Polityka

Związki pod Stocznią, premier na Politechnice

Stocznia Gdańska
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
"S" Stoczni Gdańsk i OPZZ zaprosiły Donalda Tuska na godz. 19 w pobliże Pomnika Poległych Stoczniowców. Premier jednak zgodnie z planami przyjechał na godz. 20 na dziedziniec Politechniki Gdańskiej.
- Jestem zaskoczony, bo w Stoczni Gdańskiej uczyłem się innej solidarności, w której szanowano partnera - powiedział Donald Tusk pod gmachem uczelni.
Premier przyznał jednocześnie, że rezygnacja z debaty Solidarności i OPZZ to nie jest komfortowa sytuacja. W spotkaniu z premierem wzięli udział przedstawiciele dwóch mniejszych działających na terenie stoczni związków: "Okrętowiec" oraz Związku Zawodowego Inżynierów i Techników. Zaproszenie tych dwóch mniejszych związków było powodem, dla którego stoczniowa "S" oraz OPZZ odrzuciły zaproszenie do debaty na Politechnice.
[srodtytul]"S" i OPZZ pod Stocznią[/srodtytul] Informując około godz. 14 o tym, że nie przyjdą na debatę przedstawiciele "S" i OPZZ zarzucili Tuskowi, że zapraszając dwa mniejsze stoczniowe związki chciał wprowadzić tam "konia trojańskiego". - Skoro premier zmienia zasady to i my je zmieniamy - mówiła "Rz" osoba z kręgów związkowych. Związkowcy zgromadzili się przed bramą nr 2 stoczni. Wśród oczekujących na premiera pojawił się też m.in. prałat Henryk Jankowski. Związkowcy zapowiadali, że będą czekać na premiera do godz. 20, ale kiedy ta pora minęła, zostali na miejscu, by wspólnie obejrzeć transmisję z debaty, która odbywała się na Politechnice Gdańskiej. Debata szefa rządu z przedstawicielami działających w Stoczni związków zawodowych była planowana na 20. Po południu jednak dwa największe związki: "Solidarność" i OPZZ zapowiedziały, że nie wezmą w niej udziału. Zdaniem rzecznika rządu Pawła Grasia wystosowane przez stoczniową Solidarność i OPZZ zaproszenie dla premiera to "rozpaczliwa próba uniknięcia oskarżeń o tchórzostwo, które płyną pod adresem tych związków" po ich konferencji prasowej. - Od kilku dni telewizje rezerwują czas antenowy i przygotowują relacje na godzinę 20. Czekamy na Solidarność i OPZZ - podkreślał Graś. [srodtytul]Rząd chce pomóc[/srodtytul] W czasie debaty Donald Tusk zapewnił stoczniowców z Gdańska, że nie zostawi ich bez pomocy w przypadku gdyby Komisja Europejska nie zaakceptowała planu restrukturyzacji zakładu. Wiesław Szady ze Związku Zawodowego Inżynierów i Techników pytał premiera o działania, jakie podejmie rząd, jeśli Komisja Europejska nie przyjmie aktualnego planu restrukturyzacji Stoczni Gdańskiej i nakaże zwrot pomocy publicznej. - Co będzie w sytuacji utraty pracy przez stoczniowców? W jaki sposób będą traktowani? - dopytywał. Tusk zapewnił, że jego rząd włożył bardzo dużo pracy w to, aby "plany restrukturyzacyjne przedstawione przez właściciela Komisja Europejska zaakceptowała". Szef rządu poinformował, że Stocznia Gdańska otrzymała "mniej więcej 600-700 mln złotych" pomocy publicznej. Składały się na to umorzone zobowiązania wobec partnerów publicznych, np. Skarbu Państwa, urzędu miejskiego w Gdańsku czy izby skarbowej, a także poręczenia i gwarancje kredytowe, wysokości około 500 mln złotych. Związkowcy pytali Tuska, czy zdecyduje się na powołanie komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić "ciemne strony" restrukturyzacji stoczni na przestrzeni ostatnich lat. Premier przyznał, że kilka kwestii w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdańsk budzi jego niepokój, ale - jak dodał - są instytucje jak CBA, ABW, NIK czy prokuratura, które są powołane by zajmować się takimi sprawami. [srodtytul]Debata niczego nie przyniosła[/srodtytul] Po wysłuchaniu debaty wiceszef "Solidarności" w Stoczni Gdańskiej Karol Guzikiewicz zażądał powołania sejmowej komisji śledczej w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdańskiej. Zdaniem Guzikiewicza, Tusk kłamał w czasie debaty ze związkowcami i podał nieprawdziwe informacje dotyczące pomocy publicznej dla stoczni. Według przedstawicieli Stoczni Gdańskiej cała pomoc wyniosła 80 mln zł, a pomocy efektywnej było około 33 mln zł. "To jest kilkadziesiąt milionów, a nie kilkaset milionów" - dodał. W opinii wiceszefa "S" w Stoczni Gdańskiej debata "niczego nie przyniosła". - Premier w dalszym ciągu okłamuje społeczeństwo - uważa lider stoczniowej "S". [srodtytul]Premier wciąż chce się spotkać[/srodtytul] Po spotkaniu ze związkowcami Tusk wyraził nadzieję, że debata wygasi emocje w Stoczni Gdańskiej. Jak dodał, związki zawodowe mają prawo protestować, ale - jego zdaniem - przede wszystkim trzeba rozmawiać. Szef rządu powiedział też, że jest otwarty na spotkanie ze związkowcami z Solidarności i OPZZ, np. w warszawskim Centrum Dialogu lub w Gdańsku. Tusk zapowiedział jednocześnie, że nie będzie dla działaczy związkowych "premierem na telefon". - Związki zawodowe mają swoje prawa i obowiązki, mają prawo manifestować, ale nie mają prawa łamać zasad, co do których się wszyscy umówiliśmy - zaznaczył. Premier przyznał, że czułby się lepiej, gdyby związkowcy z Solidarności i OPZZ przyjęli jego zaproszenie do debaty. Jak jednak dodał, nie obraża się na nich. Pytany, czy czuje się zwycięzcą debaty, premier powiedział, że to nie była debata wyborcza, a stoczniowcy nie są jego przeciwnikami. Premier ocenił również, że Prawo i Sprawiedliwość chce wykorzystać Solidarność do bieżącej polityki. Wyraził jednocześnie nadzieję, że Solidarność nie będzie związkiem zawodowym konkretnej partii politycznej. [ramka]Jak wynika z [b]sondażu [/b]telefonicznego SMG/KRC dla TVN24 - przeprowadzonego przed rozpoczęciem debaty - według 28 proc. Polaków [b]winę za to, że nie doszło do debaty[/b] premiera Donalda Tuska z "Solidarnością" i OPZZ Stoczni Gdańskiej ponosi rząd. Zdaniem 16 proc. badanych winę ponoszą przedstawiciele wymienionych związków zawodowych. Natomiast w opinii 20 proc. obie strony konfliktu są winne. 36 proc. udzieliło odpowiedzi: "Nie wiem, trudno powiedzieć". Sondaż telefoniczny SMG/KRC przeprowadzono 18 maja na ogólnopolskiej, reprezentatywnej grupie 604 osób powyżej 18. roku życia. [/ramka]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL