fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Klęska czeskiego premiera

Prezydent Vaclav Klaus stanie się teraz głównym rozgrywającym (fot: Michal Cizek)
AFP
Pięć razy lewicowa opozycja próbowała obalić Mirka Topolanka. Zrobiła to wczoraj. Zaledwie czterema głosami
Debata nad wotum zaufania dla rządu trwała w parlamencie pięć godzin. W tym czasie media wieściły szybki upadek prawicowego gabinetu. „Jeszcze nigdy Topolanek nie był tak blisko odejścia” – pisały. Ich przypuszczenia wkrótce się sprawdziły. Mirek Topolanek natychmiast ogłosił, że poda się do dymisji.
To pierwszy taki przypadek w powojennej historii Czech. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by to parlament decydował o upadku rządu. Korona natychmiast zaczęła tracić na wartości. A Czesi, którzy przewodniczą UE, przestraszyli się, jak Europa będzie teraz na nich patrzeć. [srodtytul]Czas dla Klausa[/srodtytul]
– Formalnie nasze przewodnictwo skończyło się we wtorek. Bo rząd, który przestał być prawomocny w kraju, nie może być traktowany poważnie jako ten, który stoi na czele UE – mówi „Rz” politolog Jirzi Pehe. I przewiduje, że pozycja negocjacyjna jego kraju będzie teraz bardzo słaba. – A to oznacza, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy Czesi jako przywódcy UE nie będą traktowani poważnie – dodaje. Już wczoraj lider socjalistów w Parlamencie Europejskim Martin Schulz mówił, że Czechy są bardzo słabe i niezdolne sprostać wyzwaniom stojącym przed Unią. Paradoksalnie w kraju przewodniczącym UE głównym rozgrywającym stanie się teraz największy eurosceptyk Wspólnoty, kiedyś sojusznik Topolanka, dziś jego przeciwnik – prezydent Vaclav Klaus. – Teraz wszystko zależy od niego. On może zostawić Topolanka na stanowisku, lecz może też mianować nowego szefa rządu. Ale nie musi się spieszyć. Czeska konstytucja nie określa żadnych ram czasowych, kiedy powinien to zrobić. Na pewno jednak ma teraz pole do działania i to on będzie głównym graczem – tłumaczy Pehe. [srodtytul]Lewica zadowolona[/srodtytul] Los rządu zależał od kilku posłów – dwóch kobiet wyrzuconych niedawno z koalicyjnej Partii Zielonych oraz trzech rebeliantów, którzy odeszli z Obywatelskiej Partii Demokratycznej Topolanka. Premier osobiście przekonywał ich, by głosowali za nim. Odwołał nawet spotkanie z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką. Jego koalicja (ODS, ludowcy, Zieloni) ma w 200-osobowym parlamencie 96 głosów. Opozycyjni socjaldemokraci i komuniści – 97. Do obalenia Topolanka brakowało im tylko czterech głosów. – Socjaldemokraci zachowali się nieodpowiedzialnie i za to, że taką procedurę rozpoczęli w połowie czeskiej prezydencji, powinni wziąć na siebie winę. Zaszkodzili wizerunkowi Czech – mówi „Rz” europoseł ODS Jan Zahradil. Jednak opozycja jest zadowolona. – To był zły rząd i ewidentnie zasługiwał na to, by go odsunąć od władzy. Topolanek przekonywał, że nie ma żadnego kryzysu, i nie zrobił nic, by chronić przed nim ludzi. Były zarzuty o korupcję – mówi „Rz” rzecznik socjaldemokratów Ondrej Macura. Według komentatorów odejście Topolanka może utrudnić ratyfikację traktatu lizbońskiego, a także skomplikować budowę amerykańskiego radaru. – Na pewno zmniejszy się chęć do ratyfikacji traktatu. Obalenie rządu nie pomoże szybkiej jego ratyfikacji – mówi Zahradil.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA