Styl życia

Optymizm można sobie obliczyć

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
O pozytywnych emocjach, statystyce doświadczeń i błędnym kole mówi prof. Wiesław Łukaszewski
[b]Panie profesorze, jak tu być optymistą w takim świecie?
Prof. Wiesław Łukaszewski: [/b] Mimo całej złożoności współczesnego świata nie uważam, by patrzenie na życie z optymizmem było niemożliwe. Myślę, że trudność związana z przeżywaniem pozytywnych emocji wynika raczej ze skłonności do narzekania, która jest w Polakach mocno utrwalona. Ale może to być postawa obronna. Wiele opinii rodzi się z potrzeby usprawiedliwienia własnej bezczynności czy poniesionej porażki. [b]Jak mam to rozumieć? [/b]
Gdybyśmy powiedzieli: świat jest wspaniały, ludzie życzliwi, zadania niezbyt trudne, ale nam się nie udaje – to przecież wiadomo, gdzie leży odpowiedzialność za porażkę. Jeżeli powiemy odwrotnie, porażkę można odłączyć od "ja". [b]Kilka lat temu w brytyjskim miasteczku psychologowie przeprowadzili ciekawy eksperyment. Postanowili, że nauczą jego mieszkańców czerpania zadowolenia z życia. Na tej podstawie powstała książka "Jak być szczęśliwym". Jej autorzy twierdzą, że można sprawować całkowitą kontrolę nad optymizmem. Nie chce mi się wierzyć. [/b] Pozytywne myślenie to dość popularne hasło, które cieszy się niezłą reputacją w kręgach terapeutycznych. Ale, jak wiele tego rodzaju zaklęć, jest w moim przekonaniu ponad miarę optymistyczne. Człowiek może dość skutecznie kontrolować swoje emocje. Próbują tego na przykład ludzie, których dopada kryzys wieku średniego. Poprawiają sobie samopoczucie, myśląc na przykład: "jak na swoje lata, trzymam się całkiem nieźle". Ale pozytywne myślenie może mieć nie najlepszy wpływ na działanie. Udowodniła to w swoim eksperymencie niemiecka badaczka Gabrielle Oetingen. Podzieliła biorące w nim udział kobiety na dwie grupy. Jedne z nich poprosiła, by wyobrażały sobie, że są piękne i szczupłe. Zadaniem drugiej grupy było wyobrażanie sobie czegoś dokładnie odwrotnego. W efekcie kobiety z pierwszej grupy w ogóle nie schudły, a drugie straciły na wadze, i to nawet 9 – 11 kg. Pozytywne myślenie dobrze robi na samopoczucie, gorzej na wyniki działania. [b]Mniejsza o rezultaty. Fakt faktem, że autosugestia jest potężnym narzędziem, z którego można zrobić użytek. Może więc rację ma amerykański psycholog Martin Seligman, który przekonuje, że optymizmu można się nauczyć. [/b] Optymizm, podobnie jak i pesymizm, polega na obliczaniu prawdopodobieństwa zdarzeń. Innymi słowy, na ustaleniu proporcji między możliwością zajścia zjawisk ocenianych jako dobre i złe. W tym sensie optymizmu można się nauczyć, bo można się nauczyć myśleć statystycznie. Wiąże się to z uświadomieniem sobie zakresu własnych możliwości i skuteczności działania. Na ogół mamy większy, niż myślimy, wpływ na zdarzenia w naszym życiu. Seligman formułuje swoją teorię dość ostrożne. Według niego optymizmu można się nauczyć, ale pod pewnymi warunkami. [b]Jakimi? [/b] Jest ich wiele. Najważniejszym z nich jest zdolność wyobrażania sobie odmiennych stanów rzeczy i sposobów ich osiągnięcia. Im lepszą mamy wyobraźnię, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się w naszej głowie scenariusza, który będzie przesłanką optymizmu, bo potrafimy wcielić go w życie. [b]Ale istnieje jednocześnie druga – przeciwstawna – koncepcja. Według niej rodzimy się z pewnym poziomem optymizmu wynikającym z wyposażenia genetycznego. [/b] Słyszałem również o możliwości dziedziczenia poglądów politycznych. Co ciekawe, dotyczy to przekonań prawicowych. Mam sceptyczny stosunek do tego rodzaju stwierdzeń. Jeśli już można mówić o istnieniu jakiegoś wrodzonego uwarunkowania, to wynika ono raczej z właściwości układu nerwowego. Choć i w tym przypadku byłbym ostrożny w stawianiu tez krańcowych. Idąc tym tropem, optymistami można by nazwać psychopatów – z natury niewrażliwych na doświadczenia negatywne – a pesymistami podatne na zranienie osoby neurotyczne. Byłoby to jednak nadużycie. A więc większy wpływ na stan ducha wywierają okoliczności zewnętrzne? Powiedziałbym raczej, że doświadczenia, jakie dzięki nim zdobywamy. Gromadzimy w sobie ślady odniesionych sukcesów i poniesionych porażek. W naszych głowach powstaje coś na kształt statystyki doświadczeń. Nie powinniśmy lekceważyć znaczenia tego czynnika. Odgrywa on istotną rolę przy podejmowaniu w życiu kolejnych zadań. Ale łatwo tu o mechanizm błędnego koła. Człowiek w stanie euforii jest szczególnie wrażliwy na wydarzenia, które wzmacniają jego optymizm. I odwrotnie – osoba ogarnięta pesymizmem będzie bardziej czuła na odbiór bodźców negatywnych, z tym że ów mechanizm w drugim przypadku jest bardziej efektywny. To jedna z przyczyn, dla których tak trudno się uwolnić od depresji. [b]Z pomocą leków poprawiających nastrój możemy dzisiaj sterować własnym poziomem optymizmu. To wielka pokusa. [/b] Rzadko się zdarza, by depresja przechodziła samoistnie. W tym sensie zgadzam się, że farmakoterapia jest niezastąpioną formą pomocy. Ale nie jestem psychiatrą, wolałbym się więc nie wypowiadać na ten temat. Skomentuję pani pytanie nieco przewrotnie. Nie warto zawsze i za wszelką cenę pozbywać się smutku. Mówi się, że ludzie smutni są mądrzejsi. Wnikliwiej myślą, uważniej słuchają, bardziej się liczą z informacjami. Ale być może jest odwrotnie: to mądrzy są smutniejsi. Choć trudno to udowodnić. [b]Jak tu więc znaleźć złoty środek? Jak być optymistą, nie narażając się na śmieszność, nie być oskarżanym o sztuczną wesołość, którą często zarzuca się Amerykanom? [/b] Amerykański styl bycia może się nam wydawać śmieszny, ale jest on umocowany w pewnych ramach kulturowych. Innymi słowy, jest częścią większej całości, która do nas nie zawsze przemawia. Wracając do pani pytania... Niektórzy psychologowie zachęcają do uczenia się tzw. optymizmu rytualnego. Rządzi nim zasada mówiąca, że nieważne, co myślisz, zachowuj się tak jak optymista. W efekcie, wcześniej czy później, zostaniesz optymistą. [b]Być optymistą to osiągać szczęście? Na ile te dwie emocje są ze sobą tożsame? [/b] Szczęście może być rozumiane w wieloznaczny sposób. Jeśli spytamy ludzi, w jakiej sytuacji czują się szczęśliwi, większość pewnie powie, że kiedy nic nie robi. Gdy jednak zadamy pytanie, co daje im szczęście, odpowiedź będzie zapewne zupełnie inna. Mówiąc najprościej, szczęście to ogólny dobrostan. Optymizm jest ważnym, jeśli nie koniecznym elementem tego stanu, ale bynajmniej niewystarczającym. [ramka][b]Prof. Wiesław Łukaszewski, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej[/b] Specjalizuje się w psychologii osobowości. Wydał kilka książek, m.in. „Wielkie pytania psychologii” (GWP 2003 r.), „Wytrwałość w działaniu” (GWP 2006 r.). Przez wiele lat przewodniczył Komitetowi Nauk Psychologicznych PAN [/ramka] [ramka][b]"Co napawa nas optymizmem"[/b] To dobra lektura na gorsze czasy. Jej treść trafnie oddaje podtytuł: „Dlaczego jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”. Mimo ponurych prognoz na temat stanu globalnej gospodarki ponad 150 naukowców i myślicieli z niemal całego świata dostrzega na horyzoncie wiele pozytywnych zdarzeń. Dają temu wyraz w felietonach. Napisali je zarówno laureaci Nagrody Nobla (np. fizyk polskiego pochodzenia Frank Wilczek), jak i autorzy bestsellerów (twórca „Inteligencji emocjonalnej” Daniel Goleman), genetycy (Craig Venter, pierwszy człowiek na świecie, który poznał swój genom), a także psycholodzy (prof. Wiesław Łukaszewski, jeden z trzech polskich uczonych, których felietony znalazły się w tej książce). Poruszają szeroki zakres tematów – od pokoju na świecie przez podbicie Marsa po związki intymne. [i]—ifr[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL