fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Hiphopowy klown obraża

Marshall Mathers, czyli Eminem
WireImage/Universal
Premiera płyty Eminema. Wraca biały raper, który kąsa wszystkich i ze wszystkiego drwi. Znów jest naczelnym kpiarzem Ameryki, ale to nieszczęśliwy komediant uzależniony od leków
Eminem jest chyba najbardziej odpychającym i obleśnym gwiazdorem muzycznym – jego wideoklipy to prowokujące kabarety, stylizowane na rozrywkę kategorii B. Są kiczowate peruki, ośmieszające kostiumy, odgłosy wymiotów i puszczania wiatrów. Są niewybredne żarty i parodie, a oberwać może każdy. Pozew złożyli urażeni Michael Jackson i Christina Aguilera, a nawet matka rapera, której w jednej z piosenek dobitnie „podziękował” za pozbawione opieki dzieciństwo.
Trudno sobie wyobrazić, co myślała Mariah Carey, była kochanka Eminema, o utworze „Puke”, opisującym, jak na samą myśl o niej muzykowi chce się rzygać. A gdy żona Eminema usłyszała piosenkę, w której mąż fantazjuje o zamordowaniu jej, próbowała popełnić samobójstwo. Był rozwód, a jakiś czas później ponowny ślub i ponowny rozwód.
Wizerunek wroga publicznego numer 1 i niesmaczne dowcipy bardzo Eminemowi pomogły. Nie ma w historii hip-hopu białego rapera, który odniósłby sukces komercyjny na taką skalę. Przeniósł hip-hop w sferę pop i z przekąsem przyznaje, że powtórzył manewr Elvisa Presleya: wziął muzykę czarnych, wykorzystał po swojemu i sprzedał białym nastolatkom. A przy okazji bulwersował i zarabiał.
Swego czasu Eminem był najlepiej sprzedającym się solowym artystą na świecie, w ciągu tygodnia kupowano 2 mln płyt. Jednak jego kariera jest czymś więcej niż festiwalem schlebiającym przeciętnym gustom.
Marshall Mathers – to jego prawdziwe nazwisko – jest świetnym raperem. Z jego muzyki emanuje testosteron i złość chłopaka dorastającego bez miłości, na biednych przedmieściach. Potrafi autentyczne doświadczenia i skrajnie nieprzyjemne uczucia przełożyć na fantastyczne wersy, które tną jak brzytwa i nie chybiają celu. Robi to w niepowtarzalny sposób – nosowym głosem, który moduluje jak w radiowym teatrze, udając złośliwego konferansjera. Rap jest sztuką słowa i indywidualnego stylu: Eminem osiągnął w obu tych sferach najwyższy poziom.
Płyta „Relapse”, która dziś trafia do polskich sklepów, nie zaskakuje. Ale Mathers jest w formie i jeśli po tygodniu znów będzie na szczytach list sprzedaży, to zasłużenie. Zresztą, wobec przeraźliwej nudy, jaką wieje dziś z komercyjnego rapu, nawet powtórka z Eminema jest jak orzeźwiający powiew.
W singlowym „We Made You” muzyk wraca do kostiumu błazna: jest aktorem w teatrze popkultury, ale potrafi ocenić sytuację. Wyszydza taśmową produkcję gwiazd, tępą pogoń za popularnością i głupotę świata rozrywki. To najmocniejszy utwór, reszta jest mniej chwytliwa, ale ciekawa, a muzyka dobrze współgra z intensywnym rymowaniem. Dominują ciężkie podkłady – z przewagą naturalnych, surowych brzmień perkusyjnych. Ich oprawa jest minimalna: pojawiają się smyczki, trąbki, oszczędnie wykorzystywane klawisze. To brzmienie się nie przeterminuje, przyjemnie będzie do niego wracać.
Raper zaczyna prosto z mostu – w „3 a. m.” fantazjuje o zabójstwach, a z „My Mom” dowiadujemy się, że to matka ponosi winę za jego uzależnienie od leków. „Mamusia kochała valium, dlatego jestem, jaki jestem” – powtarza w refrenie. Pigułki, pastylki i recepty to najczęściej powracający na płycie temat i udręka Eminema. Szczególnie brzmią wersy w „Dejá vu” o bezskutecznej próbuje wyrwania się z matni prochów i alkoholu. Czerwona lampka zapala się zawsze, gdy jego wystraszona córka zauważa, co się z nim dzieje.
Pogrążony w depresji Mathers powtarza: „Już na tej drodze byłem”. I cytuje fana, który na imprezie mówił mu: „Stary, jesteś taki zabawny, powinieneś być komediantem!”, co raper pod nosem kwituje: „Kłopot w tym, że jestem”. Na ironię on, który uwielbia kpić z plastikowych księżniczek, na przykład z Britney Spears, ma z nią wiele wspólnego. Oboje trawi podobne nieszczęście, jej ostatnia płyta „Circus” oraz jego nowe utwory to zapis tego samego smutku: osobistego cierpienia, gaszonego tabletkami. Uwięzieni w popowym cyrku, mogą tylko jedno: uciekać w muzykę, nie przestawać grać.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=p.wilk@rp.pl]p.wilk@rp.pl[/mail][/i]
[ramka][i]Eminem[/i]
[b]Relapse[/b]
Universal, 2009[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA