Publicystyka

Platforma płynie z prądem

Fotorzepa
W Polsce nie ma władzy i nie jest uprawiana polityka. Oglądane przez nas działania są tylko zbiorem przypadków, mniej lub bardziej szczęśliwych – pisze filozof i publicysta
Jest wieczór. Ostatnim ekspresem przyjechał do domu poseł partii rządzącej. Rzucił teczkę na jeden fotel, na drugi sam opadł. Żona już śpi. Jedno z dzieci, powiedzmy syn – ten ukochany, następca ojca – się budzi i schodzi do salonu, by się przywitać: „Tato, co dziś robiłeś?”. No właśnie. Co?
[srodtytul]Piar i misja[/srodtytul] Zgodnie z popularnym poglądem ekipa Tuska mistrzowsko posługuje się piarem. To twierdzenie nie jest jednak prawdziwe. Tusk nie posługuje się piarem, to piar posługuje się Tuskiem. Nie ma się więc czym chwalić. Kiedy narzędzie zaczyna rządzić człowiekiem, należy się nad sobą poważnie zastanowić. Długotrwały niedosyt sensu nikomu dobrze nie służy.
Piar nie jest zły sam w sobie. Dobrze wykorzystany służy każdej sprawie. Powiedzmy nawet mocniej – piar jest jednym z narzędzi spełniania marzeń. Wiedzą o tym wielkie korporacje, które z niego korzystają. Same jednak nie istnieją dla piaru. Firma nie funkcjonuje po to, by być dobrze postrzeganą. Dobre postrzeganie jest tylko środkiem do celu, jakim jest osiąganie zakładanych zysków i realizowanie wartości. Korporacje już dawno zrozumiały podstawowy mechanizm psychologiczny, który napędza ludzi do działania. Jego częścią są, owszem, finansowe profity, ale one same nie są wszystkim, są warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Do pełni potrzebne jest poczucie sensu. Ludzie zaangażowani w pracę korporacji muszą widzieć sens swoich działań. Musi być coś, co sprawi, że na rodzinnym spotkaniu, zamiast zrzędzić, że jest bieda, będzie można się pochwalić tym, co firma robi. Partia rządząca tej lekcji nie przerobiła. Nie jest bowiem zdolna do realizowania wartości, dla których została powołana. Płynie jedynie z prądem, efektownie, ale nie tam, gdzie zamierzała. Sama już chyba nie wie, dokąd dokładnie. [srodtytul]A miało być tak pięknie[/srodtytul] Sen o Platformie był piękny. Partia zrodzona z marzeń liberałów o obywatelskiej sile, która jest mocniejsza od chorego państwa. O tym, że warto obniżać podatki, bo ludzie sami najlepiej wiedzą, co robić z pieniędzmi. O tym, że dobrze jest tworzyć sprawną administrację, która zamiast służyć bieżącym celom, będzie realizowała wieloletnią strategię rozwoju państwa. Dziś PO nie jest zdolna do komunikowania tych celów. A komunikacja jest początkiem działania. Uprawianie polityki polega bowiem na takim sformułowaniu i przeforsowaniu celów, by były one zdolne do programowania całego aparatu państwa. Tymczasem cele nie są komunikowane, nie istnieje przekaz, który umożliwiłby wyznaczenie kierunku działania. To oznacza, że w Polsce nie ma władzy i nie jest uprawiana polityka. Oglądane działania są tylko zbiorem przypadków, mniej lub bardziej szczęśliwych. [wyimek]Zgodnie z popularnym poglądem ekipa Tuska mistrzowsko posługuje się piarem. Ale to nieprawda. W rzeczywistości to piar posługuje się Tuskiem[/wyimek] To natomiast, co w popularnym przekazie nazywane jest piarem, żadnym piarem nie jest. To pojedyncze zjawiska, sztuczne ognie puszczane dla podtrzymania wrażenia, że cokolwiek się dzieje. Reforma finansów publicznych stoi. O podatku liniowym nikt nie pamięta. Zamiast odpolityczniania administracji trwa jej podporządkowywanie interesom partyjnym. Widzimy gadanie, ale i ono ma mały związek z celami, które PO sobie zawsze stawiała. Szeregowym posłom Platformy należy współczuć. Motywy, dla których ludzie rozpoczynają aktywność polityczną, są zwykle szlachetne. To nie jest tak, że ludźmi rządzi dzikie pragnienie władzy i dorwania się do koryta. Najczęściej pierwszym impulsem wejścia do polityki jest poczucie misji. [srodtytul]Rząd jak bank[/srodtytul] PO, która nie wykorzystuje wizerunku do realizacji celów, ale sama mu się podporządkowuje, zabija w szeregowych politykach to poczucie misji. Co oni mają powiedzieć rodzinom i ludziom, którzy odwiedzają ich w biurach poselskich? Dziś znów nagadaliśmy Kaczorom, a potem odbijaliśmy radio? Wyobraźmy sobie bank, który działa jak obecny rząd. Ma on centrale i ma oddziały. Ma prezesa, dyrektorów i szeregowych pracowników. Szyldy są wywieszone. Jeden z dyrektorów krzyczy, że u konkurencji są sami pijacy. W telewizji trwa kampania wizerunkowa. Problem w tym, że nie udziela się kredytów ani nie przyjmuje depozytów. A na zapleczu pochłaniane są eklery. [i]Autor jest filozofem, tłumaczem, członkiem zespołu rocznika „Teologia Polityczna”. Był doradcą ministra edukacji Ryszarda Legutki[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL