fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie z rynku

Trzeba działać, zanim dochody spadną

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
O konsolidacji lub restrukturyzacji zadłużenia warto pomyśleć, zanim stracimy pracę. Za to nad zamianą kredytu walutowego na złotowy nie ma co się zastanawiać, bo byłaby to teraz zła decyzja
Dziś banki pożyczające pieniądze na dom czy mieszkanie proponują znacznie wyższe marże niż rok temu. Dodatkowo zaostrzone zostały zasady wyliczania zdolności kredytowej i wymagania dotyczące wkładu własnego.
Dlatego o refinansowaniu hipotecznego kredytu złotowego innym kredytem złotowym lub kredytu walutowego innym kredytem walutowym należy na pewien czas zapomnieć. Takie rozwiązanie mogą rozważać tylko osoby, które kiedyś zadłużyły się na skrajnie niekorzystnych warunkach, a teraz ich sytuacja finansowa radykalnie się poprawiła. Z punktu widzenia banku są więc klientami, których szczególnie warto pozyskać. Pozostali powinni raczej spokojnie przeczekać zawieruchę na rynkach finansowych. Jeszcze gorszą decyzją byłaby obecnie zamiana kredytu walutowego na złotowy. Byłaby to bowiem zamiana papierowej (na razie wynikającej z wyliczeń) straty – spowodowanej wzrostem kursu franka w stosunku do złotego – na stratę realną i zamiana niższego oprocentowania na wyższe. Taki ruch miałby sens tylko przy założeniu, że w najbliższym czasie franki będą szybko drożały albo że zmieni się relacja stóp procentowych w Polsce i Szwajcarii. Oba te scenariusze są mało prawdopodobne.
Jedyny ruch, jaki w ogóle warto w tym momencie rozważać, to zamiana kredytu złotowego na walutowy. Decydując się na to, trzeba pogodzić się z wyższą marżą. Jednak w zamian otrzymamy korzystniejsze oprocentowanie i szansę na duże oszczędności, gdyby waluta kredytu znacząco się osłabiła wobec złotego. A prawdopodobieństwo, że tak się stanie, jest spore. Tyle teoria. W praktyce trzeba pamiętać o jeszcze jednym ograniczeniu – obecnie banki bardzo niechętnie udzielają kredytów walutowych. Dlatego najbezpieczniejszą strategią dla zadłużonych będzie przeczekanie niepewnych czasów i pilnowanie terminowej spłaty rat, aby nie dać bankowi pretekstu do zmiany warunków umowy. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy domowy budżet jest obciążony spłatą wielu drogich kredytów, na przykład na karcie kredytowej czy gotówkowych na dowolny cel. Nawet przy stosowanych obecnie wysokich marżach takie zadłużenie opłaca się skonsolidować i zamienić na jeden kredyt zabezpieczony hipoteką. Dzięki temu obniżymy oprocentowanie i rozłożymy spłatę zadłużenia na dłuższy okres, a to oznacza niższą miesięczną ratę. Może się to przydać, gdy dochody się zmniejszą. By dostać taki kredyt, trzeba spełnić dwa podstawowe warunki. Pierwszym jest posiadanie nieruchomości, na której da się ustanowić zabezpieczenie hipoteczne. Część banków proponuje też konsolidacyjne pożyczki gotówkowe bez zabezpieczenia hipotecznego, jednak ich oprocentowanie jest bardzo wysokie. Drugi warunek to posiadanie zdolności kredytowej. Bank nie zrezygnuje z jej sprawdzania nawet wtedy, gdy nie przenosimy zadłużenia z jednej instytucji do drugiej, tylko chcemy zamienić pakiet kredytów udzielonych przez daną instytucję na jeden tańszy i solidnie zabezpieczony hipoteką. Jeśli zdążymy wykonać taki manewr, zanim stracimy źródło dochodów, z obniżeniem wysokości miesięcznych obciążeń nie powinno być problemu. Jeśli podejmiemy rozmowy, gdy już zostaniemy bez pracy, o kredycie konsolidacyjnym będziemy mogli zapomnieć. Bank odmówi jego udzielenia, zasłaniając się brakiem zdolności kredytowej klienta. Wtedy jedynym rozwiązaniem pozostaje negocjowanie łagodniejszych warunków spłaty. [ramka][b]Opinia[/b] Piotr Kłys, naczelnik Wydziału Restrukturyzacji ING Banku Śląskiego Restrukturyzacja zadłużenia to szansa dla osób, które nie mogą dostać standardowego kredytu konsolidacyjnego, np. z powodu braku zdolności kredytowej. Takie rozwiązanie daje dużą elastyczność. Klient może zdecydować, czy chce mieć niższe raty i dłuższy okres kredytowania, czy woli szybciej spłacić zadłużenie. My z kolei możemy zgodzić się na spłaty zadłużenia w cyklu miesięcznym, kwartalnym czy nawet półrocznym; wszystko zależy od indywidualnej sytuacji finansowej. Restrukturyzacja zadłużenia nie musi pogorszyć statusu klienta w Biurze Informacji Kredytowej. Wiele zależy od tego, na jakim etapie zacznie się rozmowy z bankiem. Jeżeli klient zrobi to, zanim wystąpią opóźnienia, a potem będzie przestrzegać zmienionego harmonogramu, jego kredyt wciąż będzie miał status obsługiwanego prawidłowo. O kryzysie mówi się bardzo dużo, jednak w statystykach spłacalności kredytów jeszcze go nie widać. Liczba umów trafiających do restrukturyzacji nie wzrosła znacząco w ostatnich miesiącach. Zmienia się za to ich struktura. Coraz więcej spraw dotyczy kredytów hipotecznych. Jednak nie wiązałbym tego z kryzysem. To raczej naturalne zjawisko, że z czasem portfel kredytów hipotecznych się psuje. Przeważają w nim umowy niedawno podpisane. Tymczasem dane z całego rynku pokazują, że im więcej czasu upływa od udzielenia kredytu, tym większe są problemy z jego spłatą.[/ramka] [b][link=http://www.rp.pl/temat/7.html]Więcej na rp.pl/pieniądze[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA