Nauka

Sami sobie zgotowaliśmy zielone piekło

Atak glonów
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Naukowcy odkryli źródło plagi alg, która dotknęła chińskie wybrzeże podczas zeszłorocznej olimpiady. Okazało się, że glony namnożyły się dzięki... wsparciu człowieka
- Podejrzewamy, że przyczyną rozkwitu alg, jaki nigdy dotąd nie miał jeszcze miejsca, był niezwykle szybki rozwój farm wodorostów jadalnych na Morzu Żółtym — mówi dr Dongyan Liu, biolog morski z Chińskiej Akademii Nauk. Swoje badania opublikował na łamach „Marine Pollution Bulletin”.
Na podstawie zdjęć satelitarnych badacze z Chin i Australii odkryli, że ekspansywne algi pojawiły się na wodnych plantacjach jako chwasty. W efekcie powstała największa w dziejach pływająca plama glonów. Z jej powodu losy regat olimpijskich w zatoce Kiauczou zawisły na włosku. Aby się odbyły, 10 tys. ludzi musiało uprzątnąć miliony ton zielonej, grząskiej mazi. [srodtytul]Atak glonów [/srodtytul]
Wszystko zaczęło się 15 maja w odległości 200 km od miejsca, w którym pod koniec czerwca miały odbyć się regaty. Na wodach zatoki unoszą się tam tratwy z bambusa i sieci, na których chińscy aquafarmerzy hodują krasnorost o nazwie szkarłatnica delikatna, będący przysmakiem pożądanym na azjatyckich stołach. Właśnie tam pojawiły się niewielkie plamy zielenic z rodzaju Enteromorpha, łącznie zajmujące powierzchnię 80 km kw. W ciągu 10 dni glony zawędrowały na pełne morze, gdzie panowały akurat idealna dla nich temperatura. Dzięki temu rozrosły się w gigantyczną plamę o powierzchni 1200 km kw. — największą, jaką do tej pory odnotowano. Pech chciał, że zaczęły się od niej odrywać spore połacie glonów, które 18 czerwca wiatr pchnął ku Qingdao, mieście będącym gospodarzem regat olimpijskich. 28 czerwca aż 600 km kw. zielonej mazi dotarło do wybrzeży, oblepiło plaże i zajęło znaczną część obszaru, po którym w sierpniu miały się ścigać jachty żaglowe. Aby nie odwoływać zawodów, władze chińskie urządziły jedną z największych i najszybszych akcji sprzątania wybrzeża. [srodtytul]Widziane z satelity [/srodtytul] Do niedawna naukowcy podejrzewali, że przyczyną tak ogromnego wzrostu glonów była nadmierna ilość składników odżywczych w wodach zatoki, gromadzących się tam wskutek spływających z pobliskich miast zanieczyszczeń, głównie ścieków. Teraz jednak badacze zmienili zdanie. Dr Liu wraz z Johnem Keesingiem z australijskiej organizacji CSIRO działającej na rzecz ochrony środowiska przebadali zdjęcia i pomiary wykonane przez satelity Terra i Aqua należące do NASA. Fotografują one całą powierzchnię naszej planety z częstotliwością jednego — dwóch dni. To właśnie te dane pozwoliły z taką dokładnością odtworzyć bieg wypadków i znaleźć przyczynę całego zamieszania. Na tej podstawie naukowcy zidentyfikowali źródło niespodziewanej plagi alg, którą okazała się być działalność człowieka — morskie farmy. Zielenice z rodzaju Enteromorpha, dotąd mało popularne w tym regionie, bardzo chętnie się przy nich osiedlają. Farmerzy usuwają z upraw chwasty, wyrzucając je do pobliskich wód. W dodatku pomiędzy 2003 a 2008 rokiem powierzchnia farm morskich podwoiła się, obejmując 23 tys. hektarów. W ten sposób przekroczona została masa krytyczna. Badacze ostrzegają, że upraw na morzu wciąż przybywa, a więc tego typu incydenty mogą się powtórzyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL