fbTrack

Historia

Ogniwo Edwarda Słońskiego

Edward Słoński
Rzeczpospolita
„Poezja twórcza należy do tych dziedzin ducha, która – mówiąc słowami Słowackiego – »owija się jak bluszcz wokół dębu« koło wielkiego wysiłku ludzkiego” – powiedział Józef Piłsudski w sierpniu 1923 r. we Lwowie, na II Zjeździe Legionistów.
„Nie znam – kontynuował – epoki bardziej silnej pod względem twórczości poezji żołnierskiej jak okres legionowy. Pieśń żołnierska ożywiła kulturę polską – jest ona tym wielkim, trwałym ogniwem, które zapewnia życie Legionom, dopóki istnieje żołnierz polski”. „To samo – dodał – jest z malarstwem”.
Istotnie, artystów nie brakowało w Legionach. Wśród oficerów legionowych doliczono się 27 malarzy, rzeźbiarzy i muzyków oraz 11 literatów i dziesięciu dziennikarzy. Niektórzy z nich po latach zdobyli sławę, jak np. Władysław „Orlik” Broniewski, inni niemal natychmiastową popularność, jak w I Brygadzie Bolesław Wieniawa-Długoszowski, a w II Brygadzie Józef Mączka. Przykre, że w zapomnienie popadła twórczość tych, którzy oddali życie za ojczyznę. W bitwie pod Samoklęskami 6 sierpnia 1915 r. zginął – między innymi – zwiadowca Stanisław Długosz, autor liryków filozoficznych, który śmierć swoją przepowiedział w jednym z wierszy, pośmiertnie opublikowanych w tomie „Przed złotym czasem” (1917). W 1920 r., nad Bohem, padł w boju twórca pieśni legionowych Bogusław Szul-Skjöldkrona. A we Lwowie w 1941 r. hitlerowcy zamordowali najmłodszego poetę II Brygady, urodzonego w 1900 roku autora żydowskiego pochodzenia Artura Prędskiego.
Wartość artystyczna poezji legionowej – i tej recytowanej, i tej śpiewanej – była różna. Jak słusznie pisał Andrzej Romanowski: „epigonizm styka się tu z prekursorstwem, a kicz z arcydziełami”. Z całą pewnością najwybitniejszym poetą legionowym, przez długie lata w PRL pomniejszanym czy wręcz relegowanym z historii literatury, był Edward Słoński, autor napisanego na początku I wojny światowej poematu „Ta co nie zginęła” i stworzonego pod koniec tej wojny „Boju o Warszawę”. Jego wierszy uczono się na pamięć i deklamowano z tym samym przejęciem co utwory Mickiewicza i Słowackiego. We wrześniu 1914 r. pisał: „Bo wciąż na jawie widzę/ i co noc mi się śni,/ że ta, CO NIE ZGINĘŁA, / wyrośnie z naszej krwi”. Nawiasem mówiąc, gdy niemal 30 lat później Andrzej Trzebiński napisze „Imperium, gdy powstanie, to tylko z naszej krwi”, wyraźnie nawiąże do poezji Słońskiego. I też zostanie wyrzucony na margines literatury polskiej z etykietą „faszysty” przyklejoną mu przez Stefana Żółkiewskiego. Edward Słoński nie tylko był wybitnym poetą, ale i wielkim Polakiem. Jeszcze w XIX w. był zsyłany: za udział w manifestacjach politycznych i działalność socjalistyczną w PPS. Wielokrotnie aresztowany, więziony był w Cytadeli. Do Legionów wstąpił na początku 1915 roku, w Wojsku Polskim służył do 1921 r., brał udział w wojnie z bolszewikami. Następnie porzuciwszy wyuczony zawód dentysty (!), zajął się wyłącznie działalnością literacką i wydawniczą – już bez specjalnych sukcesów. Ciężko chorował i w 1926 roku zmarł w biedzie i opuszczeniu w wieku 54 lat. Ale w pamięci Polaków pozostały takie jego strofy, jak ta: „Jak to było ładnie, kiedy do Lublina/ na karkach Moskali wjechał pan Belina”. Pytał też retorycznie: Kto, jak on – nasz brygadier Piłsudski Polskę w sercu, śmierć w tornistrze nosił, kto, jak on, tak u Boga wyprosił, by stąd odszedł najeźdźca kałmucki?”. [i]Krzysztof Masłoń - krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL