Ekonomia

Reformy kluczem do nowej waluty

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
W strefie euro – jeszcze przed ostatecznym rozszerzeniem na Wschód – niezbędne może się okazać udoskonalenie istniejących mechanizmów gospodarczych
Bieżący kryzys gospodarczy jest reakcją na wszelakie procesy, które doprowadziły do strukturalnego zaniku równowagi makroekonomicznej w gospodarce światowej. Wspomniane procesy były między innymi pochodną daleko posuniętej liberalizacji przepływów kapitałowych.
[srodtytul]Import i eksport kapitału[/srodtytul] Swoboda przepływu kapitału doprowadziła do wyłonienia dwóch grup państw: importerów kapitału oraz eksporterów kapitału. Innymi słowy, rozwój gospodarczy w pierwszej grupie państw odbywał się za pomocą środków płynących z państw należących do drugiej grupy. Największym paradoksem było chyba to, że w tej pierwszej grupie państw znalazły się jedne z najbogatszych krajów. Chodzi tu przede wszystkim o Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy też niektóre kraje strefy euro, jak chociażby Hiszpania. Z kolei wśród eksporterów kapitału obok niezmiernie bogatych krajów – jak Niemcy czy Japonia – znajdowały się przede wszystkim Chiny oraz inne kraje rozwijające się.
Obserwując wnikliwie powyższe zależności, można by stwierdzić, że wzrost gospodarczy w wielu bogatych krajach jest finansowany za pomocą środków płynących z krajów rozwijających się. Czyli krajów, które same powinny się rozwijać, a nie finansować wzrost gospodarczy innych państw. Oczywiście tak sformułowana teza jest mocno przejaskrawiona, ale pozwala zrozumieć złożoność procesów, które doprowadziły do erupcji największego kryzysu gospodarczego od ponad 80 lat. Przepływy kapitałów w gospodarce nie są niczym złym. Od dawien dawna oszczędności pochodzące z bogatych państw były wabione możliwością większego zarobku do krajów o niższym poziomie rozwoju gospodarczego. Najlepszym przykładem może być imperium brytyjskie z XIX wieku, którego oszczędności sfinansowały wiele inwestycji (przede wszystkim koleje) w najbardziej odległych zakątkach tego świata. Problemy zaczynają się rodzić dopiero wtedy, kiedy dochodzi do zachwiania proporcji i w efekcie nadmiernego uzależnienia importera kapitału od źródeł płynących z krajów eksportujących kapitał. I tutaj się pojawia pytanie dotyczące krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Kraje te były największym beneficjentem liberalizacji przepływów kapitałowych. Oszczędności zagraniczne umożliwiały w znaczący sposób finansowanie bieżącego wzrostu gospodarczego. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy nie nastąpiło zbyt duże uzależnienie tychże gospodarek od oszczędności zagranicznych. Deficyty na rachunku obrotów bieżących zwiększały się w sposób niepokojący już od dłuższego czasu. Wzrost rezerw walutowych był co najwyżej umiarkowany (zwłaszcza jeśli go zestawimy z innymi gospodarkami wschodzącymi), a przyrost zadłużenia (zwłaszcza krótkookresowego) wysoki). Nic więc dziwnego, że jeszcze przed eskalacją kryzysu kondycja gospodarcza krajów Europy Środkowej i Wschodniej budziła wiele obaw. Do tego doszło daleko idące uzależnienie od kondycji gospodarczej ich największego partnera handlowego, jakim są Niemcy. Skutki kryzysu gospodarczego w Niemczech są paradoksalnie znacznie bardziej odczuwalne aniżeli w krajach anglosaskich. Mówi się tu o skurczeniu się PKB nawet o 7 proc. Gospodarka naszego kraju odchodzi w pewnym stopniu od powyższego wzorca. Chroni nas przede wszystkim popyt wewnętrzny i co za tym idzie – mniejsze uzależnienie od wymiany międzynarodowej. Dlatego u nas dyskusja na temat tegorocznego poziomu PKB sprowadza się do pytania, czy on w ogóle wystąpi, a nie – tak jak to jest w innych krajach regionu – do oszacowania rozmiaru ujemnego wzrostu gospodarczego. Niemniej jest mało przekonywujące, aby za sprawą swojej szczególnej specyfiki polska gospodarka dojrzała już do wejścia do strefy euro. Wystarczy popatrzeć na sytuację fiskalną i szybko rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących. [srodtytul]Wiele słabości[/srodtytul] Niniejszy artykuł jest ostatnim artykułem z serii tekstów na temat euro. Na przestrzeni całego tego cyklu bardzo wiele napisano na temat polskiej gospodarki, jej specyfiki i możliwości spełnienia kryteriów konwergencji nominalnej i realnej. Dlatego warto na zakończenie skoncentrować się na odmiennym i dość przewrotnym zagadnieniu: zdolności strefy euro do przyjęcia nowych członków. Tym bardziej że bieżący kryzys gospodarczy odsłonił wiele słabości strefy euro, których analiza pozwala na stwierdzenie odważnej tezy, w myśl której w strefie euro – jeszcze przed ostatecznym rozszerzeniem na Wschód – udoskonalenie pewnych mechanizmów gospodarczych może się okazać wręcz niezbędne. To, co się wydarzyło w strefie euro w trakcie ostatnich dziesięciu lat, jest jedynie miniaturowym odzwierciedleniem wyżej opisanych procesów zachodzących w gospodarce światowej. Wysokie deficyty na rachunku obrotów bieżących w takich krajach jak Hiszpania czy Grecja kontrastowały z ogromnymi nadwyżkami w wymianie międzynarodowej (chodzi tutaj przede wszystkim o Niemcy). Ponadto doszło do wyłonienia się pewnych dogmatów gospodarczych, które stały w jawnej sprzeczności z logiką praw ekonomii. I tak np. wszyscy się zachwycali wysoką dynamiką wzrostu gospodarczego w Hiszpanii czy Irlandii, ale niewielu zwracało uwagę na dwukrotnie wyższy poziom inflacji w tych krajach od tego, jaki występował w Niemczech. Usiłowano wmówić, że wyższa inflacja jest ceną za wyższy wzrost gospodarczy. A nadwyżki budżetowe miały być najlepszą gwarancją tego, że Hiszpanom i Irlandczykom nie zostanie wystawiony rachunek za zbyt wysoką inflację. Na niewielu ekonomistach robił wrażenie fakt, że właśnie Hiszpania miała – drugi po Stanach Zjednoczonych – deficyt na rachunku obrotów bieżących. Nielicznym przeszkadzało także to, że jeżeli reformy strukturalne w ogóle zachodziły, to ograniczały się do bardzo wąskiego kręgu państw. Chodzi tutaj przede wszystkim o Niemcy i reformy opatrzone nazwą Hartz IV. To właśnie za sprawą między innymi tych reform udało się podnieść efektywność tej gospodarki i przekształcić ją w swoistego rodzaju machinę eksportową. Co ciekawe, znacząca część eksportu niemieckiego trafia poza UE. Jego odbiorcą są (a raczej były) między innymi te kraje, które eksportowały duże ilości ropy naftowej. Gwałtowny spadek cen ropy naftowej, a co za tym idzie ograniczenie możliwości konsumentów państw eksportujących ropę, spowodował załamanie się eksportu niemieckiego. Dlatego prognozy dla Niemiec są tak pesymistyczne. Analizując ten połączony łańcuszek wydarzeń, można dojść do wniosku, że perspektywy strefy euro w dużym stopniu zależą od tego, co się dzieje z cenami ropy naftowej. [srodtytul]Pieniądz na długie lata[/srodtytul] Nic więc dziwnego, że wielu znanych ekonomistów (w tym szef Bundesbanku Axel Weber) opowiada się za znaczącym zmniejszeniem uzależnienia niemieckiej gospodarki od eksportu. Niestety, zmniejszenie tej zależności będzie musiało być rozłożone w czasie, gdyż nie da się tego osiągnąć w ciągu kilku miesięcy. Opisane wyżej przykłady nie są jedynymi oznakami poważnego zachwiania równowagi gospodarczej w strefie euro. Wystarczy wskazać na daleko posuniętą ekspozycję austriackiego sektora bankowego na państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Wszelkie niepokojące wieści z tych krajów mają wpływ na wycenę austriackich papierów skarbowych. A jeżeli już mowa o papierach skarbowych, to ogromne zróżnicowanie w wycenie dziesięcioletnich obligacji skarbowych poszczególnych krajów strefy euro powinno też zmusić do głębokiej refleksji nad przyszłością strefy euro. [srodtytul]Bez pośpiechu[/srodtytul] Kończąc cykl artykułów na temat euro, chciałoby się go w odpowiedni sposób podsumować. Najlepiej można to uczynić, odwołując się do myśli zapożyczonej od prof. Wilhelma Noellinga i wyrażonej w artykule otwierającym ten cykl. Przypomnijmy, że przestrzegał on kraje założycielskie strefy euro przed nadmiernym pośpiechem przy jej tworzeniu. Sugerował, że poślizg czasowy w utworzeniu takiej strefy może umożliwić dokończenie procesu konwergencji wewnątrz Unii Europejskiej. Ponadto – zdaniem prof. Noellinga – euro ma być pieniądzem na długie lata. Dlatego rzeczą wysoce wskazaną było przygotować się do niego jak najlepiej, nawet za cenę opóźnienia w jego wprowadzeniu. Kraje założycielskie nie posłuchały tych rad. Mowa tutaj jednak o krajach bogatych, które mimo obecnych dużych trudności powinny przezwyciężyć bieżące zawirowania gospodarcze. Z kolei Polska wydaje się krajem, który nie może pozwolić sobie na komfort ignorowania maksymy prof. Noellinga. Warto się skoncentrować na procesach przygotowawczych. A euro nam nie ucieknie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL