedmiomilowe, nie widzi pani?! – oburzył się chłopiec. [srodtytul]Tropem wyobraźni[/srodtytul]
– Dziecięce fantazjowanie jest nieodłączną częścią życia małego człowieka – mówi Maria Skrzypiec-Sjöholm, psycholog. – Rozwija wyobraźnię, pozwala dziecku poznać swoje marzenia, mocne strony, ale również własne ograniczenia. Dziecko bowiem, aby zrozumieć „prawdziwe życie”, musi najpierw każde doświadczenie i każdą informację przełożyć na język własnej wyobraźni i tam ją przyswoić. Świat dziecięcych fantazji nie jest jednak tak nieokiełznany, jak zdawać by się mogło niektórym rodzicom. Większość dzieci mieści się w schematach wytyczonych przez współczesną psychologię. Znaczne odejście od tej normy może być oznaką patologii. Fantazje bowiem mają też drugie dno. Wyobraźnia rusza w trzecim roku życia. Najpierw zwierzęta mówią jak ludzie, ożywają przedmioty. Dziecko przemawia do pluszaka, drzewa i odkurzacza, zawsze przy tym uzyskując odpowiedź. Potem dziesiątki odgrywanych ról. Rano można uratować przed lawiną zagubione w górach misie, w południe jako szef kuchni przygotować popisowe danie, a wieczorem poprowadzić safari w Afryce. Monika Biała, psycholog kliniczny, mówi o korzyściach płynących z zabawy w role: – Dziecko „nawiązuje” kontakty społeczne. Wnika w świat wewnętrzny postaci, co uczy je współodczuwania. Zabawa w role, często agresywna, pozwala mu w naturalny sposób odreagować przeżyty stres – i to nie tylko wizytę u lekarza, ale i kłótnie rodziców, rozwód czy śmierć. [srodtytul]Przyjaciel nie z tej ziemi[/srodtytul] Amelka i Tosia się przyjaźnią. Wspólnie bawią się w dom. Przed snem długo rozmawiają. Amelka zawsze uśmiechnięta, dobrze ułożona. Tosia często niszczy zabawki i rysuje po ścianach. Wsparła za to przyjaciółkę pierwszego dnia w przedszkolu. Nikt jej nigdy nie widział. Oprócz Amelki. Gęsia skórka rodziców jest nieuzasadniona. Naukowcy uznają takie zjawisko za naturalne dla kilkulatków. Szczególnie jedynacy, a także dzieci bardziej niż inne inteligentne i uzdolnione miewają przyjaciół z wyobraźni. Niestety, czasem są to po prostu dzieci bardziej niż inne samotne. [wyimek]Szczególnie jedynacy, a także dzieci bardziej niż inne inteligentne i uzdolnione miewają przyjaciół z wyobraźni[/wyimek] David B. Pruitt, amerykański profesor psychiatrii, uważa, że taki towarzysz łagodzi smutki i osamotnienie dziecka, podsuwa mu rozwiązania w trudnych sytuacjach, dodaje odwagi. Ucieleśnia też marzenia dziecka, szczególnie te niespełnialne: potrafi podróżować w czasie, posiada magiczne zdolności. Dźwiga także wady swego „realnego przyjaciela”. To on gryzie, złości się i rozlewa mleko. Rzadko, ale jednak, bywa powoływany do życia w innej roli – musztrowane czy doświadczające przemocy dziecko potrzebuje ofiary, by brać na niej odwet. – Wymyślony przyjaciel pozwala dziecku w pierwszych latach życia przejść od własnych fantazji do dobrego kontaktu ze światem zewnętrznym – mówi Monika Biała. – Jeżeli jednak pozostaje jedynym towarzyszem, a dziecko izoluje się od rówieśników, sprawa wymaga pomocy fachowca. Podobnie, jeśli starsze dziecko zbyt stanowczo się upiera, że taki przyjaciel istnieje naprawdę. Marzenia na jawie przytrafiają się nie tylko dzieciom. Często zdarzają się w okresie dojrzewania. Czy księżniczka i rycerz ustępują z czasem miejsca tylko gwiazdom Formuły 1 lub sceny pop? Z badań psychologicznych wynika, że obok marzeń o bohaterze zwycięzcy, w pierwszej trójce plasują się także: marzenia o bohaterze cierpiącym (męczenniku, sierocie, ofierze prześladowań) oraz marzenia o rzekomym kalectwie (u młodzieży mniej sprawnej fizycznie). Monika Biała nie jest entuzjastką fantazji na jawie.– Takie marzenia, bardzo zresztą popularne, mogą się stać nawykiem – ostrzega. – Dają wówczas namiastkę osiągnięć. Mogą sprawić, że zaczyna się błędnie widzieć własne „ja”. [srodtytul]Wcale nie kłamią[/srodtytul] Małe kłamstwa, tzw. niewinne, zdaniem wielu rodziców są u kilkulatków powszednie i oczywiste. Czy dzieci kłamią z wygody czy ze strachu, a może z wyrachowania? Otóż według naukowców nie kłamią wcale. Nie oddzielają tylko faktów od fantazji, bo jeszcze tego nie potrafią. M. B. Pruitt mówi wprost: nie bierzcie za kłamstwo tego, co jest tylko myśleniem życzeniowym. To zdanie podziela Monika Biała: – Dziecko fałszuje rzeczywistość, wierząc, że mówi prawdę. Ale: okazywanie rozbawienia jedynie nasila zjawisko (dziecko czuje wtedy wagę swoich słów). Pruitt proponuje w tym okresie spokojne rozmowy o prawach fizyki i związkach przyczynowo-skutkowych. [srodtytul]Za mroczną granicą[/srodtytul] – Nie wszystkie fantazje są rozwojowe – przestrzega prof. Katarzyna Schier. – Najważniejsze jest zachowanie proporcji między fikcją a rzeczywistością i płynność przemieszczania się między tymi dwoma światami. Dopóki Kuba częściej bywa pierwszakiem niż walecznym rycerzem i kapituluje ze śmiechem, gdy widzi na stole ciasto, nie ma się czego obawiać. Kiedy więc zaczyna się patologia? – Były nią siedmiomilowe buty Michała – odpowiada prof. Schier. – To zaniedbany chłopiec z trudną sytuacją rodzinną. Stworzył je, broniąc dobrego obrazu tej rodziny. Bronił go sam dla siebie. Wszyscy chcemy mieć iluzję, że byliśmy kochani i mieliśmy dobrych rodziców. Upiory Michała były z rzeczywistości, a fantazje stanowiły tylko formę tarczy. Jej zdaniem dzieci niewystarczająco dobrych rodziców (bo rodzice muszą być nie idealni, lecz wystarczająco dobrzy) często żyją w wymyślonym świecie. Tam, gdzie nie ma przemocy. Ucieczka w świat fantazji jest zaniechaniem prób konfrontacji z trudną rzeczywistością. To bardzo niebezpieczne – wyjaśnia prof. Schier. Czasem to, co jest brane za zbyt wybujałą fantazję, w ogóle nią nie jest. Podobnie manifestują się zaburzenia psychiczne. Czerwonym światłem dla rodziców powinny być (zwłaszcza skumulowane): nieuzasadnione lęki – przed wiatrem, mchem czy biedronką; dziwne uśmiechy; nieobecne spojrzenie; trudny kontakt; czasem nagła ucieczka, krzyk, panika, szukanie schronienia, gdy brak jest agresora; niekończące się rozmowy z wytworami własnej głowy. – Jeżeli tak się dzieje, z całą pewnością nie wynika to z nadmiernej wyobraźni dziecka, a może być wyrazem poważnego problemu psychicznego. Wskazuje też na fakt, że dziecko cierpi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL