fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Broń nie może być nagrodą dla wybranych

Jarosław Lewandowski
Fotorzepa
Największą patologią obecnego systemu jest to, że pozwolenia na broń są wydawane pospolitym przestępcom. W ten sposób nagradza się ich za to, że są policyjnymi kapusiami – pisze redaktor naczelny miesięcznika „Strzał"
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/03/26/jaroslaw-lewandowski-bron-nie-moze-byc-nagroda-dla-wybranych/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Ostatni okres przyniósł wiele wypowiedzi na temat projektu ustawy o broni i amunicji autorstwa Andrzeja Czumy, dziś ministra sprawiedliwości. O tym projekcie mówili politycy, dziennikarze i różnego rodzaju specjaliści. Z tych wypowiedzi wynika jednoznacznie, że nikt projektu nie czytał. Warto zatem przedstawić jego najważniejsze założenia. [srodtytul]Broń jako atrybut władzy [/srodtytul]
Najważniejszym celem przepisów regulujących dostęp do broni palnej jest niedopuszczenie do tego, by dostawała się ona w ręce przestępców, zapewnienie kontroli nad obrotem bronią i amunicją oraz uniemożliwienie (a w każdym razie utrudnienie) wejścia w jej posiadanie osób niepowołanych – np. psychicznie chorych czy małoletnich. Tymczasem w Polsce broń jest ciągle atrybutem władzy, co pozostało w niezmienionej formie po czasach PRL. Jako jedyne już „władztwo" pozostawione policji – która kiedyś decydowała także o tym, kto dostanie paszport – pozwolenia na broń są traktowane jako rodzaj nagrody dla wybranych, których potem można trzymać w szachu groźbą ich odebrania. Policja stosuje całkowicie uznaniowe reguły postępowania, dowolnie rozpatrując każde podanie. Praktyka urzędnicza pozwala każdemu obywatelowi dać dowolne pozwolenie, a także w każdej chwili mu je odebrać, pod byle pretekstem albo i bez pretekstu, gdy według policji „ustały przesłanki uzasadniające jego wydanie". Praktyka, bo nie prawo, które w tej materii jest nagminnie łamane albo wręcz w ogóle nierealizowane – gdyż policja stosuje jego dowolną interpretację. Obywatel jest wobec takiego stanowiska bezradny, bo tryb postępowań administracyjnych i ewentualnych odwołań do sądów jest dla większości poczciwych ludzi niedostępny. Kto zaś wykaże się odpowiednio dużym samozaparciem i wywalczy sobie pozwolenie, ten je otrzyma. [srodtytul]Pistolet dla herszta [/srodtytul] W praktyce jedynie myśliwi mogą mówić o w miarę normalnym traktowaniu. Największą patologią obecnego systemu jest jednak to, że legalne pozwolenia na broń są wydawane pospolitym przestępcom, a nawet hersztom grup mafijnych! Brzmi to nieprawdopodobnie, ale tak jest – przestępcy są nagradzani bronią za bycie policyjnymi kapusiami. Na podstawie znanych spraw z Krakowa czy Warszawy można domniemywać, że znaczna część bandytów współpracuje z policją. Czasami nagradzani są obywatele porządni, ale w jakiś sposób zasłużeni dla lokalnego komendanta – jak rzemieślnik, który dostał pozwolenie na pistolet za remont budynku komendy. Istnieje też zorganizowana struktura po prostu handlująca pozwoleniami (ostatnia cena, jaką znam, to 12 tysięcy złotych, ale mogło zdrożeć). Nie jestem w stanie uwierzyć, że odbywa się to poza wiedzą władz policyjnych, bo owa struktura ma ogólnopolski zasięg. Kolejną poważną wadą, po części wynikającą z poprzedniej, jest bałagan i brak skutecznej kontroli nad już posiadaną bronią. Dokumentacja ma postać tekturowych teczek przewiązanych sznurkiem, więc w przypadku znalezienia na środku miasta zgubionego pistoletu policja może jedynie czekać, aż ktoś czy coś (służba albo firma ochroniarska) zgłosi zaginięcie takiej broni. Odszukanie właściciela jest niemal niemożliwe, bo trzeba by przekopać wszystkie teczki we wszystkich 17 komendach wojewódzkich policji (Warszawa ma oddzielną komendę). Procedura odstrzeliwania nabojów z nowej broni i gromadzenia wystrzelonych łusek ma charakter czysto rytualny, bo te łuski zalegają potem w piwnicach komend, spakowane w plastikowe woreczki, czekając na wywiezienie na złom. Zatem obecne polskie prawo dotyczące broni jest nieskuteczne, antyobywatelskie i, co równie ważne, niezgodne z unijną dyrektywą dotyczącą kontroli broni. Dyrektywa ta została zmieniona w sierpniu 2008 roku i kraje członkowskie UE mają wyznaczony czas na dostosowanie swojego prawa do tych zmian. Na przykład Czechy już tego dokonały – od stycznia tego roku obowiązuje znowelizowana ustawa zgodna z nową dyrektywą. W Polsce Komenda Główna Policji pracuje od dwóch lat nad nowelizacją ustawy o broni, tyle że te prace idą w zupełnie innym kierunku – chodzi o to, aby władztwo policji jeszcze zwiększyć i rozszerzyć uznaniowość na te sfery, które do tej pory jakoś się jej wymykały (tak było z bronią dla firm szkoleniowych). [srodtytul]Spójny projekt Czumy [/srodtytul] Projekt Andrzeja Czumy zmierza w kierunku likwidacji najgroźniejszych patologii istniejącej ustawy o broni i amunicji oraz zbliżenia z ogólnoeuropejskim standardem w tej materii. Chodzi o stworzenie jasnej, prostej i przede wszystkim bezwzględnie szczelnej struktury prawnej, która z jednej strony umożliwi posiadanie broni praworządnym, zdrowym psychicznie obywatelom (ale będzie bardzo precyzyjnie kontrolowała to posiadanie), a z drugiej – skutecznie uniemożliwi dostęp do broni osobom łamiącym prawo. Drogą do tego jest likwidacja uznaniowości i dowolności w podejmowaniu decyzji o przyznaniu pozwolenia i zastąpienie ich zamkniętym katalogiem warunków, które trzeba wypełnić, aby móc otrzymać pozwolenie na broń. Co więcej, wbrew pojawiającym się w mediach sugestiom, nastąpi wyraźne zaostrzenie kryteriów, a nie ich złagodzenie! Tyle że nic już nie będzie zależało od humoru komendanta... Czuma postuluje także zastąpienie dotychczasowego podziału pozwoleń na broń pod względem deklarowanego celu użycia („do celów łowieckich", „do celów sportowych", „do celów ochrony osobistej") bardziej logicznym podziałem technicznym – znów w zgodzie z wytycznymi UE. Byłyby zatem inne pozwolenia na kabekaesy i strzelby, a inne (trudniej osiągalne) na pistolety czy samopowtarzalne karabiny dużego kalibru. Można odnieść to trochę do struktury praw jazdy, gdzie inny dokument jest wymagany do prowadzenia samochodu osobowego, a inny autobusu, ale gdzie nie mamy prawa jazdy „na dojazdy do pracy" ani „na wyjazdy wakacyjne". Innym postulatem Czumy jest przeniesienie wydawania pozwoleń do organów administracji samorządowej, co jest naturalnym procesem odpolicyjniania państwa. Skoro można w ten sposób wydawać dowody osobiste, paszporty czy prawa jazdy, to nie ma żadnego powodu, aby dla jednych pozwoleń na broń utrzymywać strukturę wydziałów postępowań administracyjnych w komendach wojewódzkich. Kiedyś wszystkie wspomniane dokumenty wydawały komendy Milicji Obywatelskiej. Tradycja wydawania pozwoleń przez starostwa sięga czasów II Rzeczypospolitej. Projekt Czumy nie wprowadza zasady „broń dla każdego", jeśli już, to: „każdy może się ubiegać o broń, jeśli spełni wyśrubowane kryteria"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA