fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Czy zabraknie chętnych na amerykańskie obligacje?

Chiny zainwestowały już 700 miliardów dolarów w amerykańskie obligacje. Połowę swojego gigantycznego długu Stany Zjednoczony pożyczyły za granicą
Zadłużenie USA przyrasta w szalonym tempie — od września przybyło go na kwotę biliona dolarów — to najszybsze tempo w historii USA.
Na koniec września dług ma sięgnąć 12,7 bln dol. Aby sfinansować swoje potrzeby pożyczkowe, USA emitują obligacje — chętnie kupowane przez inne kraje. W tym roku sprzedadzą ich za 2,5 biliona dolarów — szacuje Goldman Sachs. Już 54 procent amerykańskich obligacji rządowych ma zagranicznych właścicieli. Najwięcej — za prawie 700 miliardów dolarów — mają Chiny, które zwiększyły swój stan posiadania o prawie 50 proc. w ciągu roku i prześcignęły najchętniej kredytujących do tej pory Amerykanów Japończyków. W czołówce krajów finansujących USA są także fundusze ulokowane m.in. na Karaibach. Chińczycy muszą gdzieś lokować swoje ogromne nadwyżki pochodzące z eksportu, a ich rezerwy sięgają 2 bilionów dolarów. Wydają się być naturalnym pożyczkodawcą Stanów Zjednoczonych, tym bardziej, że ich gospodarka zależy od amerykańskiej — jeżeli w USA konsumpcja spada o 1 proc., to automatycznie chiński eksport spada o 10 proc. Dodatkowo Chińczycy wskutek kryzysu finansowego ponieśli wielomiliardowe straty na inwestycjach w amerykańskie instytucje finansowe. Ale w połowie marca chińskie władze zaniepokoiły się stanem swojego dłużnika. - Pożyczyliśmy USA ogromną ilość pieniędzy. Chcemy, by USA okazały się dobrym kredytobiorcą, choć nie ukrywam, że jestem nieco zaniepokojony — mówił kilkanaście dni temu premier Chin Wen Jiabao.
Chińczycy obawiają się, że rozdęte finanse publiczne, a także drukowanie pieniędzy przez amerykańską rezerwę federalną może grozić wzrostem inflacji, a to obniży dochodowość amerykańskich papierów i osłabi dolara. — Fakt kupowania amerykańskich obligacji przez Chiny napędza tak naprawdę światową gospodarkę — mówił w niedawnym wywiadzie dla agencji Bloomberg Phil Deans, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Temple w Tokio. Jeszcze tego samego dnia władze amerykańskie zaczęły zapewniać o bezpieczeństwie inwestycji w papiery skarbowe, głos zabrał także prezydent USA. — Nie tylko rząd chiński, ale każdy inwestor może być absolutnie pewnym inwestycji w papiery emitowane przez USA — mówił prezydent Barack Obama. - Amerykanie od zawsze wolą więcej wydawać niż oszczędzać, zupełnie inaczej niż Azjaci. Poza tym Chiny i Japonia poprzez zakup amerykańskich obligacji chcą osłabiać swoje waluty, co pomaga zwiększać konkurencyjność eksportu — tłumaczy Eric Lascaless, główny strateg banku Toronto Dominion. Dlatego Chiny będą nadal kupować amerykańskie obligacje, ale nie można wykluczyć, że rentowności wzrosną z obecnych 1,7 proc. w przypadku pięcioletnich papierów i 2,7 proc. w przypadku 10 letnich obligacji. W ostatnich latach chętnie kupowały obligacje USA także te kraje, które korzystały ze wzrostu cen surowców, głównie Rosja (która kilka lat temu posiadała zaledwie ich śladowe ilości) i Norwegia. Ale wraz z kryzysem powstaje kilka pytań — czy w związku ze spadkiem eksportu w Chinach i Japonii, kraje te będą miały nadwyżki które będą mogły lokować w obligacjach amerykańskich. To samo dotyczy eksporterów ropy, skoro cena tego surowca spadła znacząco w ciągu ostatnich 8 miesięcy. I wreszcie wielu dotychczasowych nabywców obligacji amerykańskich zwiększa swoje potrzeby pożyczkowe. - Dla USA oznacza to dość niekorzystny zbieg okoliczności, biorąc pod uwagę ich ogromne potrzeby związane z finansowaniem deficytów w przyszłości — przyznaje Eric Lascaless. Z drugiej strony wobec malejącego zaangażowania w amerykańskie akcje i obligacje firm, inwestorzy zagraniczni chętniej będą nadal kupować obligacje rządowe, będące ciągle w tych niebezpiecznych czasach synonimem bezpieczeństwa. Mało kto może sobie bowiem wyobrazić upadek finansowy USA. - Niemożliwe jest bankructwo kraju, który pożycza tylko w swojej walucie, będącej główną walutę rezerwową świata, a dodatkowo dodrukowuje pieniądze — mówi „Rz” Steven Wieting, ekonomista Citibanku w Nowym Jorku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA