fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Na grillu z Donaldem Tuskiem

Igor Janke
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
I Tusk, i Kaczyński umieją grać na emocjach. Tyle że były premier robił to w sposób mało przyjemny, bolesny i przykry. A obecny szef rządu wprowadza nas w dobry nastrój – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
[b][link=http://blog.rp.pl/janke/2009/04/21/na-grillu-z-donaldem-tuskiem/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Kilkakrotnie w ostatnim czasie słyszałem argument: "Platforma rządzi słabo, wiem o tym, ale przynajmniej czuję, że żyję w normalnym kraju. Nikt mi nie zrzędzi, w zasadzie jest przyjemnie". Ta opinia daje dobry trop do odpowiedzi na nurtujące wielu komentatorów pytanie: jak to się dzieje, że ekipa PO rządzi, jak rządzi, robi mało, a popularność tej partii bije wszelkie rekordy.
Donald Tusk w mistrzowski sposób posiadł umiejętność wyczuwania nastrojów i wywoływania pożądanych nastrojów u odbiorców. Kiedy trzeba – umie wywołać emocje postępowych lewicowców, kiedy trzeba – ludzi myślących bardziej tradycyjnie. Potrafi wprowadzić nas w dobry nastrój, ożywić stare symbole, sprowokować do rozmowy, której puenta jest już kompletnie nieistotna.
Jarosław Kaczyński też umiał wzbudzać emocje. Tyle że on to robił w sposób mało przyjemny. Bolesny. Przykry. Negatywny. Przy tym dość często wskazywał wrogów. Otwierał wiele frontów walki naraz.
Donald Tusk tego nie robi. Donald Tusk buduje miłe obrazy. Już dwa lata temu wprowadził nas w przyjemny nastrój. Uwierzyliśmy, że może być lepiej, jeśli tylko zechcemy. Że życie może być przyjemne, że dobra wola i uśmiech załatwią wszystko.
Z tego błogiego spokoju nie wyrwał nas nawet kryzys. Bo nawet w trudnym czasie Donald Tusk jest w stanie kierować naszą uwagę ku różnym, dużo bezpieczniejszym sprawom. Raz czarować uśmiechem, raz gromadzić w obronie czci, innym razem pokazując srogą, lecz zatroskaną, twarz. Czasem ożywić, czasem wstrząsnąć. W ten sposób panuje nad nastrojami ogromnej części wyborców.
[srodtytul]Zyzak jako nabój[/srodtytul]
Świetnym tego przykładem jest historia z książką Pawła Zyzaka i atak na Instytut Pamięci Narodowej. Jaki był powód tak ostrej reakcji premiera, a za nim dużej części jego partii? Czemu służyć miały ostrzeżenia pod adresem IPN? Czy Donald Tusk uznał, że instytut jest niepotrzebny, że to fatalna instytucja, która szkodzi Polsce? Czy chciał dokonać jakiejś rewolucji?
Przecież to Platforma głosowała za powstaniem IPN, a Janusz Kurtyka został wysunięty przez przedstawiciela tej właśnie partii. To Platforma była za pełnym otwarciem szaf z teczkami. Czy nagle Tusk zmienił zdanie na temat konieczności badania historii? Czy chce wszystko wywrócić do góry nogami?
Oczywiście tak nie jest. Ale poruszając temat IPN, premier i jego koledzy w fantastyczny sposób skupili uwagę opinii publicznej na Januszu Kurtyce zamiast – na przykład – na rosnącym bezrobociu. Przekonali wielu Polaków, że ktoś chce im zabrać ich ukochany (ponownie – od niedawna) symbol. I wezwali do jego ochrony. Bo "naszego Lecha" trzeba bronić!
A przecież gdyby premier nie wspomniał o książce Pawła Zyzaka, nie byłoby problemu. Lech by żył sobie spokojnie. Więc problem trzeba było wywołać. I udało się. Wmówiono ludziom, że Zyzak, a z nim Kaczyńscy, chce nam zamordować Lecha! I wszyscy stanęli do obrony.
Najgoręcej bronili Wałęsy ci, którzy jeszcze całkiem niedawno psy na nim wieszali. Udało nam się zjednoczyć na chwilę w wielkiej emfazie. Pani minister szkolnictwa wyższego w zapale bojowym była niemal gotowa zamknąć Uniwersytet Jagielloński. I o to chodziło. Jednoczymy się, emocje rosną. Potem premier mógł już powstrzymywać co bardziej krewkich swoich zwolenników.
Strategiczny plan tej akcji był prosty. Lech Wałęsa jako naturalny wróg braci Kaczyńskich, od lat przez nich znienawidzony jest idealnym ośrodkiem skupiającym przeciwników PiS. Należało więc – i to uczynili Tusk oraz jego doradcy – zrobić wszystko, co możliwe, aby podgrzać emocje wokół byłego prezydenta. A następnie znów zrobić z niego symbol, wokół którego mogą się gromadzić obrońcy Wałęsy. Pod hasłem: brońmy Lecha, brońmy "Solidarności", bronimy naszych mitów!
Atak na nieznanego nikomu Pawła Zyzaka, a potem na IPN, był tylko grą na wywołanie takich właśnie emocji. Udaną grą. Sterując zręcznie emocjami, można utrzymać przy sobie uwagę ludzi. Łatwiej jest zebrać Polaków, krzycząc, że ktoś chce zniszczyć nasz mit narodowy, niż tłumacząc konieczność wejścia do strefy ERM2 czy opowiadając o kłopotach z autostradami i szpitalami.
Dziesiątki publicznych postaci, najważniejsze media, czołowi dziennikarze stanęli w obronie Lecha Wałęsy. W obronie Lecha Wałęsy, czyli przeciwko braciom Kaczyńskim. A przeciwko braciom Kaczyńskim, czyli za Platformą Obywatelską. I o to chodziło.
A Zyzak został użyty tylko jako nabój.
[srodtytul]Wolni ludzie ufają [/srodtytul]
Trzeba umieć docenić to, w jaki sposób przywódca Platformy wyczuwa społeczną atmosferę. Jak dobrze wyczuwa, co myślą jego potencjalni wyborcy. To cecha bardzo ułatwiająca działania politykowi. Jeśli spojrzymy na ostatnie dwa lata działalności Tuska, to jest to nieustanna gra na pozytywnych i negatywnych emocjach.
To samo stara się oczywiście robić większość polityków. Ale innym nie wychodzi to tak dobrze jak jemu. Zwłaszcza że będąc szefem rządu, nie może się wykazać zbyt dużą liczbą osiągnięć swego gabinetu. Poza Orlikami nie przeprowadził żadnego udanego większego projektu. Za to udało mu się przeprowadzić wiele akcji wywołujących żywiołowe reakcje wyborców. I to reakcje przychylne jemu i jego partii.
Pierwsza miała miejsce już podczas kampanii wyborczej sprzed dwóch lat. Cały przekaz Platformy to była nie treść, ale emocje. Pójdziemy razem, dokonamy cudu! Żadnej recepty, jak to zrobić, tylko zapewnienie, że będzie pięknie. I Polacy uwierzyli Tuskowi. Uwierzyli w całkowicie nieracjonalne przekazy, jak choćby ten, że można jednocześnie nie ciąć wydatków i zmniejszać deficyt budżetowy. Przekaz był tak pozytywny, tak miły, sympatyczny i optymistyczny, że aż chciało się uwierzyć. Polacy zasługują na cud! A co, nie zasługują?! Wolni ludzie, tworzyć czas!
Potem przyszła epoka miłości i uśmiechu. Jakież to było przyjemne. Jaka ulga po ostrym języku przeciwników. Ważne są uczucia, dobro i sympatia. Damy radę! I wreszcie spokój. Rozpalmy nasze grille, spójrzmy na dziadków, cieszmy się dziećmi, uśmiechajmy, jest fajnie. Bądźmy ze sobą. Ufajmy sobie. Zaufanie, w zaufaniu, ufajmy, że się uda. Musi się udać. Tusku, musi!
Ale najważniejsze, by było przyjemnie. Politycy Platformy wiele razy powtarzali, że to nie jest czas, kiedy Polacy chcą wyrzeczeń. Ma być przyjemnie.
[srodtytul]Kastracja, eutanazja, co kto woli [/srodtytul]
Więc zamiast bolesnych reform w służbie zdrowia – biały szczyt. Słuchajmy się, rozmawiajmy, szukajmy wspólnie rozwiązań. Chwyćmy się za ręce, wspólnie coś wymyślimy. Szukajmy rozwiązań, wolni ludzie! I mimo że nic nie wymyślono, co by wszyscy zaakceptowali, to przekaz był pozytywny.
Ale czasem trzeba grać na innych nutach. Czasem przekaz musi być trudniejszy. Od czasy do czas warto walnąć w dzwon. W mediach pojawiły się doniesienia o molestowaniu dzieci. W tabloidach coraz więcej przerażających historii na ten temat. W ludziach budzi się gniew. Premier jest na miejscu. Reakcja twarda i mocna. Kastracja dla pedofilów! Mocne, niczym groźby Kaczyńskiego i Ziobry. A w ustach ich oponenta brzmią jeszcze mocniej.
Tusk chce kastracji! Wrażenie ogromne. Lud zachwycony, eksperci baranieją. Tego nie da się przeprowadzić. Minister sprawiedliwości nie wie, co mówić, podobnie minister zdrowia. Okazuje się, że to po prostu niemożliwe. Nieważne. Premier zagrzmiał, potem już do sprawy nie wrócił. Sprawa ucichła, słowo się rzekło, ale popłynęło, już ludzie nie pamiętają. Trzeba więc szybko wrzucić nowy temat, by mogli zająć się czymś innym.
Kiedy w TVN pojawi się dramatyczna historia matki, która nie może wytrzymać wieloletniej opieki nad dzieckiem tylko oddychającym i przyjmującym pokarmy, premier też wie, co powiedzieć. Matka prosi o eutanazję. Trudno nie pochylić się nad jej losem. I premier się pochyla, rozumie. Publicznie rzuca: trzeba zacząć rozmowę o eutanazji. Trzeba podyskutować jeszcze raz, by znaleźć dobre rozwiązanie.
Jakie rozwiązanie? Czy premier ma jakiś plan? Nie, broń Boże. Tusk nie stał się nagle zwolennikiem eutanazji. Ale wywołał gorący temat, na chwile rozgorzała dyskusja. A on, wrażliwy człowiek, zaproponował rozmowę. Bo trzeba rozmawiać. Budować zaufanie, oczywiście. I znów emocje pofrunęły. Za kilka dni rzecznik rządu zamknął dyskusję.
[srodtytul]Dobry Polak kopie piłkę [/srodtytul]
Żadnych zmian dotyczących eutanazji nie będzie. Przeciwnicy eutanazji mogą spać spokojnie, premier nic nie zrobi. A ci, którzy chcieliby wprowadzenia takiej możliwości, otrzymali sygnał, że Donald Tusk nie jest taki zamknięty na ich pogląd. Jak trzeba, można mówić i o patriotyzmie – choć wydawałoby się, że to domena politycznych przeciwników. Zawsze dobra jest piłka nożna, cały naród kocha piłkę, więc prawdziwi Polacy uczą swoje dzieci grać w piłkę nożną. Jak pięknie brzmi. Kochamy pana, panie premierze. Wszyscy się wkurzamy, że nasi nawet pod Beenhakkerem tak słabo grają, ale jak wszyscy dziś zaczniemy uczyć nasze dzieci grać, to kiedyś będzie lepiej. Piękne, pozytywne emocje. Miłe.
Ta gra na rozmaitych emocjach Polaków, wyciąganie rozmaitych sztandarów, miłe słowa i dla tych, i dla tamtych. Odwoływanie się raz do takiej symboliki, raz innej. Tu eutanazja, tu piłka nożna, tu Lech Wałęsa, tu in vitro, pomoc kobietom, które chcą mieć dzieci, pomoc ludziom, którzy cierpią. Tu dziadkowie, dzieci, cała rodzina, słońce i wspólny grill.
Donald Tusk stał się wielkim magiem umiejącym dotykać naszych czułych miejsc. Kierować uwagę w kierunku przez siebie pożądanym.
Czy któraś ze spraw znalazła jakiś finał? Nie. Nic się nie zmieniło z IPN, eutanazją i in vitro, o kastracji nikt nie pamięta. Bo to tylko fajny teatr, którym mamy się emocjonować.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA