fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Hej, tu polska NBA

Zawodnik Asseco Prokom
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Finał Asseco Prokom - PGE Turów. Trzeci raz z rzędu o złote medale mistrzostw Polski grają ci sami rywale. Pierwszy mecz w niedzielę w Sopocie. Gra się do czterech zwycięstw
Poprzednio dwukrotnie lepszy był zespół z Sopotu, który w tym roku ma szansę na szósty kolejny tytuł. Klub ze Zgorzelca walczy o pierwszy taki sukces.
W sezonie zasadniczym Turów wygrał u siebie 80:59, a Prokom zrewanżował się w Sopocie 77:65. W play-off Turów miał krótszą drogę do finału. Pierwszą rundę jako jedyny zakończył w najszybszy sposób: po trzech zwycięstwach nad AZS Koszalin. Najwyżej rozstawiony Prokom grał najdłużej: męczył się z Atlasem Stalą Ostrów, rozstrzygając ten pojedynek dopiero po pięciu spotkaniach. W półfinale obydwaj pretendenci pokonali rywali w takim samym wymiarze 4-2: Turów – Energę Czarnych Słupsk, Asseco – Anwil Włocławek.
Asseco Prokom (11 mln złotych budżetu) i PGE Turów (10 mln) to najbogatsze i wciąż najlepiej zorganizowane polskie kluby. Praktycznie jedyne, którym kryzys finansowy nie zdezorganizował pracy. Atutem Prokomu jest silny, wyrównany skład i doświadczenie zebrane w meczach Euroligi.
Przed dwoma laty Prokom pokonał w finale Turów 4-1. Ubiegłoroczny finał, wygrany przez Prokom 4-3, był jednym z najbardziej emocjonujących w Polskiej Lidze Koszykówki. Wówczas gwiazdą mistrzowskiego zespołu był Serb Milan Gurović, który wygrał Prokomowi siódme spotkanie. Gwiazdami Turowa byli Amerykanie David Logan, Thomas Kelati i... słoweński trener Saso Filipovski, który poprowadził zespół do turnieju Final Eight Pucharu ULEB.
Jaki będzie tegoroczny pojedynek o złoto, skoro w obydwu drużynach gwiazd, szczególnie w Sopocie, jest jeszcze więcej. Nigdy dotychczas w finałowych meczach o mistrzostwo Polski nie grało aż czterech zawodników z przeszłością w NBA. W Prokomie są to skrzydłowy Qyntel Woods, były gracz m.in. Portland Trail Blazers, środkowy Pat Burke, który grał m.in. w Phoenix Suns oraz obrońca Daniel Ewing, wychowanek słynnego uniwersytetu Duke, grający potem m.in. w LA Clippers.
Turów ma Tyusa Edneya, mistrza NCAA z zespołem UCLA, potem m.in. zawodnika Sacramento Kings i Boston Celtics, mistrza Euroligi z Żalgirisem Kowno, a przed przyjściem do Zgorzelca kolegę klubowego Michała Ignerskiego w Cajasol Sewilla. To prawdziwy reżyser gry zespołu, potrafiący także sam zdobywać punkty wejściami pod kosz lub rzutami z półdystansu.
Od przyjścia Edneya drużyna ze Zgorzelca zaczęła wychodzić na prostą i z dolnej połówki tabeli awansowała na pozycję wicelidera po sezonie zasadniczym. Atutem Turowa są też solidni gracze podkoszowi John Turek, Dragisa Drobnjak i Chris Daniels oraz umiejętność zdobywania punktów z dystansu przez każdego z graczy obwodowych.
W roku organizowanych w Polsce mistrzostw Europy ze szczególną uwagą wypada śledzić formę naszych reprezentantów i kandydatów do gry w drużynie narodowej: Krzysztofa Roszyka, Roberta Witki, Marcina Stefańskiego z Turowa oraz Filipa Dylewicza, Przemysława Zamojskiego, Adama Łapety i... Davida Logana z Prokomu. Ten ostatni, starający się właśnie o polskie obywatelstwo, przed rokiem grał w zespole ze Zgorzelca, teraz jest w Sopocie. I tam, i tu pokazywał, że sam potrafi wygrywać mecze.
Rywalizacja 37-letnich trenerów to oddzielny pojedynek. Litwin Tomas Pacesas jest bardziej znany, choćby z kariery zawodniczej (brązowy medal z reprezentacją Litwy na igrzyskach w Atlancie, siedmiokrotne mistrzostwo Polski ze Śląskiem Wrocław, Anwilem i Prokomem), ale i trenerskiej, bo ma już w dorobku złoty medal sprzed roku.
Paweł Turkiewicz, który debiutuje w finale mistrzostw Polski w roli pierwszego trenera, dochodził do tego inną drogą. Grał w Śląsku Wrocław w czasach Dariusza Zeliga, Keitha Williamsa, Jerzego Binkowskiego, ale tylko jako rezerwowy. Sukcesy zaczął odnosić, prowadząc grupy młodzieżowe w Śląsku i w reprezentacji Polski. Z czasem został we wrocławskim klubie asystentem Andreja Urlepa, z którym współpracował też w kadrze. Od zeszłego roku pracował w Zgorzelcu jako asystent Filipovskiego.
[ramka]Program finału (do 4 zwycięstw)
10 maja (godz. 14) i 12 maja (18): • Asseco Prokom Sopot - PGE Turów Zgorzelec
15 maja (18) i 17 maja (18.40): • PGE Turów - Asseco Prokom
ewentualnie - 20 maja: • Asseco Prokom - PGE Turów; 23 maja: • PGE Turów - Asseco Prokom; 26 maja: • Asseco Prokom - PGE Turów. Wszystkie mecze na żywo w TVP Sport.
O trzecie miejsce (do 2 zwycięstw)
9 maja (18): • Anwil Włocławek - Energa Czarni Słupsk; 13 maja (18.30): • Energa Czarni - Anwil[/ramka]
[ramka]
[srodtytul]Mówią trenerzy dla „Rzeczpospolitej” [/srodtytul]
[b]Tomas Pacesas | Asseco Prokom[/b]
Nie ma łatwych finałów, więc powtórzenie sukcesu sprzed roku wymagać będzie maksymalnego wysiłku całego zespołu.
Najważniejsze, że dobrze przygotowaliśmy się do decydującej fazy sezonu, że forma zawodników rośnie. Mamy w drużynie gwiazdy, ale na tym etapie wszyscy gracze są potrzebni. Naszym celem jest wygrać, nieważne w czterech, pięciu czy siedmiu spotkaniach. Drugie miejsce nas nie satysfakcjonuje.
Dla mnie mogłoby w ogóle nie być emocji – na nich zależy kibicom. Trenera interesuje przede wszystkim końcowy wynik. Cieszę się, że losy mistrzostwa rozstrzygają się nie w pojedynczym meczu, lecz w serii spotkań. Wtedy zawsze wygrywa silniejszy.
[b]Paweł Turkiewicz | PGE Turów[/b]
Nie poddajemy się, walczymy o tytuł. Przed pierwszym meczem obydwa zespoły mają taką samą szansę. Mecze półfinałowe pokazały, że wszystko jest możliwe – porażki u siebie, zwycięstwa na wyjeździe. Taktycznie jesteśmy dobrze przygotowani. Mamy zespół kompletny, z wartościowymi zawodnikami do wymiany na każdej pozycji. Kluczem do sukcesu będzie defensywa. Cały czas utrzymujemy kontakt z Sasą Filipovskim, korzystam z jego podpowiedzi, w końcu nikt nie jest wszechwiedzący. Najważniejsze, że wszyscy moi gracze są zdrowi i gotowi do gry.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA