Budżet i Podatki

Budżet będzie zmieniany

Minister finansów Jacek Rostowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Premier Donald Tusk zapowiada, że budżet zostanie poprawiony w lipcu. Minister finansów Jacek Rostowski przekonuje, że nie oznacza to wcale podniesienia podatków i deficytu
– Nowelizacja budżetu musi nastąpić i nastąpi w lipcu – przyznał wczoraj szef rządu. Nie podał szczegółów. Zapewnił jedynie, że nie zamierza podnosić podatków. – Chciałbym uniknąć tego typu decyzji. Dziś nie planujemy takich działań – podkreślił. Zaznaczył tylko, że gdyby miało zabraknąć pieniędzy np. na emerytury – co jest w jego ocenie mało prawdopodobne – wówczas by się wahał.
Premier zastrzegł, że chce utrzymać deficyt rządu i samorządów na zaplanowanym poziomie 4,6 proc. PKB. Jacek Rostowski powiedział, że chce utrzymać deficyt budżetowy na zapisanym w ustawie poziomie 18,2 mld zł. – To niemożliwe, aby utrzymać deficyt budżetowy na założonym poziomie i nie doprowadzić do znacznego zwiększenia deficytu całego sektora – uważa były wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński. – Można prowadzić kreatywną księgowość i kazać ZUS pożyczać pieniądze na rynku oraz wypłacić dywidendę PKO BP, aby potem podnieść jego kapitał, ale i tak nie ukryje się rzeczywistego wzrostu zadłużenia.
[wyimek]0 proc. PKB - do takiego poziomu Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju obniżył wczoraj prognozę dla Polski na 2009 r. Poprzednio mówił o wzroście o 1,5 proc. W 2010 r. PKB ma urosnąć o 0,8 proc.[/wyimek] Ekonomista uważa, że rząd musi znaleźć dodatkowe dochody albo ciąć radykalnie wydatki. Jednak jego zdaniem i jedno, i drugie jest niebezpieczne. – Podniesienie podatków utrudni jeszcze bardziej funkcjonowanie firmom, a ograniczanie wydatków może zagrozić wykorzystaniu środków unijnych – zaznacza Rybiński. Jeszcze rano szef Klubu PO Zbigniew Chlebowski twierdził, że po wynikach realizacji budżetu po I kw. nie ma podstaw do nowelizacji. – Po marcu wskaźniki wykonania dochodów, wydatków i deficytu są na bardzo dobrym poziomie – mówił. W tym samym czasie Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów, ujawniła, że deficyt po kwietniu nie przekroczył 16 mld zł, podczas gdy według harmonogramu miało być nieco więcej. Oznacza to jednak, że po czterech miesiącach zrealizowano ponad 80 proc. deficytu zaplanowanego na cały rok. Oceny Chlebowskiego nie potwierdza prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Przypomina, że rząd założył wzrost dochodów podatkowych i niepodatkowych o 12,8 proc. Tymczasem w I kw. sięgnęły one 60,5 mld zł, tj o 2,4 mld zł, czyli 3,8 proc. mniej niż w I kw. ub.r. – Aby zrealizować budżet na rok 2009, dochody krajowe w kolejnych kwartałach musiałyby wynieść 208,9 mld zł – wylicza ekonomista. – W tym samym okresie 2008 r. do kasy państwa wpłynęło zaś 176 mld zł. Czyli wzrost powinien sięgnąć teraz 18,7 proc. Profesor jest raczej skłonny przypuszczać, że dochody krajowe w całym 2009 r. będą niższe od ubiegłorocznych o 3,8 proc., czyli o tyle samo co w I kw. Wyniosą wówczas 229,8 mld zł, a to oznacza dziurę sięgającą 39,6 mld zł. Stanisław Gomułka zauważył, że dwie pozycje w wydatkach państwa odbiegały w I kw. znacznie od planu. Pierwsza to koszt obsługi długu zagranicznego, który był większy o ok. 1 mld zł. Z drugiej strony jednak koszt obsługi długu krajowego był znacząco niższy, więc w sumie budżet na koszcie jego obsługi zaoszczędził 2 mld zł. Mniej o 3 mld zł przekazano też do FUS, co oznacza, że teraz dotacja będzie musiała być zwiększona. Po trzech miesiącach 2008 r. w budżecie była nadwyżka 3,1 mld zł, a po marcu 2009 r. deficyt wynosił 10,6 mld zł. Stąd ekonomista jest przekonany, że nie ma szans, by sprowadzić deficyt sektora finansów publicznych w latach 2009 – 2010 do poziomu poniżej 3 proc. PKB. Tymczasem Komisja Europejska prognozuje, że deficyt może dojść do 6,6 proc. PKB. – To błędna prognoza – ucina Rostowski. – Nowela (...) nie przesądza o zmianie deficytu budżetu. Pozwoli nam wpisać oszczędności poczynione w styczniu – dodaje. [ramka][b]Bruksela walczy z polskim deficytem[/b] Po informacjach, że deficyt sektora finansów publicznych przekroczył dozwolone w traktacie z Maastricht 3 proc. PKB (w 2008 r. wyniósł 3,9 proc.), Komisja Europejska zapowiada na przyszłą środę pierwszy krok w kierunku otwarcia wobec Polski procedury nadmiernego deficytu. Ogłosił to komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia. Podobne kroki zostaną podjęte także wobec Malty, Rumunii, Litwy i Łotwy.Tymczasem agencja ratingowa Fitch w opublikowanym wczoraj raporcie wyliczyła, że wolniejszy wzrost PKB, większy deficyt i słabszy złoty mogą doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa do 51 proc. PKB w tym roku z 47 proc. w roku 2008. To zaś oznacza, że przekroczymy tak zwany pierwszy próg ostrożnościowy. Z drugiej strony analitycy agencji podkreślają, że taka sytuacja powinna zmusić rząd do przyspieszenia zapowiadanych reform. – Dzięki uruchomieniu programu „50+” wzrosłaby aktywność zawodowa Polaków, co mogłoby się przełożyć na wzrost gospodarczy Polski – twierdzi Fitch. Agencja nie wyklucza w takim scenariuszu podniesienia ratingu dla naszego kraju. W jej ocenie pozytywny wpływ na rating będzie miało także wypełnienie kryteriów z Maastricht i przyjęcie euro. Tu według Fitch najbardziej prawdopodobna data to rok 2013. [i]eg[/i][/ramka] [ramka][b]Mirosław Gronicki - były minister finansów[/b] Mówienie, że realizacja budżetu jest pod kontrolą, to pomyłka. Deficyt sięga 16 mld zł, a rok temu w tym czasie mieliśmy nadwyżkę. Dochody idą coraz słabiej. Nowelizacja jest więc konieczna i trzeba ją przeprowadzić, zakładając scenariusz możliwy do wykonania. Osobiście dostosowałbym znowelizowany budżet państwa do wariantu jak najbardziej pesymistycznego, bo wówczas minister finansów miałby możliwość manewru i nie musiałby się obawiać konieczności wprowadzania kolejnych poprawek do budżetu. [/ramka] [ramka][b]Janusz Jankowiak - główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu[/b] Deficyt budżetowy nie jest problemem i jest możliwe utrzymanie go na dotychczasowym poziomie. Chodzi jednak o to, aby nie wypychać długu poza budżet. Nowelizacja powinna polegać po pierwsze na szukaniu maksymalnych oszczędności w wydatkach, po drugie rząd powinien podnieść składki rentową i zdrowotną, i to jak najszybciej. Trzecim rozwiązaniem, jakie powinno zostać zastosowane, jest podniesienie akcyzy na wszystkie wyroby. Zmianę deficytu zostawiłbym na absolutny koniec. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL