Unia Europejska

Polityczna wojna o polowanie na foki

Członkowie organizacji Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA) organizują protesty przeciwko mordowaniu fok i importowi foczych produktów (na zdjęciu: demonstracja w Hamburgu, 14 kwietnia). fot: Christian Charisius
Reuters
Unia Europejska ma dziś zakazać importu foczych produktów. To grozi sporem z Kanadą i zablokowaniem unijnych interesów w regionie arktycznym
Co roku myśliwi zabijają na świecie blisko milion fok. Wiele z nich, zdaniem organizacji obrony praw zwierząt, w sposób niehumanitarny. Zabijane strzałem lub uderzeniem pałki w głowę są następnie obdzierane ze swoich cennych skór, mimo że wykazują jeszcze oznaki życia – tak twierdzi organizacja Sea Shepherd. Ten krwawy przemysł spowodował dyplomatyczne tarcia między Unią Europejską i Kanadą.
Parlament Europejski w ostatecznym głosowaniu zakaże dziś importu foczych produktów. Decyzja jest faktycznie przesądzona, bo wcześniej w drodze negocjacji deputowani uzgodnili wspólne stanowisko z rządami państw członkowskich UE. Zakaz uderzy przede wszystkim w kanadyjskich myśliwych. – Zakaz nie ma żadnych podstaw naukowych ani prawnych. Unijna agenda ds. weterynaryjnych oraz naukowcy przyznają, że polowanie na foki w Kanadzie jest humanitarne – mówi „Rz” Loyola Sullivan, kanadyjski ambasador ds. zasobów rybnych. – Politycy i parlamentarzyści w Europie ulegają po prostu trwającej od 20 lat kampanii organizacji obrony praw zwierząt, która oparta jest na całkowicie fałszywych informacjach – stwierdził. Dodał, że Kanada gotowa jest wystąpić przeciwko UE przed Światową Organizacją Handlu (WTO) z oskarżeniem o stawianie sztucznych barier w handlu.
Z podobnymi zamiarami nosi się Norwegia, również poważny gracz na foczym rynku. Rocznie w Kanadzie zabijanych jest ok. 270 tys. fok, ponad 90 proc. strzałem z broni palnej. Zdaniem kanadyjskiego dyplomaty gwarantuje to, że przy ściąganiu skóry zwierzę jest już nieżywe. Unia nieco złagodziła swoje wstępne propozycje, bo zakaz ma nie obejmować produktów z fok upolowanych we wspólnotach Innuitów, czyli rdzennej ludności północnej Kanady. Ale to jeszcze bardziej rozwścieczyło Ottawę – eurokraci dzielą sztucznie jej myśliwych ze względu na pochodzenie etniczne. – Innuici, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że ten wyjątek nic im nie daje. To zwykłe udawanie, że Unia robi coś dla rdzennej ludności Kanady – twierdzi Loyola Sullivan. – Taka decyzja pogłębia przekonanie o aroganckich urzędnikach siedzących w Brukseli i decydujących o sprawach, o których nie mają pojęcia i które ich nie dotyczą – przyznaje w rozmowie z „Rz” Svend Aage Christensen, ekspert Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych w Kopenhadze. Kanada w reakcji blokuje też unijne interesy w regionie arktycznym. W ubiegłym tygodniu na posiedzeniu Rady Arktycznej, która opracowuje strategię dla tego ważnego regionu, nie przyjęto wniosku UE o przyznanie statutu stałego obserwatora. Decyzję odłożono na 2011 rok, powołując się na względy proceduralne. Faktycznie jednak ta niechęć wobec UE została wywołana właśnie foczym zakazem. Jak twierdzi „Financial Times”, część krajów była oburzona faktem, że Bruksela przygotowała tak poważne studium, w ogóle nie konsultując się z krajami arktycznymi. Irytacja połączyła państwa o różnych interesach, jak USA, Rosja, Norwegia i Islandia, a nawet członków UE, jak Finlandia, Szwecja i Dania. – Unia chce być w Radzie Arktycznej, bo ma tam interesy. Od rybołówstwa, poprzez transport morski, po ekologię i walkę ze zmianami klimatycznymi – mówi Christensen. Dzisiejsze głosowanie w PE zostało wyznaczone na zupełnie niedyplomatyczny termin. Już jutro w Pradze odbywa się doroczny szczyt UE – Kanada, gdzie politycy z obu stron mają zadeklarować stworzenie strefy wolnego handlu. Strona Parlamentu Europejskiego: www.europarl.europa.eu
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL