Sylwetki

Rozmawiamy z Orlenem i Lotosem

Rzeczpospolita
- Budowa gazociągu Nabucco jest realna. Jest wola Unii Europejskiej, przyjęte zostały pewne deklaracje, podpisane dokumenty. Ale są także trudne kwestie, które wymagają wyjaśnienia - mówi Natiqi Alijew, ministrem ds. przemysłu i energii Azerbejdżanu
[b]Rz: Jak ocenia pan szanse na realizację gazociągu Odessa – Brody – Gdańsk? Azerski koncern SOCAR jest zaangażowany w spółce Sarmatia, która ma wykonać tę inwestycję dającą szansę na dostawy ropy kaspijskiej przez Morze Czarne do portu w Odessie i dalej przez Ukrainę do Europy. [/b]
Natiq Alijew: Od początku pojawiliśmy się jako uczestnik projektu. Już w Kijowie deklarowaliśmy możliwość sprzedaży ropy na razie na potrzeby ukraińskie, by sprawdzić w ten sposób, czy te dostawy będą efektywne. Ale nie można tego zrobić, bo rurociąg działa w przeciwnym kierunku, czyli z Brodów do Odessy. Dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany na Ukrainie, dopóty dostawy ropy kaspijskiej nie będą możliwe. Spółka Sarmatia ma już gotowe studium wykonalności, które potwierdziło efektywność dostaw. Azerbejdżan nadal jest więc zainteresowany i będzie uczestniczył w tym przedsięwzięciu. Chodzi o dostawy z rejonu Morza Kaspijskiego, ale do tego potrzebna jest rozbudowa istniejącej infrastruktury, terminali – w Gruzji i na Ukrainie, zapewnienie floty. To duży globalny projekt, potrzebne są też duże pieniądze. Muszą więc zaangażować się nie tylko dostawcy, ale przede wszystkim odbiorcy ropy, spółki ją przerabiające. Należy powołać duże międzynarodowe konsorcjum, które mogłoby gwarantować budowę. [b]Skoro tak wiele kwestii jeszcze trzeba wyjaśnić, czy zatem ta nowa droga transportu ropy kaspijskiej do Europy przez Ukrainę i Polskę może być gotowa do 2012 r.? Takie były zapowiedzi. [/b]
Wiele zależy od tego, w jakim tempie następować będzie realizacja poszczególnych części projektu, a to zależy od ich przygotowania. Wolałbym nie mówić o terminach. Wystarczy spojrzeć na projekt gazociągu Nabucco – mówiono, że pierwsze dostawy nastąpią już w 2010 r., a tymczasem jeszcze nie ma decyzji o budowie. Każda inwestycja z reguły dzielona jest na etapy i od ich realizacji zależy ostateczny termin. [b]Największe polskie firmy paliwowe: Orlen i Lotos, od kilku lat zabiegają o zdobycie udziałów w złożach za granicą i są zainteresowane także współpracą z Azerbejdżanem. Czy mogą na nią liczyć?[/b] Prowadzimy politykę otwartych drzwi. Wszystkie firmy, które miały możliwości inwestowania, są obecne w naszym kraju. Największe koncerny z branży – czy to świadczące usługi, czy to prowadzące poszukiwania i wydobycie – działają w Azerbejdżanie. Dla firmy zainteresowanej inwestycjami w wydobycie szczególnie ważne jest doświadczenie w realizacji tego rodzaju przedsięwzięć, techniczne możliwości pracy oraz odpowiednie finanse, ażeby móc do końca zrealizować projekt. To podstawowe kryteria, które pozwalają firmie zaistnieć na rynku. Z drugiej strony Azerbejdżan nikomu niczego nie proponował. Firma przychodzi sama, wybiera złoże, ocenia nakłady finansowe, konieczny zakres robót i ryzyko. A potem projekt wchodzi w fazę realizacji. Zdarzało się, że firmy przychodziły, ale po dokonaniu oceny warunków geologicznych, komercyjnego ryzyka same rezygnowały. Z Orlenem i Lotosem prowadziliśmy konkretne – jak sądzę – rozmowy. Otwarcie możemy powiedzieć, że zarówno z Orlenem, jak i Lotosem możemy pracować. Przygotowaliśmy porozumienie – umowę miedzy Lotosem i SOCAR o współpracy – określające obszary, w których Lotos ze swoimi możliwościami i doświadczeniem może być operatorem lub uczestnikiem jakiegoś przedsięwzięcia. Natomiast Orlen wykorzystuje już ropę azerską w swoich rafineriach w Czechach. Pytanie brzmi, czy można zwiększyć te dostawy. Wszystko oczywiście zależy od warunków rynkowych. Naszą ropę można kupić w różnych portach: Supsa, Noworosyjsk i Ceyhan. Inna kwestia to taka, że Orlen proponuje nam wspólne wydobycie ropy i prace przygotowawcze w procesie wierceń. I te tematy znalazły się w porozumieniu, które podpisaliśmy z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem. Oprócz tego w Polsce w ramach wspólnej międzyrządowej komisji powstały grupy robocze z obu stron, z udziałem przedstawicieli firm i ekspertów – one rozpatrzą wszystkie propozycje, które mogą się przyczynić do współpracy w sektorze naftowym i gazowym. [b]Ceny ropy są niskie, część producentów narzeka na utratę znaczących przychodów. Ile pana zdaniem będzie kosztować ropa w tym roku?[/b] Cena ropy wzrośnie wtedy, gdy w USA, Chinach, Japonii. Indiach, czyli krajach będących najważniejszymi importerami tego surowca, pojawią się sygnały, że przechodzą one z kryzysu w okres stagnacji i mają możliwości wzrostu. Wtedy od razu będzie ruch na rynku naftowym. Im szybciej odbiorcy wyjdą z tej kryzysowej sytuacji, tym szybciej ropa zacznie drożeć. [b]Jaka jest polityka Azerbejdżanu w zakresie eksportu gazu ziemnego?[/b] Obecnie w Azerbejdżanie wydobywamy 27 mld m sześc. rocznie, ale eksport to ok. 9 mld m sześc. Mamy umowy z Turcją na 6,6 mld m sześc. i Gruzją na 1,5 mld m sześc. Taki eksport jest możliwy w efekcie realizacji pierwszej fazy projektu Shah Deniz. Teraz planujemy, w drugiej fazie, zwiększenie wydobycia o 16 mld m sześc. rocznie. I w tym celu inwestorzy muszą wyłożyć ok. 20 mld dolarów. Zatem zarówno dla nich, jak i dla Azerbejdżanu ważne jest określenie przyszłych rynków. Możemy eksportować gaz do Iranu, Rosji oraz do Gruzji i Turcji, a poprzez ten kraj do Grecji. Istnieje kilka wariantów i możliwych projektów. Jeden z nich to gazociąg Nabucco, drugi – rurociąg przez Turcję do Włoch i Grecji. Wszystko zależy od tego, który z nich jest najbardziej realny. Azerbejdżan jest zainteresowany dostawami gazu, chce być swobodnym sprzedawcą. A zatem kryteria, jakimi się kierujemy, to liberalizacja i przejrzystość danego rynku, bezpieczeństwo dostaw, wolne ceny i niezbędne porozumienia z tymi krajami. Cena gazu odgrywa bardzo ważną rolę. Każdy wariant ma swoje plusy i minusy. Można dostarczać gaz na granicę i otrzymać odpowiednią cenę, ale wtedy nie będziemy wolnym sprzedawcą na rynku. Tak samo traktujemy plan Nabucco, jak i projekt włosko-grecki – nie określamy priorytetów. Dla nas najważniejsza jest pewność dostaw gazu na wolny rynek po cenie rynkowej. Dlatego znaczenie mają takie elementy, jak opłata tranzytowa, normy, straty w czasie transportu. Jako kraj mamy wybór – możemy wysyłać gaz w różnych kierunkach i jesteśmy elastyczni. Możemy więc rozmawiać ze wszystkimi krajami, by przeanalizować, gdzie możemy uzyskać najbardziej efektywne ceny i najlepsze warunki tranzytu. [b]Czy sądzi pan, że projekt Nabucco uda się w końcu zrealizować? Azerbejdżan jest traktowany jako główny dostawca gazu w pierwszej fazie działania tego gazociągu.[/b] Budowa Nabucco jest realna. Jest wola Unii Europejskiej, przyjęte zostały pewne deklaracje, podpisane dokumenty w tej sprawie. Ale są trudne kwestie, które wymagają wyjaśnienia. Odpowiedzialność krajów tranzytowych i nabywców gazu – to musi być potwierdzone w dokumentach. Koniecznie trzeba określić sposób finansowania inwestycji, a przede wszystkim warunki tranzytu i transportu gazu przez terytorium krajów, przez które ma przebiegać gazociąg. Jeśli w najbliższym czasie zostaną ustalone, to Nabucco stanie się dostatecznie realnym projektem. Od początku był on określany jako jedno z głównych przedsięwzięć, które pozwolą zdywersyfikować nie tylko źródła dostaw gazu, ale i drogi transportu dla Europy. Jeśli w czerwcu – tak jak zapowiedziano na niedawnej konferencji w Pradze – uda się zawrzeć z Turcją umowę dotyczącą tranzytu gazu, to na pewno będzie znaczący krok naprzód w przygotowaniach tej inwestycji. [ramka][b]CV[/b] Natiq Alijew od końca 2005 r. jest ministrem przemysłu i energetyki Azerbejdżanu. Przewodniczy też głównemu komitetowi BTC Company, która zajmuje się budową ropociągu znad Morza Kaspijskiego do Morza Śródziemnego. Wcześniej był szefem państwowego koncernu SOCAR. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL